Prezentujemy list Andrzeja Ż. do warszawskiego urzędu skarbowego wysłany 18 sierpnia b.r. Odpowiedź nie nadeszła. Ponad miesiąc później, w piątek, 23 września, Andrzej Ż. przyszedł przed Kancelarię Premiera z dwoma listami. Jeden do szefa rządu przykleja na ławce w parku, drugi – dla żony – zostawia w torbie. Próbę samospalenia przerywają funkcjonariusze BOR.

Z dokumentu usunęliśmy nazwiska. Wytłuszczenia pochodzą od redakcji.

Warszawa dnia, 18 sierpnia 2011

Szanowni Państwo

Mam nadzieję na zainteresuje Państwa to w jaki sposób urzędnicy kancelarii Premiera RP oraz Ministerstwa Finansów, poprzez niedopełnienie obowiązków, doprowadzili moją rodzinę do skrajnej zapaści finansowej. Mam nadzieję, że pomożecie mi  Państwo w ukazaniu społeczeństwu polskiemu prawdziwego oblicza obecnej ekipy rządzącej oraz podległych im urzędników, którzy zamiast chronić praworządność wręcz chronią osoby łamiące prawo, a tych którzy mają odwagę sprzeciwiać się takim praktykom spychają na margines społeczny, a wręcz niszczą im życie. Tak było w moim przypadku co chcę Państwu przedstawić.

Przedstawione poniżej fakty oparte są tylko i wyłącznie na autentycznych zdarzeniach oraz bardzo łatwe do sprawdzenia w oparciu o istniejącą dokumentację.

Jestem emerytowanym podinspektorem Policji, ostatnie stanowisko: ekspert Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Ekonomicznej i Korupcji Centralnego Biura Śledczego KGP w Warszawie,  zajmującym się od 1991 do końca 2005 roku zwalczaniem szeroko rozumianej przestępczości gospodarczej. Z wykształcenia jestem prawnikiem, absolwentem Wydziału Prawa, Ekonomii i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Ostatnio zajmowane przeze mnie, w Policji, stanowisko to ekspert Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Ekonomicznej i Korupcji Centralnego Biura Śledczego KGP w Warszawie, gdzie zajmowałem się osobiście prowadzeniem śledztw w sprawach o największym ciężarze gatunkowym, a przez to wymagających nie tylko doskonałej znajomości prawa karnego materialnego, kodeksu postępowania karnego ale również wielu innych ustaw np. Kodeksu Spółek Handlowych, ustawy o rachunkowości, ustawy o zamówieniach publicznych, ustawy kodeks cywilny i wielu innych pokrewnych dziedzin prawa.

Chronologia zdarzeń, które odprowadziły do takiej sytuacji jest następująca:

W dniu 18 września 2007 roku podjąłem pracę na stanowisku inspektora w Samodzielnym Referacie Karnym Skarbowym (zwanym dalej Referatem) Urzędu Skarbowego Warszawa Praga (zwanego dalej US), na umowę na czas określony tj. do 30 września 2008 roku (załącznik nr 1).  Wraz ze mną zatrudniony został również Pan XX, który był „świeżo upieczonym” absolwentem prawa, bez żadnego doświadczenia w prowadzeniu jakichkolwiek postępowań karnych.

Podejmując tą pracę chciałem nadal kontynuować to co robiłem do tej pory czyli zajmować się zwalczaniem przestępczości ekonomicznej godzącej w interesy finansowe Skarbu Państwa co wynika jednoznacznie z mojego listu motywacyjnego, z dnia 21.08.2007 r. (załącznik nr 2). Jednym z warunków zatrudnienia na tym stanowisku było złożenie oświadczenia, że nikt z mojej najbliższej rodziny nie prowadzi na terenie objętym działaniem US działalności gospodarczej. Mogłem z czystym sumieniem podpisać takie oświadczenie. Zastanawiającym jest natomiast fakt zatrudnienia wraz ze mną  XX, który (jak się potem okazało) mieszkał z osobą (jak twierdził swoją ciotką), która prowadziła samodzielną działalność gospodarczą przy Uniwersamie na Grochowie, a więc na obszarze działania tego US. Ma to o tyle istotne znaczenie, że kilka razy przy mnie ostrzegał ją telefonicznie o kontrolach przeprowadzanych w terenie przez Pierwszy Dział Kontroli Podatkowej (zwany dalej PK 1) kierowanego przez Panią ZZ. Fakt ten można  było bardzo prosto potwierdzić analizując billingi rozmów z jego telefonu w powiązaniu z kontrolami prowadzonymi w tym czasie przez PK 1.


Zgodnie z obowiązującym wówczas Regulaminem US, zatwierdzonym przez Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, Referat podlegał bezpośrednio pod Naczelnika US, a więc pod Panią YY.  Ale jedynie na papierze, gdyż Pani Naczelnik US, bez stosownej delegacji prawnej, „przekazała nadzór” nad Referatem Pani ZZ. Doszło tu, moim zdaniem, nie tylko do złamania Regulaminu US, ale chyba również do ujawnienia przez funkcjonariusza publicznego (Naczelnik US) osobie nieuprawnionej (Kierownik PK 1) informacji stanowiących tajemnicę służbową lub informacji, którą uzyskał w trakcie wykonywania czynności służbowych co mogło narazić na szkodę prawnie chroniony interes (w tym przypadku były to np. dane osób fizycznych, prawnych oraz jednostek organizacyjnych nie mających osobowości prawnej w stosunku do których toczyły się postępowania podatkowe i zachodziło uzasadnione podejrzenie popełnienia przez nich przestępstw lub wykroczeń skarbowych) a więc naruszenia dyspozycji art. 266 par. 2 kk (należy zwrócić uwagę, iż przepis art. 266 § 2 k.k. chroni nie tylko tajemnicę służbową - w rozumieniu ustawy o ochronie tajemnicy służbowej  ale również „informację, którą funkcjonariusz publiczny uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes”) lub/i art. 231 par. 2 kk w zw. z art. 115 par.13 kk, gdyż Naczelnik US, jako funkcjonariusz publiczny, łamiąc Regulamin US, przekroczyła należne jej kompetencje działając tym samym zarówno na szkodę interesu publicznego (o czym poniżej) jak i prywatnego. Takie działania spowodowały, że Pani ZZ, bezprawnie, weszła w posiadanie ogromnej wiedzy na temat toczących się postępowań podatkowych i karnych, a ponadto (o czym poniżej) samodzielnie – lub wspólnie i w porozumieniu z innymi nieznanymi mi osobami – decydowała w jakich sprawach mają zostać wszczęte postępowania karne, a co za tym idzie kto ma zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a o kim należy „zapomnieć” na czas niezbędny do przedawnienia się karalności czynu.


Jest to niezmiernie istotne, gdyż zgodnie z Regulaminem US do zadań Działów Kontroli Podatkowej (a w strukturze US funkcjonowały dwa takie Działy) należało dokonywanie kontroli u osób fizycznych i podmiotów gospodarczych, sporządzanie protokołów pokontrolnych i w uzasadnionych przypadkach kierowanie ich do właściwych działów US celem przeprowadzenia postępowania podatkowego. Na tym rola Działów Kontroli powinna się kończyć, gdyż to postępowanie podatkowe prowadzone przez właściwe Działy US miały na celu wykazanie czy doszło do naruszeń prawa podatkowego i wydania stosownych decyzji podatkowych, które stanowiły podstawę do wszczęcia (lub nie) postępowań karnych w sprawach o wykroczenia lub przestępstwa karne skarbowe.

Biorę przy tym pełną odpowiedzialność za swoje słowa, gdyż mogę to poprzeć konkretnymi przykładami, a zdarzenia który miały miejsce pod koniec 2007 r. tylko potwierdzają prawdziwość moich stwierdzeń. 

W tym czasie nikt nie prowadził w Referacie rejestru zawiadomień przekazywanych z innych Działów US co dawało nieograniczoną możliwość manipulowania takimi dokumentami. Przykładowo w Policji każdy dokument  przychodzący lub wychodzący jest szczegółowo rejestrowany w dziennikach korespondencji, co daje pełną możliwość ustalenia kto i w jakim celu dysponował tym dokumentem, a w razie jego zaginięcia od razu ustala się osobę nim dysponującą, gdyż potwierdza ona własnoręcznym podpisem datę jego otrzymania.

W tym czasie tj. od września 2007 r. w Referacie zatrudnionych było pięć osób, w tym czterech pracowników merytorycznych czyli prowadzących postępowania karne oraz jednej osoby, która zajmowała się wsparciem logistycznym.

Początkowo tj. do grudnia 2007 r. nieetatowym Kierownikiem Referatu był Pan WW, posiadający jedynie średnie wykształcenie (w trakcie studiów), co już na początku wydawało się co najmniej dziwne, gdyż w warunkach koniecznych i niezbędnych, określanych w ogłoszeniach o naborze na stanowiska w Referacie, widniało kryterium posiadania wyższego wykształcenia prawniczego lub ekonomicznego. Pomimo braku wymaganego wykształcenia WW zatrudniony był na najwyższym z możliwych etatów roboczych tj. na stanowisku oskarżyciela skarbowego (inspektor, starszy inspektor, oskarżyciel skarbowy). Zgodnie z poleceniem wydanym nam na samym początku pracy przez ZZ to on wydawał nam w jej imieniu (???) polecenia i przekazywał do prowadzenia konkretne sprawy.

Pomimo wieloletniego doświadczenia w prowadzeniu śledztw i dochodzeń, o największym ciężarze gatunkowym, przez ponad miesiąc od zatrudnienia nie otrzymałem do prowadzenia ani jednego postępowania o wykroczenie skarbowe. Wielokrotnie zwracałem się do WW czy też ZZ z prośbą o umożliwienie samodzielnego prowadzenia postępowań karnych, ale zawsze otrzymywałem odpowiedź, że jest to niemożliwe, gdyż nie posiadam jeszcze odpowiednich przeszkoleń i uprawnień nadanych przez Naczelnika US, a bez tego nie jest możliwe samodzielne prowadzenia spraw (była to oczywista bzdura co okazało się niebawem), a ponadto nie ma tak wielu spraw do prowadzenia więc nie ma się po co spieszyć (co okazało się kolejną bzdurą). Dopiero w dniu 19.10.2007 r. otrzymałem upoważnienie Naczelnika US do prowadzenia spraw o wykroczenia skarbowe (załącznik nr 3), nie mając jednak nadal uprawnień do samodzielnego prowadzenia postępowań o przestępstwa karne skarbowe czy też rejestrowania nałożonych mandatów w systemie Poltax – podsystem Mandaty. W dniu 24.10.2007 r. otrzymałem arkusz zakresu czynności (załącznik nr 4 i 5) upoważniający mnie m.in. do analizy zawiadomień o naruszeniu przepisów podatkowych i dewizowych zgodnie z Kodeksem Karnym Skarbowym i innymi przepisami prawa karnego materialnego oraz zakładaniem akt sprawy (szczegóły w pkt. I.1 – 6). Zwracam przy tym uwagę na fakt, że w pkt 6 nałożono na mnie obowiązek wykonywania innych czynności zleconych przez bezpośredniego przełożonego, a więc zgodnie z Regulaminem, przez Naczelnika US, a nie np. osobę przez niego wskazaną czy też wyznaczoną. W pkt. III.6. uczyniono mnie odpowiedzialnym za cyt. ”właściwe wykorzystanie informacji zawartych w programach komputerowych: POLTAX i MANDATY oraz ich obsługę zgodnie z nadanymi kompetencjami”. Jest to zapis o tyle dziwny, że upoważnienie do obsługi w/w i innych systemów komputerowych otrzymałem dopiero w dniu 23.01.2008 r. (załącznik nr 6,7 i 8). Tak więc nie przechodząc jednak żadnych przeszkoleń otrzymuję uprawnienia do prowadzenia spraw o wykroczenia (19.10.2007 r.) oraz spraw o przestępstwa karne skarbowe (24.10.2007 r.).

Wymaga to krótkiego komentarza, gdyż w sprawach o pewne kategorie wykroczeń karnych skarbowych, przed nałożeniem mandatu karnego, należy ustalić czy została uiszczona należność publicznoprawna. Jeżeli fakt taki nie ma miejsca to koniecznym jest wszczęcie i przeprowadzenie pełnego dochodzenia w sprawie o wykroczenie i skierowanie sprawy do rozpatrzenia przez właściwy miejscowo Sąd. Aby stwierdzić czy należny podatek został uiszczony należy albo skorzystać z komputerowej bazy danych US albo ustalać to we właściwej komórce finansowej US. Tak mówi obowiązujące w Polsce prawo, ale szybko orientuję się, że nie jest to prawo, które obowiązuje w US. Brak uprawnień do korzystania w komputerowej bazy danych, przy jednoczesnym prowadzeniu czynności w setkach spraw o wykroczenia, powoduje, że wykonuje się syzyfową pracę w celu podjęcia próby  nałożenia mandatu karnego. Już na samym początku pracy dowiedziałem się bowiem, że Referat nie wszczyna w ogóle postępowań karnych w sprawach o wykroczenia skarbowe, jeżeli obwiniony nie stawia się na wezwania i wtedy spokojnie czeka się tam na przedawnienie karalności wykroczenia i „odstępuje” się od dalszych czynności. Zachodzi jednak pytanie: czy podatnik faktycznie nie stawia się na wezwania czy też stosuje się tu również swoistą selekcję osób do ukarania ? Wielokrotnie zwracałem uwagę WW, że takie postępowanie jest niezgodne z prawem, gdyż w takiej sytuacji konieczne jest wydanie postanowienia o wszczęciu dochodzenia w sprawie, wydanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów (czyli przejście z fazy in rem, w fazę in personam) - co skutkuje przedłużeniem do dwóch lat okresu przedawnienia karania - oraz podjęcie wszelkich możliwych czynności zmierzających do zakończenia postępowania karnego przed Sądem. Wtedy wręcz zabronił mi on wszczynania takich postępowań. Autorytatywnie stwierdził ponadto, że Sądy i tak będą takie sprawy umarzać, ze względu na znikomą szkodliwość czynu, więc nie ma sensu się tym zajmować. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że Pan WW podejmował decyzję w imieniu Sądów i to on, a nie Sąd wyrokował w tych sprawach.

Jednym z podstawowych celów postępowania karnego (zasada prawdy materialnej) jest, zgodnie z dyspozycją art. 2 par. 1 pkt 1 kodeksu postępowania karnego, cyt. „przepisy niniejszego kodeksu mają na celu takie ukształtowanie postępowania karnego aby sprawca został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności, a osoba niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności”[1]. Tak ale nie w tym US, gdyż jak wykażę poniżej Kierownictwo, a nawet „szeregowi” pracownicy stosowali własne, ustanowione przez siebie prawo.

W tym miejscu muszę nadmienić, że otrzymywaliśmy z innych Urzędów Skarbowych dochodzenia dotyczące sprawców wykroczeń skarbowych, zamieszkujących, lub prowadzących również działalność gospodarczą, na terenie działania US w celu wykonania czynności procesowych z ich udziałem (w ramach tzw. pomocy prawnej) i takie działania były zgodne z obowiązującym prawem. Na zwracaną WW uwagę, że my też musimy tak postępować usłyszałem (mniej więcej) takie słowa: jak są głupi i mają na to czas to niech sobie prowadzą.

Pod koniec października 2007 r. otrzymuję do prowadzenia pierwszą sprawę o przestępstwo karne skarbowe, a w sumie do połowy grudnia 2007 r. prowadzę tylko dosłownie kilka takich spraw.

Komentarz:

Zgodnie z obowiązującym prawem sprawca wykroczenia skarbowego może zostać ukarany w postępowaniu mandatowym, jeżeli stawi się na wezwanie i przyzna się do popełnienia zarzucanego mu czynu, zapłacił należny podatek a jego wina nie budzi wątpliwości. Przyjęcie mandatu karnego z reguły kończy postępowanie w danej sprawie. W przeciwnym wypadku koniecznym jest wszczęcie dochodzenia w sprawie o wykroczenie/a skarbowe, wydanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów i dążenie do ogłoszenia go obwinionemu. Jeżeli obwiniony nie stawia się na wezwania można skorzystać z pomocy innych organów takich jak Policja, która dąży do doręczenia obwinionemu wezwania lub ustalenia jego aktualnego miejsca pobytu. W przypadkach gdy miejsce pobytu obwinionego nie jest nadal znane występuje się do właściwego miejscowo Sądu o przeprowadzenie rozprawy pod nieobecność obwinionego. Tak więc organ uprawniony do ścigania sprawcy wykroczenia skarbowego (w tym przypadku US) po uzyskaniu wiarygodnej informacji o możliwości zaistnienia takiego czynu ma prawny obowiązek wszczęcia i przeprowadzenia dochodzenia w takiej sprawie, a o winie lub niewinności sprawcy może rozstrzygać tylko niezawisły Sąd.
Działanie polegające na zaniechaniu ścigania sprawcy czynu zabronionego wyczerpuje znamiona przestępstwa „niedopełnienia obowiązku przez funkcjonariusza publicznego”, a zabranianie wykonania określonych czynności jest przestępstwem „przekroczenia uprawnień”.

W drugiej połowie listopada 2007 roku Pani ZZ zostaje awansowana na stanowisko p.o. Z-cy Naczelnika US, a dla WW utworzono specjalnie nowe stanowisko Kierownika Referatu. Od tego momentu ani ZZ ani jej następca na stanowisku Kierownika Pierwszego Działu Kontroli nie sprawują już nadzoru nad postępowaniami karnymi. Referat podlega więc zgodnie z Regulaminem Naczelnikowi US, ale o wszystkim tym razem decyduje WW, który wszystkie sprawy konsultuje nadal z ZZ.

Pod koniec listopada lub początkiem grudnia 2007 roku WW informuje nas, że otrzymał od ZZ wiele zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw skarbowych, których przedawnienie karania już upłynęło lub upływa końcem 2007 roku. Po około tygodniu czasu otrzymujemy do dalszego prowadzenia kilkadziesiąt (około 60-80) takich zawiadomień, a mamy na to jedynie około miesiąca czasu. Liczba takich spraw przydzielonych tylko mi do prowadzenia wynosi około 20 do 30, a wg. moich szacunków wynikających z rozmów z poszczególnymi pracownikami Referatu takich spraw jest łącznie co najmniej  60 do 80

Nie mamy fizycznej możliwości wszczęcia, w tak krótkim okresie czasu, takiej liczby spraw karnych, gdyż w aby wszcząć sprawę o przestępstwo karne skarbowe koniecznym jest oprócz otrzymania zawiadomienia o podejrzeniu jego popełnienia zgromadzenie dokumentów z akt postępowania podatkowego, w szczególności zaś otrzymanie prawomocnej decyzji podatkowej, z której wynika, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia takiego czynu. Kolejną czynnością jest wszczęcie dochodzenia (lub śledztwa) w sprawie i przekształcenie go w fazę in personam, co powoduje przedłużenie karalności tych czynów o kolejne 5 lat. Aby otrzymać akta postępowania podatkowego należy zwrócić się z pisemną prośbą do właściwego Działu US o ich podjęcie z archiwum i przekazanie do Referatu. Z uwagi na fakt, że wewnątrz US nie obowiązuje żadna rejestracja pism kierowanych do siebie przez poszczególne Działy, przekazujemy takie pisma osobiście ich Kierownikom (za odręcznym potwierdzeniem odbioru lub bez), którzy następnie przekazuję je swoim pracownikom.

Po wyszukaniu w archiwum akt postępowania podatkowego zostają one przekazane do Referatu, za odręcznym pokwitowaniem, a my musimy podjąć stosowne (opisane powyżej działania). W tym samym czasie musimy wykonywać jeszcze swoją normalną pracę przy innych postępowaniach. Zdaję sobie już wówczas doskonale sprawę z tego, że te sprawy w większości przypadków ulegną jednak przedawnieniu karania, w większości przypadków z dniem 31 grudnia 2007 r. Na zwróconą WW uwagę dotyczącą takiego działania usłyszałem, że będziemy wszczynać te „stare” sprawy w styczniu 2008 roku z „datą wsteczną”. Zgodnie z jego logiką myślenia (a właściwie jej brakiem) dopuścimy się więc przestępstwa poświadczenia nieprawdy w dokumencie mającym znaczenie prawne.
.
Tego było już za wiele, gdyż w całej swojej dotychczasowej pracy nie słyszałem nawet o czymś takim. Zdawałem sobie doskonale sprawę z powagi sytuacji i z tego, że jakakolwiek kontrola Referatu spowoduje, iż zostanę normalnym przestępcą, gdyż nie wytłumaczę się nigdy z tego, że brałem udział w takich działaniach. Wtedy stracę wszystko na co pracowałem ciężko przez całe życie, a przez to straci również i moja rodzina. Jako były oficer śledczy zajmujący się również zwalczaniem korupcji oraz prawnik zdawałem sobie sprawę z tego, że takie działania mogą się skończyć zarzutami również dla mnie, a nigdy w życiu nie zapłaciłem nawet mandatu karnego.

Należy przy tym zwrócić uwagę na to, że w roku 2007 r. w Referacie wszczęto jedynie około 260 spraw karnych. Biorąc pod uwagę fakt, że od listopada do grudnia wszczęto łącznie, tylko około 30 spraw karnych (przez czterech pracowników merytorycznych), to do końca października 2007 r. wszczętych zostało (przez trzech pracowników merytorycznych – taki był wówczas stan etatowy) około 230 spraw karnych, co daje około 77 spraw karnych na jednego pracownika, co dalej daje średnią 7,7 wszczęć dochodzeń na jednego pracownika w ciągu miesiąca. Przykładowo: w ciągu pierwszych 5 miesięcy 2008 r. czterech (a od końca kwietnia trzech) pracowników merytorycznych wszczęło o kilkadziesiąt dochodzeń więcej niż w całym 2008 r. I jest to całkowita prawda, gdyż dane te pamiętam z RK za ten okres czasu. Tak więc, gdyby zachodziła taka konieczność to do końca 2008 r. bez trudu można by było wszcząć co najmniej 500 takich spraw karnych. Gdyby przyjąć podobną dynamikę wszczęć w 2007 r. bez trudu można było zakończyć wszystkie zaległe sprawy, a nie dopuścić do przedawnienia się ich karalności. Powyżej opisałem algorytm postępowania w sprawach o przestępstwa skarbowe. Proszę mi wierzyć, że gdybym chciał to od momentu otrzymania akt postępowania podatkowego do momentu wszczęcia dochodzenia nie upłynęły by dwie godziny, wliczając w to również sporządzenie i wysłanie wezwania dla podejrzanego oraz zapytania o jego karalność. I piszę tu o sprawach karnych z zakresu kks, gdyż wszczęcie dochodzenia o przestępstwo z ustawy o rachunkowości zajmuje jeszcze mniej czasu.  Dowodem na to mogła by być analiza RK, gdzie od maja do czerwca 2008 r. wszczynałem po 3,4 lub i więcej takich spraw dziennie wykonując jeszcze przy tym szereg innych czynności np. karanie sprawców wykroczeń w postępowaniu mandatowym, co zajmuje około 15-20 minut/1 osobę. Wszczęcie dochodzenia w sprawie o wykroczenie  zajmuje około 30 minut, wliczając w to również sporządzenie i wysłanie wezwania dla podejrzanego i zapytania o jego karalność.

Zakładając, że udało nam się wszcząć około 20 takich spraw do końca 2007 r. to przedawnieniu karania uległo ich od 40 do 60 (ale ile ich faktycznie było to wie chyba tylko Kierownictwo US i kontrolujący z MF, chociaż w tym ostatnim przypadku mam co do tego duże wątpliwości). Ma to również wymierny efekt finansowy, gdyż przyjmując, że każde z tych dochodzeń udało by się zakończyć wnioskiem o dobrowolne poddanie się odpowiedzialności przez podejrzanego, i wyrażeniem zgody na wpłatę grzywny w symbolicznej jedynie kwocie 500,00 złotych, to Skarb Państwa uzyskałby z tego tytułu od 20 - 30 000,00 złotych (nie wliczając w to zapłaty zryczałtowanych kosztów postępowania karnego w kwocie jednostkowej około 100,00 złotych). Najmniejszy mandat w postępowaniu mandatowym wynosił wówczas 100, 00 złotych (do końca 2007 r.), a od stycznia 2008 r. kwotę 150,00 złotych. Doprowadzenie do przedawnienia karalności tylko 100 takich czynów rocznie (a było tego dużo więcej) – przy założeniu, że wobec sprawcy zastosowano by najmniejszą, z możliwych, kwotę mandatu karnego - spowodowało brak dodatkowych wpływów  w wysokości co najmniej 10 000,00 złotych w roku 2007 i 15 000,00 złotych w roku 2008. W rzeczywistości straty te były dużo większe, gdyż do każdego przedawnionego wykroczenia skarbowego koniecznym było wysłanie co najmniej 3 lub więcej wezwań, a każde z nich kosztowało około 6 złotych. Nie liczę już naszego czasu koniecznego do ich sporządzenia, za który Państwo płaciło nam wynagrodzenie.

Muszę jeszcze napisać o następującej sprawie.

Jak już wspomniałem powyżej aby uzyskać zezwolenie na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności – DPO (w postępowaniu o przestępstwa lub wykroczenia skarbowe) koniecznym jest uprzednie uiszczenie należności publicznoprawnej (jeżeli nie została jeszcze uiszczona). W przeciwnym razie nie ma możliwości skorzystania z DPO, a sprawę musi rozpatrzyć Sąd. W wypadku DPO po uiszczeniu grzywny i zryczałtowanych kosztów postępowania i wyrażeniu przez Sąd zgody sprawca czynu nie podlega rejestracji w Krajowym Rejestrze Skazanych. W wypadku skazania go przez Sąd prawomocnym wyrokiem jest zarejestrowany w KRS. W wielu przypadkach prowadzonych przeze mnie dochodzeń w sprawach o przestępstwa skarbowe sprawca czynu dopiero stojąc przed w/w wyborem uiszczał należne podatki (a były to niekiedy bardzo duże kwoty, których nie mogli nawet wcześniej wyegzekwować tzw. komornicy skarbowi), po to aby nie być skazanym i nie figurować w KRK. Był to drugi, wymierny efekt finansowy z korzyścią dla Skarbu Państwa. Nie jestem w stanie stwierdzić w ilu przypadkach, z uwagi na przedawnienie się karalności czynów, przedawniły się również należne Państwu podatki, ale nawet gdyby był to jeden przypadek to i tak nie można by przejść obok tego obojętnie.

W 2007 r. ZZ, nadzorując Referat, żądała wręcz od nas karania sprawców czynów zabronionych, nie stanowiących wykroczenia skarbowego  np. braku numeru na kasie fiskalnej, braku aktualnego przeglądu technicznego takiej kasy czy też złożenia przez podatnika zeznania podatkowego po terminie, gdy nie ciążył na nim obowiązek podatkowy. W pierwszych dwóch przypadkach mamy do czynienia z czynem zabronionym, ale nie karalnym gdyż w kks nie ma za to sankcji. Ukaranie takiej osoby mandatem karnym stanowiło by przekroczenie uprawnień, gdyż czyn taki nie stanowił wykroczenia. Podobnie rzecz na się w trzecim przypadku. Wykroczeniem jest nie złożenie w terminie zeznania, w momencie gdy na podatniku ciąży tzw. obowiązek podatkowy. Gdy obowiązek taki nie istnieje to obywatel nie musi takiego zeznania składać. Tylko, że różne organy państwowe np. DPS żądały wówczas, szczególnie od osób ubiegających się o zapomogę, przedłożenia zaświadczenia o dochodach w formie zeznania podatkowego. Osoba taka pomimo braku obowiązku podatkowego przychodziła więc do US i składała tzw. PIT, ale często po ustawowym terminie. Były to w większości matki samotnie wychowujące dzieci. W tym przypadku nie można takiej osoby ukarać, ale nie zdaniem ZZ, która żądała bezwzględnego nakładania na te osoby mandatów karnych. Jako pierwszy, i jedyny, sprzeciwiłem się takiemu działaniu i nie wypisałem w takich przypadkach żadnego mandatu. ZZ była z tego bardzo, ale bardzo, niezadowolona. A jak to się ma do tego, że sama doprowadziła do przedawnienia się ogromnej ilości czynów wyczerpujących znamiona przestępstw i wykroczeń i to o znacznie większej szkodliwości. Gdyby przeanalizować samo postępowanie mandatowe to gwarantuję, że ujawniono by, że duża ilość tzw. sprawców wykroczeń (oczywiście w mniemaniu ZZ) została bezprawnie ukarana w postępowaniu mandatowym.

Na początku grudnia 2007 r. przebywałem na krótkim urlopie wypoczynkowym, ale przed świętami Bożego Narodzenia 2007 roku, dokładnie w dniu 19 grudnia 2007 r. okazało się, że mam znacznie podwyższone ciśnienie tętnicze i lekarz skierował mnie na zwolnienie lekarskie do 2 stycznia 2008 roku. Przez ten cały okres zastanawiałem się co mam zrobić, aby nie narazić się w przyszłości na zarzuty popełnienia przestępstw. Przychodziły mi do głowy różne koncepcje działania, ale:

1. zwrócenie uwagi na działania kierownictwa US Izbie Skarbowej w Warszawie w ogóle nie wchodziło w rachubę, gdyż wiedziałem, że osoba nadzorująca pracę US od dawna wiedziała o tych – oględnie rzecz biorąc – zaległościach. Ponadto zgodnie z procedurą jeden egzemplarz postanowienia o wszczęciu dochodzenia (śledztwa) przekazywany był do IS, a więc doskonale wiedziano tam, że takie sprawy istnieją, a nikt nie zapytał nawet skąd się one nagle biorą;

2. do CBA nie miałem żadnego zaufania, gdyż m.in. z rozmów z moimi kolegami, którzy przeszli do tego biura z CBŚ wiedziałem, że pracują tam w większości ludzie bez pojęcia o prowadzeniu pracy operacyjnej i dochodzeniowej;

3. pójście do Wydziału PG lub Korupcji KSP też wykluczałem. Pracowali tam bardzo młodzi policjanci a to nie dawało żadnej gwarancji bezpieczeństwa dla mojej osoby;

4. najbardziej rozsądnym wyjściem wydawało się wówczas poinformowanie jednej z komórek kontrolnych działających przy Ministrze Finansów w celu spowodowania kontroli i ewentualnego ujawnienia innych przypadków łamania prawa w US.

Po powrocie ze zwolnienia lekarskiego okazało się, że jedno ze wszczętych przeze mnie, w grudniu 2007 roku, postępowań karnych zostało wykreślone z Rejestru Karnego, a akta główne dochodzenia zostały pod moją nieobecność zabrane przez ZZ a następnie zniszczone, przez nieznaną mi osobę, wydane w dniu 18 grudnia 2007 r., postanowienie o przedstawieniu zarzutów podejrzanemu. Na moje żądanie zwrócono mi jedynie akta podręczne (czyli kopie akt głównych). Chodziło o sprawę przestępstw w podatku dochodowym od osób fizycznych popełnionych w latach 2002 – 2003 przez jednego z profesorów uczelni warszawskich. Sprawa w rejestrze karnym (RK – odpowiednik policyjnego RSD) miała, o ile dobrze pamiętam, numer RK-254/07. Po zniszczeniu postanowienia o przedstawieniu podejrzanemu zarzutów pod w/w  RK (po uprzednim skreśleniu mojego dochodzenia) wpisane zostało, jak ustaliłem przez YY (na polecenie WW) całkiem inne dochodzenie, w całkiem innej sprawie. Na moje pytanie skierowane do WW co to znaczy usłyszałem, że cyt. „za dużo mieliśmy spraw z 2002 roku”. (zrozumiałem to tak, że ukrywa się w ten sposób, przed osobami trzecimi, fakt nie wszczynania postępowań karny w stosunku do tak dużej liczby podatników, co do których istniało uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstw). Tak więc sprawy tej już częściowo nie było, gdyż karalność czynu popełnionego w 2002 r. przez podejrzanego uległa przedawnieniu z dniem 31 grudnia 2007 r. Na szczęście miałem jeszcze akta podręczne , w których zachowały się dwa egzemplarze postanowienia o wszczęciu dochodzenia (przekazane następnie za potwierdzeniem odbioru osobom kontrolującym US z ramienia Ministerstwa Finansów – załącznik nr 10 i 11), ale niestety bez postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Nie dałem za wygraną i wszcząłem kolejne dochodzenie (RK-01/08) w tej sprawie, które  objęło jedynie 2003 rok. WW był z tego wyraźnie niezadowolony (powiedział do , z sarkazmem, mniej więcej takie słowa –„ciekawe jak sobie z nim (czyli jak zrozumiałem profesorem – przy. autora) poradzisz?”, ale nie odważył się już na zmianę tego wpisu w RK. Dochodzenie to zostało zakończone przyznaniem się podejrzanego do zarzucanego mu czynu oraz wnioskiem podejrzanego o zgodę na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności po zapłaceniu grzywny i kosztów postępowania. Tak samo zakończyłem większość dochodzeń, które udało mi się wszcząć na podstawie zawiadomień dotyczących 2002 roku.

Od tego czasu moje kontakty z WW uległy wyraźnemu ochłodzeniu, ale zbytnio mnie to już nie interesowało, gdyż podjąłem już decyzję o powiadomieniu o tych przypadkach łamania prawa Ministerstwo Finansów.

W styczniu 2008 roku przesłałem na adres emailowy HH – Dyrektora Departamentu Kontroli MF zawiadomienie o znanych mi faktach łamania prawa w US. Nie był to anonim tylko list podpisany z imienia i nazwiska, z podaniem adresu emailowego i telefonu kontaktowego. W emailu tym podałem wówczas tylko znane mi wtedy fakty  ( załącznik nr 12)

Po upływie około dwóch do trzech miesięcy skontaktował się ze mną telefonicznie pracownik Ministerstwa Finansów Pan M.N. i doszło do naszego pierwszego spotkania. W trakcie kolejnych spotkań przekazałem mu swoją wiedzę na temat znanych mi przypadków łamania prawa w US, opisanych w emailu do HH, oraz o innych ujawnionych już później (czyli po wysłaniu emaila do MF) faktach opisanych poniżej tzn.:

1. w kwietniu 2008 roku dowiedziałem się, że WW zamierza odejść z pracy w US na podobne stanowisko w swojej rodzinnej miejscowości, a dokładnie  w Urzędzie Skarbowym w Zambrowie, co nastąpiło z dniem 1 maja 2008 roku. Przed odejściem z US pozostawił nam do wszczęcia kilkadziesiąt zawiadomień z Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawa KRS dotyczących nie  złożenia w ustawowym terminie sprawozdań finansowych przez osoby fizyczne i podmioty gospodarcze, co stanowiło przestępstwa karne spenalizowane w ustawie o rachunkowości. W około połowie przypadków zawiadomienia te zostały złożone w US dwa lub trzy lata wcześniej, a termin przedawnienia karania części tych czynów już upłynął albo upływał z dniem 15 lipca 2008 roku. Zawiadomienia te (według  oświadczenia WW) otrzymał on od ZZ w momencie, kiedy został mianowany na stanowisko Kierownika Referatu. Twierdził, że nie przekazywał ich wcześniej bo mieliśmy i tak dużo pracy, co jest ewidentną nieprawdą gdyż początkiem 2008 roku w Referacie  wszczętych zostało niewiele postępowań karnych. Z posiadanej przeze mnie wiedzy – konkretnie od YY – wiedziałem, że jeszcze w 2007 r. wszczynał on jednak takie dochodzenia. Można więc było spokojnie zająć się i tymi zawiadomieniami. Mamy tutaj do czynienia z czymś całkowicie niezrozumiałym, gdyż US nie jest (i nigdy nie był) organem władnym do prowadzenia jakichkolwiek dochodzeń w sprawach o przestępstwa inne niż określone w Ustawie z dnia 10 września 1999 r.  Kodeks Karny Skarbowy, a do takich bezwzględnie należy zaliczyć przestępstwa spenalizowane w ustawie o rachunkowości. Organem władnym do prowadzenia takich postępowań powinna być Policja, pod nadzorem właściwej Prokuratury. Starałem się ustalić dlaczego (chyba jako jedyny w Polsce) US w ogóle prowadzi takie dochodzenia. Nikt nie potrafił mi udzielić na to pytanie odpowiedzi, ale zgodnie z poleceniem Naczelnika US musieliśmy je wszczynać. Ustaliłem więc sam, że może to się odbywać na podstawie rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 13 czerwca 2003 r. (Dz. U. Nr 108, poz. 1019), ale to i tak nie zmieniało faktu, że bezprawne przetrzymywanie takich zawiadomień spowodowało przedawnienie karalności części tych czynów, ale znowu tylko w stosunku do części „wybranych” podatników. Aby dokładnie wyjaśnić tę sprawę należy stwierdzić, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście Krajowy Rejestr Sądowy (zwany dalej KRS) zawiadamiał o faktach nie złożenia w ustawowym terminie przez osoby fizyczne, prawne oraz jednostki organizacyjne nie posiadające osobowości prawnej w KRS sprawozdań finansowych za poszczególne lata. Zawiadomienia te kierowane były do US. Tylko tyle, że tam kilkadziesiąt z nich „przeleżało sobie” w bliżej nieznanym miejscu przez 2 lub nawet 3 lata, a następnie zostały nam przekazane „hurtem” do prowadzenia, początkiem maja 2008 r., kiedy to przedawnienie karalności dużej części tych czynów upływało z dniem 15 lipca 2008 r. No cóż przedawniły się i one, a „wybrane” przez Kierownictwo US osoby nie poniosły żadnej odpowiedzialności. Osoby nie należące do kręgu „wybranych” odpowiedzialność taką poniosły. Bardzo ciekawe jakie kryteria należało spełnić aby można było trafić na listę „wybrańców” ?
2. początkiem marca lub kwietnia 2008 roku dowiedziałem się, że w archiwum Referatu znajduje się duża ilość akt dochodzeń, których prowadzenie zostało zawieszone z uwagi na występowanie długotrwałych przeszkód procesowych, w większości przypadków był to brak prawomocnych, w momencie ich wszczęcia, decyzji podatkowych. Akta te leżały tam już niekiedy od kilku lat i nikt się nimi nie interesował pomimo ustania przeszkód procesowych czyli w/w decyzji. I znowu mamy tu do czynienia z rzeczą niespotykaną gdyż  pomimo jednoznacznego zapisu w Kodeksie Karnym Skarbowym, a konkretnie  w art. 114 a kks, nie podejmowano tych postępowań pomimo, że dawno już ustąpiły przyczyny uzasadniające ich zawieszenie. Czyżby znowu chodziło o to, aby „wybrane” osoby nie poniosły odpowiedzialności karnej?

3. po odejściu, w maju 2008 r., WW okazało się, że w jego dyspozycji znajdowało się jeszcze kilkadziesiąt zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw skarbowych, w których termin przedawnienia karania upływał z końcem 2008 roku. Z mojej wiedzy wynika, że również one uległy w większości przedawnieniu.

Osobną sprawą na którą zwróciłem jeszcze uwagę M.N. była sprawa prowadzenia, na terenie US – kilka pokoi od gabinetu Pani Naczelnik DD - nielegalnego handlu wędlinami. Proceder ten polegał na tym, że (chyba) w czwartki do US przychodziła, nieznana mi, kobieta która sprzedawała w jednym z pokoi na VII piętrze wędliny tj. kiełbasę, boczek, salcesony, szynki i inne wyroby wędliniarskie. Nabywcami tych produktów byli pracownicy US, czyli urzędnicy, którzy z założenia winni dbać o finansowe interesy Skarbu Państwa. Pomijając już łamanie przepisów dot. warunków sanitarnych w jakich się to odbywało oraz fakt że  kobieta ta nie prowadziła żadnego rejestru zawieranych transakcji osoba ta, jeżeli nie odprowadzała z tego tytułu należnych podatków, (a trudno przypuszczać, że było inaczej) dopuszczała się czynu zabronionego określonego w  54 kks, czyli co najmniej wykroczenia skarbowego, a więc czynu którego ujawnienie i ściganie leży w kompetencjach US.

Początkiem maja 2008 roku do US wkroczyła kontrola z Ministerstwa Finansów, która miała zająć się wyjaśnieniem opisanych przeze mnie przypadków łamania prawa.

No i dzieje się coś niebywałego !!!

1. już na samym początku kontrolujący wzywają tylko mnie do wyjaśnienia nieprawidłowości;

2.  biorą do kontroli jedynie prowadzone przeze mnie sprawy i dochodzenia;

3. żądają jedynie ode mnie, na  piśmie, ustosunkowania się do poszczególnych spraw i szczegółowego wyjaśnienia przypadków zmuszania lub nakłaniania  mnie do łamania prawa.

Komentarz:

Kontrolujący z całą świadomością i z pełną premedytacją wskazali Kierownictwu US moją osobę jako sprawcę kontroli.

Zapytania dotyczące poszczególnych spraw i dochodzeń kontrolujący kierowali na ręce Naczelnika US , a Pani Naczelnik zlecała „pełną cenzurę” odpowiedzi Pani ZZ, która formalnie nie miała nic wspólnego z funkcjonowaniem Referatu. Pani ZZ  już na samym początku kontroli wydała nam ustny zakaz jakichkolwiek kontaktów z kontrolującymi oraz obowiązek sporządzania szczegółowych notatek służbowych z każdej rozmowy, a  wszystkie odpowiedzi na  pytania kontrolujących musiały być przez nią sprawdzone, poprawione i przedłożona do podpisu Pani Naczelnik US. Wyglądało to początkowo tak, że ja przygotowywałem pisemną odpowiedź zgodną ze stanem faktycznym, a ZZ całkowicie zmieniała jej treść i taką odpowiedź przekazywała kontrolującym, po uprzednim podpisaniu jej przez Naczelnika US. Po krótkim okresie czasu to jedynie ZZ udzielała odpowiedzi kontrolującym bez żadnej konsultacji z kimkolwiek. Kontrolujący zdawali sobie sprawę z tego, że udzielane im odpowiedzi nie mają nic wspólnego ze stanem faktycznym, a niekiedy są wręcz nielogiczne i sprzeczne z dokumentami. Najwyraźniej im to nie przeszkadzało.

Chyba w czerwcu 2008 roku został zmieniony Regulamin US i nadzór nad Referatem ponownie, ale po raz pierwszy oficjalnie, objęła ZZ. Kontrola z MF trwała nadal a ja spotykałem się z wręcz chamskim zachowaniem się, w stosunku do mojej osoby, ze strony ZZ. Zdałem sobie wówczas sprawę z tego, że zostałem „sprzedany” przez kontrolujących. Wiedziałem już, że nie zostanie mi przedłużona umowy o pracę, tym bardziej, że HH, pomimo tego że:

1. cały czas spóźniał się do pracy a wtedy jego podpisy na liście obecności były fałszowane przez AA (o czym doskonale wiedziała ZZ);

2. przychodził do pracy w stanie upojenia alkoholowego lub brał urlop na żądanie (szczególnie po imprezach urządzanych z WW) co niosło za sobą konieczność wykonywania za niego zaplanowanych wcześniej czynności procesowych;

3. to on dokonał sfałszowania, w grudniu 2007 r., wpisu do RK w części dotyczącej wszczętego przeze mnie dochodzenia,


otrzymał w tym czasie skierowanie na kolejne badania okresowe, a następnie awans na stanowisko oskarżyciela skarbowego (czyli o dwa stanowiska), a mnie poproszono o zmianę zaplanowanej wcześniej na grudzień 2008 r., części należnego mi urlopu za 2008 roku. No cóż! Po raz kolejny nie mieściło mi się to jeszcze w głowie, ale nadal nie  wierzyłem jeszcze w to, że coś takiego może mieć jeszcze miejsce w „normalnym kraju”. Przecież, moim zdaniem, kontrola musiała wyjaśnić wszystkie nieprawidłowości, tym bardziej, że nie ma nic prostszego bo wszystko opierało się na konkretnych dokumentach.

W czerwcu 2008 r. złożyłem aplikację na stanowisko oskarżyciela skarbowego Urzędu Skarbowego Warszawa Mokotów (załącznik nr 13) i nikogo o tym fakcie nie informowałem. Początkiem sierpnia 2008 roku stanąłem do konkursu i zdobyłem w teście 24 pkt. (na 25 możliwych), a ponadto spełniałem szereg innych dodatkowych kryteriów takich jak przeszkolenia w skarbowych systemach informacyjnych czy też doświadczenie w pracy zawodowej. Moja, jedyna, kontrkandydatka nigdzie wcześniej nie pracowała, nie miała żadnego doświadczenia w prowadzeniu spraw karnych i zdobyła z testu 22 pkt. Po rozmowie kwalifikacyjnej sama stwierdziła do mnie, że zaproponowano jej pracę, ale na innym stanowisku tego Urzędu. Moja rozmowa kwalifikacyjna z Panią Naczelnik przebiegała bardzo sympatycznie, a na następny dzień otrzymałem jedynie telefoniczną odpowiedź, że nie zostałem zakwalifikowany na to stanowisko. Po powrocie do US dowiedziałem się, w rozmowie z moją koleżanką z pracy BB że ZZ, z jej tylko właściwym, drwiącym uśmiechem zapytała ją czy nie wie jak mi poszło na Mokotowie. Pozostawiam to bez komentarza.

Przez cały czas trwania kontroli z MF na bieżąco proszono mnie o ustosunkowywanie się do odpowiedzi udzielanych faktycznie przez ZZ (a podpisywanych jedynie przez Panią Naczelnik US KK) na pytania kontrolujących.

Z posiadanej przeze mnie wiedzy wynika, że kontrola w pełni potwierdziła prawie wszystkie fakty łamania prawa przy prowadzonych postępowaniach (za wyjątkiem nie podejmowania zawieszonych dochodzeń i fałszowania podpisów na liście obecności ponieważ, z nieznanych mi powodów, nie zostało to objęte kontrolą).

Wiem również, że winą za przedawnienie się karalności części, opisanych wcześniej, zawiadomień obarczono moją osobę. Podobno za to przewinienie zostałem ukarany obniżeniem części dodatku do wynagrodzenia, chyba premii (tylko do dziś nie wiem dokładnie jakiej i kiedy).

W tej sytuacji pozostawiam to również bez komentarza, gdyż trudno polemizować w tej materii z iksem.

Komentarza wymaga jednak sam fakt zrzucenia części winy za niedopełnienie obowiązków przez kierownictwa US na moją osobę o czym wiem m.in. z rozmowy z MN. (potwierdzony zresztą potem przez funkcjonariusza Policji z VI KRP Warszawa Praga Pana asp. JJ, prowadzącego śledztwo w tej sprawie).

Szczytem bezczelności, lub działaniem w poczuciu całkowitej bezkarności, jest (o ile miało to miejsce – fakt do potwierdzenia w aktach kontroli MF lub śledztwie syg. akt prokuratorskich 1 Ds.- 364/20/III – Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ, syg. akt KRP Warszawa VI – PG-II-5107/10) stwierdzenie Naczelnika US, iż to ja jestem winnym tego, że pewne zawiadomienia o podejrzeniach popełnienia przestępstw karnych skarbowych nie zostały wszczęte przed upływem terminu przedawnienia ich karalności, czyli  z końcem 2007 r. i zostałem za to ukarany odebraniem części premii. Osoba, która podpisała się pod takim stwierdzeniem jest kłamcą i dopuszcza się tym samym czynu określonego w art. 212 par. 1 kk, a w związku z tym, że ściganie sprawcy tego czynu odbywa się z oskarżenia prywatnego chciałbym uzyskać potwierdzenie tego faktu, bez względu na osobę która podpisała się pod takim pomówieniem. Aby ukarać mnie za w/w uchybienie trzeba by chyba przeprowadzić postępowanie dyscyplinarne zakończone konkretnymi wnioskami, od których przysługiwało by mi zażalenie, nawet do WSA

Andrzej Ż.

pozostałe dane jw.

Kontynuując:

W trakcie jednego ze spotkań M. N. stwierdził wręcz, że mamy do czynienia z „największą w historii Polski aferą skarbową”.

Cały czas byłem zapewniany przez M. N. (nawet w obecności mojej żony), że jego przełożeni nie dopuszczą do zwolnienia mnie z pracy.  Nawet po moim odejściu z pracy w US byłem proszony przez niego o ustosunkowanie się do kolejnych odpowiedzi ZZ na zarzuty kontrolujących i nadal zapewniany, że MF chce zatrudnić moją osobę na stanowisku związanym z ujawnianiem innych patologii występujących w organach skarbowych. Trwało to mniej więcej do połowy grudnia 2008 roku, kiedy zorientowałem się, że zostałem jedynie wykorzystany przez pracowników MF i pozostawiony na przysłowiowym „lodzie”. Powiedziałem o tym wprost M. N. i od tej pory nie utrzymywaliśmy już żadnych kontaktów.

Ale cóż ! Ani nie przedłużono mi umowy o pracę w  US, ani też nie znalazłem pracy w MF. Ale nie to jest najgorsze. Życie dopisało mi jeszcze inny, zdecydowanie gorszy scenariusz. Zostałem trędowaty i skutecznie wykluczony z życia w „demokratycznym państwie prawa”. A oto przykłady:

1. w dniu 08.08.2008 r. wysyłam, za namową MF, CV wraz z listem motywacyjnym (załącznik nr 14) do UKS Warszawa – nie zostaję nawet zaproszony na rozmowę;

2.  w tym samym dniu wysyłam, już bez namowy MF, CV i list motywacyjny (załącznik nr 15) do KGP Warszawa – bez odzewu;

3. w dniu 13.11.2008 r., również bez konsultacji z M.N., wysyłam CV i list motywacyjny (załącznik nr 16) do KGP Warszawa – jestem drugi – ale sukces !!! (vide list do J. Pitery – załącznik jak niżej).

Nie chcę przywoływać już więcej takich przykładów, gdyż było ich wiele ale muszę opisać jeszcze jeden.

W styczniu 2011 r. złożyłem aplikację do III US Warszawa Śródmieście ul. Lindleya 14, na stanowisko oskarżyciela skarbowego (umowa na zastępstwo czyli teoretycznie potrzebny jest pracownik, który bez zbędnych nakładów na szkolenia i z doświadczeniem może podjąć pracę od zaraz – co napisałem w liście motywacyjnym – załącznik nr 14). Zdobyłem 25/25 możliwych punktów i jako jedyny – z trzech kandydatów – miałem doświadczenie w pracy w aparacie skarbowym. Rozmowy kwalifikacyjnej praktycznie nie było, gdyż zadano mi jedynie pytanie : czy mam dobry kontakt z ludźmi ?  Odpowiedź III US Warszawa Śródmieście emailem, a miała być telefonicznie, przesyłam jako załącznik nr 15 i pozostawiam już w ogóle bez komentarza.

Od września 2008 do stycznia 2009 roku żyliśmy z żoną i i dwuletnim synem jedynie z mojej emerytury w wysokości ca 2900 zł. (nie jest to może zdaniem osób o których wspomnę poniżej[2] mało, ale policzmy):

1. przychód miesięczny netto od października 2008 r. : 2 900,00 zł.

1. rozchód miesięczny netto :

1. czynsz mieszkaniowy : ok. 350,00 zł. (jeszcze wtedy płacę)

2.  rata kredytu mieszkaniowego w CHF: ok. 450,00 zł.

3. opłaty prąd i gaz : ok. 150,00 zł.

4. opłata za TV i internet : ok. 150,00 zł. (Aster sp. z o.o. – jeszcze płacę bo nadal mam umowę)

5. pampersy dla dziecka – co najmniej 3 paczki miesięcznie – 1 p.= 40 zł. = 120.00 zł.

6. telefony – mój i żony = ok. 100,00 zł.

7. kaszki dla dziecka – co najmniej 6-7 paczek miesięcznie – 1p. = 10.00 zł. = 60 zł./70 zł.

8. inne akcesoria dla dziecka czyli m.in. chusteczki nawilżane co najmniej 5 paczek miesięcznie, każda z nich po ok. 5,00 zł = 30 zł., a to tylko niezbędne minimum dla normalnego funkcjonowania dziecka, nie obejmuje płynów do kąpieli, odżywek, ani też ubrań czy też soczków etc. etc.

9. pozostało: ok. 1475,00 zł./m-c czyli ok. 49 zł./ 1 dzień/3 osoby – czyli niecałe 16 zł. na osobę dziennie.

Życzę szczęścia dla tych, którzy poradzą sobie z taką stawką dzienną przeznaczoną tylko na wyżywienia. Dziecko potrzebuje również  w tym czasie np.:

II. koszty dodatkowe:

1. butów zimowych – ok. 160,00 zł.
2. kurtki zimowej – ok. 150,00 zł.
3. cd. napiszę – jak przeżyję.

Ponieważ źle się czuję to gdyby mnie dopadł ten „cham” Morfeusz – to pamiętajcie wszyscy trzej Panowie – jesteście moim największym szczęściem i to tylko i wyłącznie dzięki Waszej wspaniałej Mamie, którą kochałem i kochał będę, tak samo jak Was, nad życie.

(Brak fragmentu - red.)

i oszczędności w kwocie kilku tysięcy złotych, środków przyznanych mi (dużo wcześniej) przez Bank na karcie płatniczej ( 7 600,00 zł.) i limitu debetowego na karcie bankomatowej (limit 10 000,00 zł. ale utrzymywałem w tym przypadku stan konta w wysokości co najmniej 5 000,00 zł) które jeszcze mieliśmy gdyż pomimo spełniania wszystkich wymagań na oferowane stanowiska na żadną z dziesiątek wysłanych, w tym czasie, aplikacji nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie ma więc żadnych szans na utrzymanie rodziny i nie zmniejszenie stanów środków na kontach. A to „boli i wkur..a”. Tym bardziej, że jest to wynikiem mojej, i tylko mojej, bezdennej głupoty i wiary w demokratyczne państwo prawa, w którym jak się okazuje można łamać prawo i czuć się bezkarnie, a ja idiota bałem się odpowiedzialności karnej. Chyba jednak nie dostosowałem się do reguł obowiązujących w demokracji i opuściłem na studiach część wykładów dotyczących bezkarności urzędników państwowych za działania o charakterze przestępczym.

Początkiem grudnia 2008 r., widząc jednak jak topnieją finanse i ubywa środków na kontach zacząłem gorączkowo poszukiwać jakiejkolwiek pracy. Nigdy nie „marzyłem o pracy” w charakterze pracownika ochrony, ale zmuszony pogarszającą się sytuacją finansową rodziny i pozostawieniem mnie „na lodzie” przez „demokratyczne państwo prawa" podjąłem jedyne możliwe wówczas „zatrudnienie” w charakterze pracownika ochrony, ze stawką 7,00 zł/h, na umowę zlecenie. Aby nie dopuścić do załamania się finansów domowych pracowałem wówczas po 16 i więcej godzin, niejednokrotnie na mrozie, co od razu odbiło się na moim stanie zdrowia (wzrost ciśnienia, choroby układu oddechowego, zapalenie płuc). Nie wstydzę się teraz jednak tej pracy, gdyż chodziło mi jedynie o zapewnienie godnego bytu żonie i dziecku. Już wtedy żona miała do mnie pretensje, że przez moją głupotę straciłem pracę w US, bo trzeba było jak twierdziła „siedzieć cicho”. Nawet nie wie, gdyż nigdy jej nie powiedziałem, jaką wielką miała rację!!!

W lutym 2009 r. okazało się, że żona jest w ciąży, a ja nadal poszukiwałem normalnej pracy. Zdawałem sobie przy tym sprawę, że w instytucjach państwowych nie mam żadnych szans nawet na wstępne rozpatrzenie aplikacji, gdyż kandydaci są telefonicznie sprawdzani u poprzednich pracodawców, a w tej sytuacji nie mogłem liczyć ze strony Kierownictwa US na przychylną opinię. Można było co prawda zataić fakt pracy w US, ale po co? Ja nie miałem sobie nic do zarzucenia. Nasza sytuacja finansowa nie jest w tym czasie rewelacyjna, ale nie jest jeszcze zła. Dajemy sobie radę z bieżącymi płatnościami, ale nie mamy (oprócz kredytu mieszkaniowego i niewielkich debetów na kartach bankowych – spłacamy je na bieżąco) innych zobowiązań.

Początkiem kwietnia 2009 roku opisałem całe zdarzenie w piśmie do Premiera RP Donalda Tuska (załącznik nr 16 ) oraz Minister Julii Pitery (emailem – załącznik nr 17) . Zwróciłem się do nich m.in. z zapytaniem jak to się dzieje, że osoba która nie zgadza się na łamanie prawa i informuje o takich przypadkach kompetentne organy Państwa jest napiętnowana i wręcz pozbawiana środków do życia, a sprawcy pozostają w tym samym czasie bezkarni?  Od Premiera RP nie otrzymałem do dziś żadnej odpowiedzi. Pani Minister Pitera jak zwykle zwróciła się z zapytaniem w przedmiotowej sprawie do MF i przesłała mi odpowiedź MF, w której wymieniono jej statystycznie ilość kontroli przeprowadzonych w US Warszawa Praga. Na tym jej zainteresowanie sprawą się skończyło, a zajęła się wtedy chyba m.in. tropieniem Pani Poseł Kempy co spowodowało ujawnienie „wielkiej afery” polegającej na nie zgłoszeniu przez Panią Poseł faktu zatrudnienia nowego pracownika i wielu innych afer związanych z działalnością opozycji. (cała korespondencja w  załącznikach nr 18, 19,20,21 - 22)

W marcu 2009 roku bliźniacza, jak się wtedy okazało i jednojajowa, ciąża żony zaczęła się komplikować do tego stopnia, że została w trybie natychmiastowym skierowana na oddział patologii ciąży Szpitala (...).

(Opis problemów medycznych - usunęliśmy z powodów oczywistych - red.

I znowu pozostaje nam jedynie moja emerytura. Zaczyna się tragedia związana ze stresem spowodowanym walką o życie dzieci, zdrowie żony i brakiem środków finansowych pozwalających na bieżące regulowanie wszystkich należności. Staję przed wyborem mniejszego zła tzn. na bieżąco reguluję jedynie kredyt bankowy, opłacam prąd i gaz, spłacam kwoty minimalne na kartach, ale nie zostaje mi już zbyt dużo na regulowanie np. czynszu mieszkaniowego. Powstają pierwsze zatory płatnicze, a ja podejmuję na nowo walkę o przywrócenie mi wiary w to, że nie popełniłem błędu a Państwo Polskie jest jednak Państwem prawa. Wysyłam dziesiątki emaili do różnych osób np. do Grzegorza Napieralskiego, Ryszarda Kalisza, Gazety Wyborczej, Gazety Rzeczpospolita i wielu wielu innych z prośbą o pomoc w ujawnieniu opinii społecznej tego jak zostałem potraktowany za szacunek dla prawa i odmowę popełniania przestępstw. Jedyną osobą, która odpowiedziała na moją prośbę był Pan Grzegorz Napieralski, który pismem z  dnia 20.10.2009 r. (załacznik nr 23) poinformował mnie o zwróceniu się w tej sprawie do Pani Minister Pitery i zaproponował spotkanie robocze po otrzymaniu od niej odpowiedzi na swoje pismo. Następnie pismem z dnia 2.11.2009 r. poinformował mnie o uzyskaniu odpowiedzi od Pani Minister Julii Pitery, przesyłając jej kopię w załączeniu, i zaproponował przełożenie spotkania do czasu uzyskania dalszych wyjaśnień Ministerstwa Finansów (załączniki nr 24 i 25-26). I na tym koniec!!! cbdp (wyjaśniam: co było do przewidzenia).

Pod koniec maja 2009 r. żona wraca do domu, pozostaje nadal pod opieką Pani prof. D.i oczekujemy na narodziny dzieci. Wydatki związane z lekami dla żony są ogromne, ale nie żałujemy pieniędzy gdyż ratujemy życie naszych synów. Trzeba zaciągnąć dodatkowy, ale niezbyt duży - tak aby jego spłata była w miarę szybka i realna - kredyt w banku, ale nie to jest teraz ważne. Mam jeszcze zdolność kredytową i nie figuruję w żadnym rejestrze dłużników więc nie ma z tym problemu. Nadal jednak brakuje nam na wszystkie płatności, szczególnie opłatę czynszu mieszkaniowego. Przyjeżdża do nas, na krótki okres czasu, siostra żony tak więc mogę przez kilka tygodni dorobić do emerytury i po zbilansowaniu budżetu domowego wychodzi mi, że damy sobie jakoś radę, a nawet pomału spłacimy część zaległości czynszowych. Początkiem czerwca, po kolejnej wizycie kontrolnej w Szpitalu (...), okazuje się, że wyniki badań mojej żony są wręcz tragiczne i nie wraca już do domu. Musi pozostać w Szpitalu pod opieką lekarzy, aż do momentu rozwiązania. I wtedy cały plan finansowy „wziął w  przysłowiowy łeb”.

Na szczęście w dniu 18 czerwca 2009 roku  nasze wspaniałe bliźniaki, Wiktorek i Igorek, przyszły na świat, ale Wiktorek już w trzeciej dobie życia został w trybie alarmowym przewieziony do  Centrum Zdrowia Dziecka (...) Dzięki wspaniałym lekarzom z CZD zabieg przebiegł pomyślnie, ale konieczna była całodobowa opieka nad dzieckiem i znowu nie mogłem nic dorobić. Ale ani wtedy ani dziś, ani nigdy, nie było to ważne – liczył się tylko on i jego młodszy brat, którego stan zdrowia na szczęście był w miarę stabilny oraz żona (...).

Proszę mi wierzyć, że moja żona to wspaniała kobieta, gdyż nie wiem ile kobiet w tym kraju nie przeszło by załamania psychicznego i fizycznego, gdyby przyszło im się z tym wszystkim zmierzyć i to w tak krótkim okresie czasu. Nigdy jej o to nie pytałem, żeby nie przypominać jej o tych zdarzeniach, ale myślę, że wiara w Boga i wspaniałych lekarzy (zarówno z Warszawy jak i w głównej mierze z Gdańska) oraz chęć walki o życie dzieci spowodowały, że nie wpadła w głęboką depresję. Nie wiem również jak to się stało, że miałem tak wspaniałe wsparcie w starszym synku Patryczku, który miał wtedy niespełna 3 latka a już musiał przejść swoją traumę związaną z rozstaniem z mamą oraz wczesno porannymi pobudkami, wyjazdami na dworzec Warszawa Wschodnia, jazdą pociągiem do Gdańska, a następnie późno wieczorowym powrotem do domu, gdzie nie było już mamy. Ten wspaniały dzieciak nigdy nawet nie zapłakał (chociaż widać po nim, że jest mu przykro), ale jak potem widział jakikolwiek pociąg to zawsze mówił „patrz tatusiu, pociąg do Gdańska, pamiętasz ? jechaliśmy tam z (lub po) mamusią(ę)”. Będąc z nami kilkakrotnie w Gdańsku widział jedynie dworzec kolejowy Gdańsk Główny i stację kolejową Gdańsk Politechnika, ale jak tylko widział w telewizji np. panoramę okolic dworca kolejowego Gdańsk Główny to mówił, że był tam cyt. „patrz tatusiu  Gdańsk, byliśmy tam z mamusią”.

Jak tylko miałem trochę wolnego czasu to szukałem sprawiedliwości nie tylko u polityków „obozu rządzącego”, ale również i opozycji, która tak samo namiętnie jak rząd mami nas „bajkami” o swoich wizjach praworządnego i sprawiedliwego państwa, ale bez żadnego efektu (korespondencja do wglądu, gdyż jest jej tak wiele, że przesyłanie całości nie ma sensu – tym bardziej, że mój skaner już nie daje rady, a nie wiem czy to co zaznaczyłem jako załączniki zostanie w całości przekazane, gdyż pojemność poczty emailowej jest jednak ograniczona).

Po narodzinach Wiktorka i Igroka nadal starałem się ratować rodzinne finanse pracując już nawet po 24 godziny (przy czym trudno to nazwać pracą, gdyż było to wykonywanie zlecenia polegającego na staniu na nogach przez 24 h w jednym z marketów handlowych na Ursynowie, za które otrzymywało się 168 złotych za dobę, czyli w najlepszym wypadku 1 680,00 złotych za miesiąc). W najlepszym wypadku tyle udawało by się zarobić, gdyż nie pamiętam miesiąca w którym mi się to udało, gdyż ciągłe choroby dzieci i ich nieustanne pobyty w przychodniach i szpitalach spowodowały, że musiałem rezygnować z jednego lub dwóch dnia pracy, a ciągły „wyścig szczurów” w walce (w ochronie) o jak największą liczbę godzin (a co za tym idzie i pensji) powodował, że utrata „dnia pracy” powodowała niemożność „odrobienia” tego w terminie późniejszym. Umowa zlecenie, w tym przypadku (czego nie widzą jedynie rządzący), nie ma nic wspólnego z umową cywilno - prawną, gdyż grafik tzw. „służby” ustalany jest przez zleceniodawcę bez zgody zleceniobiorcy tzn. „na sztywno” i albo godzisz się na to albo żegnaj. To też dedykuję rządowi Donalda Tuska i wspaniałemu polskiemu prawu, które dopuszcza takie praktyki. Wykonując de facto umowę o pracę pracownik ochrony nie ma żadnej ochrony prawnej, zdrowotnej ani też odprowadzanych składek emerytalnych do ZUS lub funduszy emerytalnych (mnie to akurat nie dotyczy, chociaż też na tym stracę w przyszłości, gdyż umowa zlecenie nie spowoduje podniesienia w przyszłości mojej emerytury), a Państwo Polskie narzeka na brak pieniędzy w ZUS. Czegoś tu jednak nie rozumiem. Po powrocie do domu nie kładłem się jednak spać, bo po prostu nie było na to czasu. Trzeba było zrobić zakupy, pojechać z nimi do lekarza czy też najnormalniej w świecie posiedzieć przy nich, aby w tym czasie żona mogła odpocząć. Były momenty, że po prawie 40 godzinach „na nogach” padałem, ale nigdy nie narzekałem na to, tak po prostu było i już.

(Opis problemów zdrowotnych dzieci - usunęliśmy red.)

U lekarzy i w szpitalach bywaliśmy co najmniej po dwa lub nawet trzy razy w miesiącu, a bywało, że nawet i ze dwa razy w tygodniu. Nasza sytuacja finansowa zaczęła być coraz gorsza. Prawie każda wizyta u lekarza kończyła się na antybiotykach, a w najlepszym razie na półantybiotykach. A to były dodatkowe, i to nie małe, koszty. Zaczęło nam brakować na wszystko w tym również na bieżące regulowanie opłat stałych np. prąd regulowałem co kilka miesięcy, podobnie gaz, a niestety inne należności przestały być do spłacania np. karty kredytowe, opłata za Aster i wiele innych rzeczy. Próbowałem jeszcze w tym czasie wysyłać prośby o pomoc, ale wpadałem już coraz bardziej w depresję. W domu dochodziło do awantur, które w głównej mierze były to spowodowane moim stanem psychicznym ale również i fizycznym. W maju 2010 r. (dokładnie 3 maja) siedząc w domu dostałem niespotykanych dotąd boleści w okolicach serca. Tylko i wyłącznie dlatego, że uparła się na to moja żona poszedłem na następny dzień do lekarza. Pani doktor po sprawdzeniu wyników EKG stwierdziła, że mam albo poważne problemy z sercem albo bardzo poważne zapalenie płuc. Nie wiem już czy na szczęście, ale okazało się po badaniach w Szpitalu Bródnowskim, że to tylko płuca. Cały maj 2010 r. musiałem przesiedzieć w domu, a przecież 18 czerwca trzeba było urządzić chłopakom pierwsze urodziny. Na dodatek rozwiązano ze mną umowę zlecenie i znowu pozostaliśmy prawie bez środków do życia. (podobny atak miałem jeszcze pod koniec października 2010 r. ale nie mówiłem o tym nawet żonie (nie byłem nawet u lekarza)  bo po prostu nie stać mnie już było na stratę kolejnego miesiąca w pracy, a może znowu nawet i samej pracy. W maju 2010 r. byłem w tak wielkiej depresji, że postanowiłem zwrócić się o pomoc do Jarosława Kaczyńskiego, nie jako do człowieka, ale do kandydata na Prezydenta RP (po tragedii smoleńskiej). Osobiście zawiozłem do siedziby PiS pismo (w wersji elektronicznej) z prośbą o pomoc. Nie chodziło mi w żadnym wypadku o pomoc o charakterze materialnym, ale o pomoc w ujawnieniu opinii społecznej prawdziwego oblicza tego Państwa, gdzie nie liczy się prawo i jego przestrzeganie, ale układy, układy i jeszcze raz układy. Państwa w którym można łamać prawo, a nazywamy to „nieprawidłowościami i uchybieniami” (vide pismo A. Parafinowicza do J. Pitery z dnia 21.09.2009 r.), w którym to cyt. wyżej A. Parafinowicz dziękuje (o zgrozo!!!) J. Piterze za cyt. „ przekazane informacje” oraz cyt. „zapewnia, że podjęte zostaną wszelkie działania, które okażą się niezbędne dla wyjaśnienia poruszonej sprawy”. Pozostawiam to bez komentarza!!! Chociaż po namyśle dodam jednak krótki komentarz:

Pani Minister i Panie Wiceministrze!!!

Myślałem, że nie żyjemy już w epoce, w której wzajemnie dziękowano sobie za to, czego nikt nie zrobił. Ale jak widać głęboko się myliłem. Mam nadzieję, że po wymianie tej korespondencji poczuliście się Państwo dumni z naprawy Rzeczypospolitej (a jestem z siebie dumny, że potrafiłem poprawnie napisać Rzeczypospolita – i to bez zastanowienia – przyp. autora), którą przeprowadziliście wspólnymi działaniami.  Życzę Wam, drodzy Państwo,  osiągnięcia wielu dalszych sukcesów na tym polu, jakże chlubnego i zgodnego współdziałania, w imieniu dobra Rzeczypospolitej a szczególnie dla jej obywateli. Jako obywatel tego kraju jestem z Was dumny.

i znowu to podpiszę:

Andrzej Ż.

Pokrótce opiszę jeszcze, w miarę chronologicznie, ciąg następnych zdarzeń (ale nie chcę już zanudzać, więc opiszę to krótko):

1. w dniu 18 czerwca 2010 r. otrzymałem telefoniczne życzenia urodzinowe, w imieniu Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego - kandydata na Prezydenta RP , dla Wiktorka i Igorka. Dodatkowo otrzymuję zapewnienie, że do opisanej przeze mnie sprawy powrócimy w terminie późniejszym. Bez sarkazmu: dziękuję tylko za życzenia dla dzieci!!!

2. w listopadzie 2010 r. składam do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie pisemne zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia, kilku, przestępstw przez pracowników US i MF. Sprawa trafia, po kilku miesiącach, do Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga Północ, która zleca przeprowadzenie czynności VI KRP Warszawa Praga Północ. W kwietniu 2011 r. otrzymuję pismo o umorzeniu śledztwa. Nie jestem stroną, więc nie mogę poznać uzasadnienia postanowienia. Ale na usta ciśnie mi się pytanie: czy aby nie władna była by do prowadzenia śledztwa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, Wydział do Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej? Przecież Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ już w 2008 r., była w posiadaniu informacji o „bezprawnym” przetrzymywaniu zawiadomień z Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy Wydział KRS, przez US, gdyż m.in. w jej kompetencjach leżało przedłużanie dochodzeń  w tych sprawach, a co za tym idzie winna zainteresować się z urzędu tym, dlaczego przez okres dwóch do trzech lat nie nadawano biegu tym  sprawom? Czyż można jednak być bezstronnym sędzią we własnej sprawie? Raczej nie!!! A może o to właśnie chodziło? Dla mnie zasadnym wydawało się rozważenie przez organa ścigania, w tym przypadku  przez Prokuraturę Apelacyjną, czy nie mamy tutaj do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą działającą na szkodę interesu publicznego, gdyż wszystkie przesłanki wskazują na to, że należało taki wariant rozpatrzyć. Nie jednak czysto teoretycznie, ale w oparciu o rzetelnie zebrany w trakcie śledztwa, a następnie  przeanalizowany przez fachowców, materiał dowodowy. Jaka wówczas byłaby moja rola w tych działaniach. No cóż ? Byłbym normalnym członkiem takiej grupy, gdyż zważyć trzeba, że „jest oczywistym, że skoro istnieje grupa o wyznaczonych celach przestępczych, kierowana przez jedną osobę lub nawet grupę osób, o pewnym, chociażby podstawowym stopniu zorganizowania, prowadząca systematyczną działalność przestępczą przy wykorzystaniu tych samych możliwości i osób, to udział w poszczególnych przestępstwach tej grupy stanowiących cel jej działania jest nieformalnym, poprzez akceptację tychże celów, przystąpieniem do grupy i braniem udziału w jej działalności”[3]. Trudno mi jest sobie wyobrazić fakt, że np. jednostka Policji otrzymują z Sądu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw, a następnie decyzją jej Komendanta, odkłada niektóre z tych zawiadomień, ad acta na okres 2 – 3 lat, gdyż policjanci mają w tym czasie do przeprowadzenia inne, zdaniem przełożonych, ważniejsze dochodzenia i śledztwa, przez co dopuszczono do przedawnienia się części czynów zabronionych zgłoszonych przez Sąd. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie, kontrola przeprowadzona przez Jednostkę nadrzędną np. Komendę Wojewódzką Policji, ujawnia takie działania i podejmuje w tych sprawach żadnych czynności służbowych (a nawet nie powoduje działań o charakterze karnym) w stosunku do winnych takich działań przy tak ogromnej skali zjawiska.  Trudno też sobie wyobrazić, aby ta sama Policja otrzymała oficjalną i wiarygodną informację o podejrzeniach popełnienia wielu przestępstw np. serii kradzieży z włamaniem do domów poprzestała jedynie na ściganiu sprawców wybranych zdarzeń, a pozwoliła sobie na zaprzestanie ścigania innych, bo tak życzy sobie ich Komendant, a kontrola przeprowadzona przez Jednostkę nadrzędną nazwała to „pewnym nieprawidłowościami i  uchybieniami” w pracy tej jednostki Policji. Nie mogę sobie natomiast wyobrazić, że jako Komendant Jednostki Policji (a byłem w swojej karierze zawodowej takowym – i to odpowiedzialnym m.in. za pion dochodzeniowo - śledczy) zabieram pod nieobecność mojego podwładnego akta wszczętego przez niego dochodzenia, niszczę w nim podstawowe dokumenty, a następnie nakazuję innemu podwładnemu wpisanie do RSD (w miejsce poprzedniego dochodzenia) całkiem innego postępowania karnego, gdyż za dużo mieliśmy w tym roku wszczętych dochodzeń dot. np. kradzieży z włamaniem. Referent, któremu zabrałem i zniszczyłem te akta powiadamia o tym mojego przełożonego w osobie Komendanta Głównego Policji (gdyż jego wiedzy wynika, że KWP wie o tych sprawach, albo mam tam bardzo dobre układy), a ten przysyła kontrolę, które stwierdza, że nic takiego się nie stało i nakazuje mi sporządzenie wniosku o awans na stanowisko Naczelnika Wydziału Dochodzeniowo – Śledczego tego funkcjonariusza, który pomógł mi w popełnieniu tego czynu, a pozbycie się funkcjonariusza, który go o tym powiadomił, gdyż był w stosunku do mnie i innych, wyższych, przełożonych nielojalny. A najlepiej „chama” wywalić w ogóle ze służby w Policji bo jak go pozwolimy mu na przeniesienie się do innej Jednostki to tam też będzie mieszał, a być może i oni mają podobne problemy.

Nie mieści mi się również w głowie, że przesyłam do Prokuratora Nadzorującego moją Jednostkę Policji takie akta, z których wynika, że wszczynam (albo już umarzam – z uwagi na przedawnienie karalności czynu) dziesiątki dochodzeń, w których zawiadomienia złożono do mojej Jednostki  lat temu klika – gdzie nabrały na lata cech „półkownika”, a tenże Prokurator milczy i jak gdyby nic wykonuje w nich wskazane prawem czynności, o które ja wnioskuję. Horror!!!! Ale proponuję ciąg dalszy. Przytoczony powyżej „cham” po wywaleniu go z Policji składa do Prokuratury Apelacyjnej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Komendanta Policji i jego przełożonych przestępstw. Prokuratura Apelacyjna przesyła to do Prokuratury Okręgowej, a ta niewiele myśląc do Prokuratury Nadzorującej moją jednostkę, bo przecież kto lepiej „skręci” sprawę jak chodzić będzie o jego głowę. A „cham” i tak nie będzie miał statusu pokrzywdzonego, a nikt inny na umorzenie śledztwa żalił się nie będzie, no bo przecież musiał by skierować sprawę przeciwko sobie, a tacy głupi to oni przecież nie są. I tak oto „hulaj dusza – piekła nie ma” a co było i będzie dalej z „chamem” to już nikogo nie obchodzi, bo my ręce mamy już czyste. I tak oto wygląda „demokratyczne państwo prawa” w wykonaniu członków obecnej ekipy rządzącej.

1. w dniu 22 listopada 2010 r. RWE Stoen wyłącza mi prąd w mieszkaniu. Dowód w postaci zawiadomienia do wglądu – skaner więcej nie przyjmie.

2. w dniu 7 grudnia 2010 r. zdesperowany, prawie trzyletnią, walką z wiatrakami” piszę list otwarty, skierowany m.in. do Pana Premiera, Prezydenta (wszak to ta sama opcja polityczna) jak i do wielu posłów i redaktorów gazet. Efekt: odpowiedź z Kancelarii Pana Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, w której czytamy mi.n. cyt. „pragniemy nadmienić, że w związku z Pana obecnym listem otwartym skierowanym także do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Pani Minister Julii Pitery, Kancelaria Prezydenta RP otrzymała do wiadomości kserokopię udzielnej Panu przez Panią Minister odpowiedzi (pismo z dnia 14 grudnia 2010 r.) w której ponownie przekazane zostały Panu informacje o podjętych przez Nią (trochę nie po polsku – ale to już chyba jest normalne) działaniach w związku z Pana poprzednią korespondencją”. Podpisano:

Asystent specjalista PP. (pismo do wglądu -koniec cytatu).

Problem polega jedynie na tym, że takie pismo od Minister Pitery nigdy do mnie nie dotarło, a ja nie wierzę w to, aby w ogóle i kiedykolwiek zostało mi wysłane, chyba że chodzi tu o jej ostatnie pismo skierowane do mnie, o którym pisałem powyżej.

W 2010 r. zmuszony byłem zaciągnąć kolejną pożyczkę (m.in. na spłatę części zobowiązań z tytułu zaległości za przedszkole syna oraz zwrot pożyczek od przyjaciół i rodziny, gdyż było mi po prostu wstyd zwlekać nadal ze spłatą tych długów), ale nie przewidziałem, że coraz częstsze choroby dzieci (a co za tym idzie konieczność częstego przerywania wykonywanego zlecenia)  spowodują, że utracę dodatkowe źródło dochodu, gdyż zleceniodawca rozwiązał ze mną umowę. Straciłem dwa miesiące na poszukiwanie nowej „pracy, ale wystarczyło to do tego, że całkowicie utraciliśmy płynność finansową. Po prostu przez dwa miesiące nie byłem w stanie spłacić kolejnych rat, a potem nastąpiła reakcja łańcuchowa, gdyż wpadłem w tzw. pułapkę kredytową i zostałem zarejestrowany we wszystkich możliwych rejestrach. No i co z tego, że po dwóch miesiącach „bezrobocia” odzyskałem jako taką  równowagę finansową, jak nie jestem w stanie podjąć już żadnych działań naprawczych. Zawdzięczam to tylko i wyłącznie ekipie rządzącej oraz własnej głupocie. Odpowiedziałem już na wezwanie Komornika do ujawnienia dochodów (przegrana sprawa o część niezapłaconego w  2009 roku czynszu mieszkaniowego) oraz kilka sądowych nakazów zapłaty (kwoty z kart płatniczych), które wprawdzie nie opiewają na duże kwoty (około 1 000,00 złotych z karty plus koszty), ale oczekuję jeszcze na nakaz zapłaty za pożyczkę, a tu kwota jest zdecydowanie większa, resztę niezapłaconego czynszu mieszkaniowego oraz niespłaconej karty kredytowej. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Aby dzieci nie głodowały w lipcu br wysłałem je do rodziców żony, a ja staram się nadal pracować (do kiedy się tylko da) tak aby przez pewien okres czasu przynajmniej mieć jeszcze dla nich na ubrania i jako takie życie. Na szczęście stać mnie jeszcze, jak na razie, na systematyczną spłatę kredytu mieszkaniowego, ale zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że jeżeli komornik zajmie nawet część naszych dochodów to zaprzestanę spłaty i tego kredytu, a wtedy stracę to wszystko na co uczciwie dotychczas zdobyłem. Co z tego, że stan zdrowia moich chłopaków się ustabilizował ? Wygrałem walkę o życie i zdrowie dzieci (co jest najważniejsze), ale przegrałem z Państwem Polskim i samym sobą.

Mam tylko jedno honorowe wyjście, ale do tego czasu będę się starał nadal walczyć o swoją rodzinę i honor. Może nie będzie to jednak konieczne, gdyż od dłuższego okresu czasu mam często dziwne odrętwienia prawej ręki, od trzech lat nie stać mnie na leki nadciśnieniowe (więc ich po prostu nie biorę), mam już duże problemy z normalnym chodzeniem a rano wymiotuję krwią. Problem więc może w niedługim czasie rozwiązać się sam. Mam jednak nadzieję, że pomożecie mi Państwo w ujawnieniu opisanych powyżej zdarzeń chociażby nawet po to, aby inne osoby, które być może znalazły się albo, nie daj Boże, kiedyś znajdą się w podobnej sytuacji zrozumiały, że lepiej przymykać oczy niż starać się reagować na przypadki patologicznych zachowań i łamanie prawa. Zależy mi również na tym, aby moje dzieci (jak dorosną) nie musiały się mnie wstydzić za to co dzięki mnie stało się również ich udziałem w dzieciństwie.

ps. poniżej dołączyłem załącznik nr 18, resztę załączników wymienionych w w/w piśmie postaram się przesłać emailem. Reszta dokumentów o których wspominam znajduje się w moim posiadaniu, ale niestety mój skaner już nie działa, więc mogę je jedynie przedstawić w oryginałach do wglądu. Mógłbym wykonać z nich kserokopię ale po pierwsze nie mam tuszu w drukarce, a nie stać mnie na zakup nowego, nie mam też wolnych środków finansowych na wykonanie ich kserokopii.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez  odbiorcę tej wiadomości i jej załączników (zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29.08.1997 Dz.U. z 2002 r. Nr 101, pozycja 926 z późn.zm.)"

z wyrazami szacunku:

Andrzej Ż.

Załącznik nr 18.

Szanowna Pani Minister

W jednym z artykułów prasowych „ Standardy i standarty” (Słowo Polskie) napisano, że powiedziała Pani min. te słowa cyt. „ Od dawna próbuję zgłębić, co stanowi klucz obsadzania najważniejszych stanowisk w państwie. Okazuje się, że stanowiska są swoistą nagrodą dla gotowych wspierać rządzących. Zakładając, że urzędy jakoś działają – można jedynie westchnąć i mieć nadzieję, że skutki tak podejmowanych decyzji personalnych nie odbiją się nadmiernie na kondycji Państwa”. Wiem, że artykuł ten odnosił się do działań byłego Ministra Sportu w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, ale (moim zdaniem) mają one bardzo głęboki sens i w innych przypadkach.

Zwracam się do Pani Minister w bardzo konkretnej sprawie i mam nadzieję, że poświęci Pani trochę czasu na zapoznanie się z tym o czym chciałem napisać.

Nazywam się Andrzej Ż., mam żonę i jedno dziecko (drugie dzięki Bogu w drodze) i aż (albo tylko) 47 lat. Z wykształcenia jestem prawnikiem – absolwentem Wydziału Prawa, Ekonomii i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Do lutego 2006 r. byłem oficerem CBŚ KGP Warszawa specjalizującym się w zwalczaniu szeroko pojętej przestępczości ekonomicznej. Nie byłem „teoretykiem sztuki”, ale od co najmniej 1991 r. zajmowałem się praktycznym zwalczaniem takiej przestępczości. Po odejściu na zaopatrzenie emerytalne nadal pracowałem, aby zapewnić mojej rodzinie normalne funkcjonowanie (żona nie pracuje, gdyż poświęciła się wychowaniu naszego 2 letniego synka).

Tyle tytułem wstępu, a czas na konkrety.

We wrześniu 2007 r. wystartowałem w konkursie, ogłoszonym przez Urząd Skarbowy Warszawa Praga z siedzibą w Warszawie przy ul. Jagiellońskiej 15 (zwanego dalej US), na stanowisko Inspektora Samodzielnego Referatu Karnego Skarbowego (zwanego dalej Referatem). Decyzją komisji, pod przewodnictwem Zastępcy Naczelnika US Pani BB, zostałem jednym z dwóch zaakceptowanych kandydatów. Drugim został Pan HH (ma to istotne znaczenie a będzie wynikać z dalszej części pisma). Po podpisaniu przez nas umów o pracę na czas określony, tzn. do końca września 2008 r.,  Referat ten składał się, już łącznie z czterech pracowników merytorycznych zajmujących się prowadzeniem postępowań w sprawach o przestępstwa i wykroczenia karne skarbowe.

Zgodnie z ówczesnym Regulaminem US Referat (teoretycznie) podlegał bezpośrednio pod Naczelnika US Panią YY (w tym okresie nie przewidywano jeszcze stworzenia stanowiska Kierownika Referatu). W praktyce okazało się, że Referatem tym faktycznie zarządza Pani ZZ (ówczesny Kierownik Pierwszego Działu Kontroli Podatkowej US), która na samym początku naszej pracy ustnie nakazała nam opierać się na decyzjach i doświadczeniu(???) Pana WW (a jak wynika z mojej wiedzy, nie miał on – i nie - ma nawet wyższego wykształcenia), który był już pracownikiem Referatu zatrudnionym na stanowisku oskarżyciela skarbowego.

W swoim liście motywacyjnym do US napisałem m.in., że „zatrudniając mnie na oferowanym stanowisku US zyska pracownika, który z uwagi na wcześniejsze doświadczenie zawodowe może od początku pracy podejmować czynności procesowe”. Pomimo tego, że w trakcie swojej służby w organach Policji przeprowadziłem osobiście dziesiątki postępowań karnych o bardzo skomplikowanym charakterze, przez około miesiąc czasu nie przydzielono mi do prowadzenia żadnej sprawy o przestępstwo lub (nawet) wykroczenie karne skarbowe. Kilkakrotnie zwracałem się w tym czasie do Pani ZZ zgłaszając chęć podjęcia konkretnych czynności procesowych, ale zawsze byłem „zbywany” mniej więcej w ten sposób, że na razie jeszcze muszę się pouczyć ??? (tylko od kogo i kto tu się winien uczyć)

Wiem, że w tym samym czasie również Pan HH nie prowadził żadnych postępowań, ale z uwagi na fakt, że był on „świeżym” absolwentem prawa, nie mającym żadnego doświadczenia zawodowego, fakt ten był dla mnie oczywisty.

( Wystartowałem w 2007 r. w konkursie na stanowisko oskarżyciela skarbowego w Urzędzie Skarbowym Warszawa Bemowo, gdzie w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej Pani Naczelnik (nazwiska już nie pamiętam) stwierdziła, że z moim dotychczasowym doświadczeniem zawodowym znudził bym się prowadząc postępowania mandatowe, a na moje pytanie o sprawy karne usłyszałem, że takich się tam nie prowadzi – ależ wspaniali podatnicy. Tylko pozazdrościć!!!

(ps. Jest mi wiadomym, że późniejsza kontrola wykazała całkiem co innego)

Wyznaczono mi w US stanowisko pracy, w jednym pokoju  z Panią BB (czwarty z pracowników Referatu), która przebywała w tym czasie na urlopie wypoczynkowym. Po jej powrocie z urlopu okazało się, że prowadzi ona tak wiele spraw o wykroczenia i przestępstwa skarbowe, że nie ma czasu na ich systematyczne prowadzenie. Na moje pytania : jak sobie radzi z takim nawałem pracy ?, usłyszałem, że: jeżeli chodzi o wykroczenia skarbowe to nikt się nimi nie przejmuje i jeżeli sprawca nie zgłasza się  na kolejne wezwania to odkłada się je ad acta, i spokojnie oczekuje się na przedawnienie karalności czynu, a uwagę skupia się w tym czasie na dochodzeniach o przestępstwa skarbowe, gdyż obowiązują tu terminy procesowe (???). Na moje pytanie skierowane do Pana WW: dlaczego tak się dzieje ? usłyszałem, że : taka tu jest praktyka, a Sądy i tak umorzą taką sprawę z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. W ten sposób Pan WW dał mi do zrozumienia, że to nie Sądy ale już  US podejmuje w Polsce decyzje o prawomocnym zakończeniu postępowań karnych. Był to już dla mnie pierwszy sygnał, że działania tego Referatu naruszają obowiązujące prawo, gdyż w takich przypadkach należy wszcząć dochodzenie w sprawie o wykroczenie skarbowe in rem, a następnie po analizie materiału dowodowego podjąć decyzję o ewentualnym przekształceniu dochodzenia w fazę in personam (co przedłuża okres przedawnienia karalności czynu i nadal prowadzić czynności procesowe). Dowiedziałem się jeszcze, że w takich przypadkach (zastosowanie art. 17 par. 1 pkt 6 kpk) wystarcza jedynie odręczny zapisek o tym fakcie na zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i przekazanie sprawy do archiwum (po uprzednim odnotowaniu tego faktu  w podsystemie „Mandaty”).

Zdałem sobie również sprawę z tego, że przynajmniej w sprawach o wykroczenia karne skarbowe (a nie miałem wówczas pojęcia o przestępstwach karnych skarbowych) pracy jest bardzo dużo, a stosowane przez US metody nie są do końca zgodne z prawem.
Efektem tej wiedzy były kolejne prośby do Pani ZZ o spowodowanie wydania dla mnie, przez Naczelnika US, upoważnienia do prowadzenia i rejestrowania w systemie Poltax i podsystemie „Mandaty” spraw karnych skarbowych. 

Bez rezultatu.


Moje prośby o wydanie stosownych uprawnień przyniosły pozytywny efekt dopiero pod koniec października 2007 r. (???), kiedy to przekazano mi przez Panią ZZ do analizy pierwsze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa karnego skarbowego oraz pierwsze zawiadomienia o podejrzeniach popełnienia wykroczeń skarbowych.

Na przełomie listopada/grudnia 2007 r. Pani ZZ zostaje mianowana p.o. Zastępcy Naczelnika US, a dla Pana WW utworzono specjalnie stanowisko Kierownika Samodzielnego Referatu Karnego Skarbowego. Jest to przełomowa data, gdyż dopiero wtedy okazuje się, że Pani ZZ bezprawnie „przetrzymywała” kilkadziesiąt zawiadomień o podejrzeniach popełnienia przestępstw karnych skarbowych popełnionych nawet w 2001 r.  Około 14 grudnia 2007 r. otrzymałem do prowadzenia ponad 20 takich zawiadomień . W tym miejscu koniecznym jest stwierdzenie, że okres przedawnienia karania tych przestępstw upływał 31 grudnia 2007 r.

Z mojej wiedzy wynika, że pozostali pracownicy Referatu otrzymali wówczas podobną liczbę takich zawiadomień.

Dysponując tylko jednym komputerem (wspólnie z Panią BB) nie byłem w stanie skutecznie wszcząć wszystkich dochodzeń i przekształcić je w fazę in personam, przed upływem okresu przedawnienia ich karalności, tym bardziej że nie pozwolono mi (Pan WW) sporządzać postanowień o wszczęciu dochodzenia odręcznie (jak to czyniono w innych US – co wynikało m.in. z akt dochodzeń prowadzonych przeze mnie w ramach pomocy prawnej), na przygotowanych już specjalnie w tym celu drukach.

Na zwróconą Panu ZZ uwagę, że w takim razie większość tych zawiadomień ulegnie przedawnieniu usłyszałem od niego, że : „ to nic a zawsze można w styczniu 2008 r. wszcząć te dochodzenia z datami wstecznymi”. Powiedziałem wówczas do niego, że ja tak robił nie będę, gdyż stanowić to będzie złamanie prawa polegające na poświadczeniu nieprawdy w dokumencie mającym znaczenie prawne i nie chcę za to odpowiadać przed Sądem. Do końca 2007 r. udało mi się (podobnie jak innym pracownikom Referatu) wszcząć jedynie kilka takich dochodzeń, a reszta niestety uległa przedawnieniu. Z mojej wiedzy wynika, że łącznie przedawnieniu karania uległo co najmniej 60 takich zawiadomień.


Już wtedy nosiłem się z zamiarem powiadomienia o tych działaniach organów ścigania lub Ministerstwa Finansów, gdyż nie mogłem (i nie chciałem) łamać obowiązującego prawa. (wykluczyłem możliwość powiadomienia Izby Skarbowej w Warszawie, gdyż od Pani BB wiedziałem, że Pan ZZ - pracownik IS nadzorujący postępowania karne prowadzone w US - wie doskonale o tych zawiadomieniach i do tej pory nic w tej sprawie nie zrobił)

Jednym ze wszczętych w grudniu 2007 r. dochodzeń była sprawa przeciwko Panu Tadeuszowi S. podejrzanemu o podanie nieprawdy w zeznaniach podatkowych za 2001 i 2002 r. i uszczupleniu należności podatkowej z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych tj. o przestępstwa skarbowe z art. 56 § 2 kks (prawomocne decyzje podatkowe wydane były już w 2003 r.!!!) oraz wydałem postanowienie o przedstawieniu podejrzanemu zarzutów. Dochodzenie zostało przeze mnie osobiście zarejestrowane w Rejestrze Karnym Referatu pod numerem 254/07. Początkiem stycznia 2008 r. (po powrocie z urlopu wypoczynkowego) od Pani BB (przypadkowo) dowiedziałem się, że decyzją Pana WW sprawa ta została wykreślona z Rejestru Karnego a w to miejsce Pan HH wpisał wszczęcie innego dochodzenia. Sprawdziłem osobiście Rejestr i stwierdziłem, że dane dotyczące wszczętego przeze mnie dochodzenia zostały odręcznie przekreślone, a wpisano w to miejsce dane innego postępowania karnego prowadzonego przez Pana HH. Tak więc dokonano celowego sfałszowania dokumentu jakim bezsprzecznie jest Rejestr Karny. Na moje pytanie dotyczące tego faktu usłyszałem od Pana WW, że za dużo było już wszczętych w grudniu 2007 r. dochodzeń za 2001 r. więc polecił to jedno wykreślić. Co miał dokładnie na myśli, tego nie wiem. Moim zdaniem świadczy to o celowości w działaniu Pana WW a polegającym na ukryciu skali problemu polegającego na bezprawnym przetrzymywaniu zawiadomień o podejrzeniach popełnienia przestępstw (w 2001 r.) czyli o niedopełnieniu obowiązków przez urzędnika państwowego, jakim bezsprzecznie jest Naczelnik US, polegającym na bezprawnym „przetrzymywaniu” zawiadomień o popełnieniu przestępstw skarbowymi i dopuszczeniu tym samym do przedawnienia ich karalności, oraz przekroczeniem uprawnień przez Pana WW polegającym na bezprawnym wykreśleniu z Rejestru Karnego prawidłowo wszczętego dochodzenia. Zostały mi zwrócone akta dochodzenia, ale nieznana mi osoba (prawdopodobnie) zniszczyła postanowienia o przedstawieniu podejrzanemu zarzutów za lata 2001 i 2002, w konsekwencji czego czyn popełniony w roku 2001 nie mógł być dalej ścigany. Pomimo sprzeciwów ze strony Pana WW, mój upór doprowadził do tego, że wszcząłem nowe dochodzenie (RK-1/08) przeciwko temu samemu podejrzanemu, za czyn popełniony w 2002 r., i doprowadziłem do jego pozytywnego zakończenia, gdyż podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, a następnie wystąpił z wnioskiem o zezwolenie na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności, który został przyjęty przez Sąd. Oryginały postanowienia o wszczęciu dochodzenia RK-254/07 przekazałem kontrolującym na ich pisemną prośbę, w dniu 30.06.2008 r.

Dalsze wydarzenia jakie miały miejsce potwierdziły (moim zdaniem) fakt, że nie było to dziełem przypadku czy też przeoczenia, ale świadomym działaniem. O tym poniżej.

Podjąłem wówczas decyzję o tym, że powiadomię o tych faktach Ministerstwo Finansów, gdyż (jak myślałem) profesjonalna kontrola pozwoli na ujawnienie całej skali nieprawidłowości w działaniach Referatu, a być może i całego US i spowoduje, że osoby odpowiedzialne zostaną pociągnięte do odpowiedzialności, a prawo nie będzie już dalej łamane.

W tym celu wysłałem emailem, w dniu 6 stycznia 2008 r. pisemne zawiadomienie do Pana JJ – Dyrektora Departamentu Kontroli Skarbowej Ministerstwa Finansów (w załączeniu) opisujące wszystkie znane mi wówczas nieprawidłowości i prosząc                        o dyskrecję.

O ile się nie mylę,  w  marcu 2008 r. telefonicznie skontaktował się ze mną ówczesny pracownik Wywiadu Skarbowego Urzędu Kontroli Skarbowej w Warszawie (obecnie pracownik Ministerstwa Finansów) Pan MM, któremu przekazano moje pismo do wyjaśnienia. Przekazałem mu, w trakcie kilku spotkań, całą posiadaną wiedzę, łącznie z listą zawierającą część danych dotyczących znanych mi zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw skarbowych (zarówno wszczętych przeze mnie jak i przedawnionych z końcem 2007 r.).

Były to dane już przerażające ale jeszcze nie wszystkie.

Z końcem kwietnia 2008 r. Pan WW odchodzi z pracy w US do pracy w Urzędzie Skarbowym w Zambrowie, gdzie mieszka. Początkiem maja 2008 r. Pani AA przekazuje nam do wszczęcia ponad 100 zawiadomień, z Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego (zwanego daje KRS), o podejrzeniach popełnienia przestępstw karnych z art. 78 lub 79 ustawy o rachunkowości, polegających na niesporządzeniu lub niezłożeniu w ustawowych terminach sprawozdań finansowych przez spółki prawa handlowego lub inne podmioty gospodarcze do tego zobowiązane.


Z analizy tych zawiadomień wynikało, że zostały one w bardzo wielu przypadkach złożona w US  z początkiem 2006 r. i 2007 r.( tych drugich jest zdecydowanie mniej). Zawiadomienia te dotyczą w wielu przypadkach m.i  i przekształcić w fazę in personam, aby skutecznie przedłużyć okres ich przedawnienia. Ja zdążyłem, ale inni nie. Po raz kolejny złamano więc obowiązujące w Polsce prawo nie wszczynając w terminach ustawowych (określonych w Kodeksie Postępowania Karnego) dochodzeń w tych sprawach. Powiadomiłem o tym fakcie Pana MM i przekazałem mu listę wszystkich znanych mi zawiadomień (łącznie z numerami KRS tych podmiotów). 


Pod koniec pierwszej dekady maja 2008 r. rozpoczyna się w US kontrola z ramienia Ministerstwa Finansów, którą prowadzą:
Pani DD i  Pan PP z Departamentu Kontroli Resortowej MF.

I tu zaczyna się horror!!!

Kontrolujący już na początku ujawniają osobę, która przekazała informacje o stwierdzonych nieprawidłowościach, czyli mnie. Dzieje się tak m.in. dlatego, że:

1. żądają do kontroli jedynie akta prowadzonych przeze mnie dochodzeń,

2. proszą o okazanie przedawnionych zawiadomień o popełnieniu przestępstw, ale tylko tych które zostały mi przekazane, a dane których przekazałem Panu MM,

3. występują tylko o zawiadomienia z KRS (o zgrozo : z podaniem numerów KRS spółek i innych podmiotów), które zostały mi przekazane w US do dalszego prowadzenia,

4. jestem pierwszą (i jak się okazuje jedyną osobą, która zostaje przez kontrolujących wezwana do ustnego złożenia „wyjaśnień”). W tym miejscu muszę krótko opisać warunki jakie stworzono w US kontrolującym. Jest to pomieszczenie całkowicie przeszklone, obok którego pracują pracownicy Działu Ogólnego US i słyszą doskonale całą rozmowę. Dopiero moja telefoniczna interwencja u Pana MM powoduje, że w tym samym dniu kontrolujący otrzymują do dyspozycji samodzielny, zamykany pokój zapewniający komfort prowadzonych rozmów.

W tym samym dniu informuję Pana MM również o tym, że działania kontrolujących jednoznacznie wskazują na moją osobę jako źródło informacji i sugeruję, aby kontrolujący zainteresowali się również innymi sprawami prowadzonymi przez pozostałych pracowników Referatu (do końca kontroli bez pozytywnego skutku).

Kontrolujący nadal żądają na piśmie (od Naczelnika US)  wyjaśnień dotyczących tylko „moich spraw”, a odpowiedzi w jego imieniu sporządza Pani AA (która nie ma żadnego pojęcia o prowadzeniu dochodzeń) pod nadzorem Pani ZZ!!!. W tym miejscu nasuwa się pytanie : dlaczego osoba, która zgodnie z Regulaminem US nie ma (jeszcze) nadzoru nad Referatem nadal nadzoruje jego funkcjonowanie ? Odpowiedź nasuwa się sama!!!

Pani AA prosi mnie kilka razy o pomoc w sporządzaniu odpowiedzi na zapytania kontrolujących. Podaję jej rzeczywiste fakty i podstawy prawne działań, ale Pani ZZ nie pozwala na ich ujawnienie i skutecznie „cenzuruje” prawdę podając w wyjaśnieniach swój punkt widzenia. Wydaje ona również ustne polecenie, przekazane nam przez Panią AA, zakazujące nam spotkań  z kontrolującymi bez jej wiedzy oraz sporządzanie notatek z treścią prowadzonych rozmów z kontrolującymi (skąd ja to znam ???)

W czerwcu 2008 r. następuję zmiana Regulaminu US. Zgodnie z jego nowymi  zapisami nadzór nad funkcjonowaniem Referatu obejmuje:  Pani ZZ, i wszystko zaczyna się od nowa.

Jedną z jej pierwszych decyzji jest umarzanie, po dniu 14 lipca 2008 r., wszystkich spraw z KRS dotyczących niezłożenia sprawozdań finansowych za 2002 r. z uwagi na przedawnienie karania. Odbywa się to przy proteście z mojej strony, gdyż uważam to za przedwczesne, gdyż bieg przedawnienia karalności przedłużył się z uwagi na przejście w fazę in personam, przed upływem terminu przedawnienia karalności.


Zdaniem Pani ZZ (nie popartym żadnym rozsądnym argumentem prawnym) termin ten upłynął i należy bezwzględnie wykonać jej polecenie (jak zresztą zawsze). Spowodowało to, że zamiast poświęcić się prowadzeniu dochodzeń o przestępstwa karne skarbowe (a nowych zawiadomień jest ogrom) koniecznym jest wykonanie masy czynności procesowych polegających m.in. na wyłączeniu materiałów do odrębnego prowadzenia, zmian postanowień o przedstawieniu zarzutów, rejestrowanie w RK nowych spraw, wydanie postanowień o umorzeniu dochodzenia.  Czas pokazał jednak, że miałem rację, gdyż Prokuratura uznała, że termin ten uległ przedłużeniu (zgodnie z przepisami kpk i orzecznictwem Sądu Najwyższego).

W lipcu 2008 r. nie miałem już siły i ochoty dalej „walczyć z duchami”, tym bardziej że doszły mnie pierwsze sygnały o tym, że moja umowa o pracę nie zostanie przedłużona. Komórka kadrowa zaczęła mi przypominać o konieczności wykorzystania proporcjonalnego urlopu za 2008 r., a Pan HH otrzymał skierowanie na kolejne badania lekarskie i obietnicę awansu na oskarżyciela skarbowego.


Z ogłoszeń na www.bip.gov.pl dowiedziałem się, że Urząd Skarbowy Warszawa Mokotów rozpoczyna rekrutację na oskarżyciela skarbowego. Wysłałem wymagane dokumenty i na początku sierpnia 2008 r. przybyłem na rekrutację. Na konkurs wstawiły się tylko dwie osoby. Uzyskałem z testu 24 pkt. (na 25 możliwych), a moja konkurentka 21 lub 22 pkt. Posiadałem ponadto zaświadczenia o ukończeniu kursów specjalistycznych z zakresu obsługi systemu Poltax i podsystemu Mandaty (wymagania pożądane) i prawie roczne doświadczenie w prowadzeniu dochodzeń i oskarżaniu przed Sądami. Moja konkurentka po rozmowie kwalifikacyjnej powiedziała mi ponadto, że proponowano jej pracę w tym US na innym stanowisku, więc wyraziła na to zgodę. Sama rozmowa kwalifikacyjne była bardzo sympatyczna i już myślałem, że nadal będę kontynuował to co lubiłem.

Nic bardziej złudnego.


W dniu następnym, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, otrzymałem drogą telefoniczną negatywną odpowiedź z US Warszawa Mokotów. Moje podejrzenia potwierdziły się też w momencie, gdy BB powiedziała mi, że Pani ZZ  (z szyderczym uśmiechem znanym tylko osobom, które ją znają) zapytała ją „jak mi poszło w US Warszawa Mokotów ?”. Dodała jej jeszcze, że umowa o pracę nie zostanie ze mną przedłużona, gdyż „za jej plecami współpracowałem z kontrolą”.

W tym miejscu chciałbym Pani przypomnieć słowa Pana Premiera Donalda Tuska, że jednym z dotychczasowych osiągnięć jego rządu jest przejrzystość konkursów na stanowiska w administracji państwowej.

(O wszystkich tych zdarzeniach na bieżąco informowałem M.M. który twierdził, że nie mam się czego obawiać gdyż rozmawiał na ten temat ze swoimi przełożonymi w Ministerstwie Finansów, znają oni ustalenia kontroli i mam zapewnienie, że z moimi kwalifikacjami i doświadczeniem zostanę „wykorzystany”  w dalszej pracy dla tego resortu. Była to dla mnie gwarancja tego, że mój trud nie poszedł na marne. Przyszłość pokazała, że na „towar” pod nazwą „poszanowanie prawa i uczciwość” gwarancji w Polsce nie ma).

Początkiem września 2008 r. pod nieobecność Pa nZZ  (przebywała na urlopie) zostałem zaproszony przez p.o. Zastępcę Naczelnika US Panią MM (która w tym czasie nadzorowała - w zastępstwie - pracę Referatu). W trakcie rozmowy zapytała mnie; „czy złożyłem pisemną prośbę o przedłużenie umowy o pracę ?”. Zgodnie z prawdą powiedziałem jej, że nie gdyż nie widzę sensu składania takiej prośby. Namówiła mnie na złożenie prośby, gdyż (jak stwierdziła) uważa mnie za bardzo dobrego pracownika - chwalonego podobno przez Izbę Skarbową (o czym dowiedziałem się dopiero w tym momencie) i osobiście przedłoży prośbę Naczelnikowi Urzędu tj. Pani YY. Po kilku dniach dowiedziałem się, że decyzja Pani Naczelnik jest negatywna, a na pytanie Pani BB  „dlaczego nie ?” usłyszała po prostu „dlatego, że nie”.

Pisemną prośbę o przedłużenie umowy złożyłem m.in. dlatego, że praca którą tam wykonywałem była kontynuacją mojej pracy w Policji. Po prostu lubiłem tą pracę i uważałem, że wykonuję ją sumiennie, a co dla mnie najważniejsze zgodnie z prawem. Nie znałem również wyników kontroli, ale (moim zdaniem) nie mogła ona nie potwierdzić zdarzeń, które miały miejsce. Wyników tych nie znam do dziś, ale znam efekty mojego działania. I tak :

1. prośba o przedłużenie umowy o pracę została zaopiniowana przez Panią Naczelnik US negatywnie, a ja straciłem pracę z którą się utożsamiałem,

2. przekonałem się, że osoby pokroju Pana HH i Pana WW ( zwane przeze mnie BMW – Bierny Mierny (ale) Wierny) - mają niestety nadal „rację bytu”w Polsce (a mówiło się, że jest to hasło PRL - owskie),

3. ja już nigdy w życiu ani moja żona (a może i dzieci) nie uwierzymy w Polsce w demokratyczne Państwo prawa,

4. odszedłem na przedwczesną emeryturę dlatego, że (pod rządami PiS) CBŚ KGP (a co za tym idzie i mój Wydział) został zdezorganizowany,

5. Ministerstwo Finansów (za rządów PO) odłożyło całą sprawę na tzw. „półkę” (czyli nabrała cech „półkownika” – też PRL) i już nie przejawia żadnego zainteresowania kompleksowym wyjaśnieniem „nieprawidłowości”, a tym samym moją osobą,

6. przez szacunek dla prawa, i uczciwość, to ja i moja rodzina mieliśmy najbardziej ubogie w życiu Święta Bożego Narodzenia 2008 r., a pozostałe wymienione w tym piśmie osoby takie jak zwykle (albo i lepsze),

7. sprawdza się nadal w Polsce fraszka: „Polskie prawo jako pajęczyna, Pan się przebije, ugrzęźnie chudzina…”,

8. Skarb Państwa nadal poszukuje oszczędności, a traci dochody m.in. w wyniku takiej działalności swoich urzędników jak opisana powyżej (nawet w mikroekonomii warto dbać o dochody. To przecież mikroekonomia powinna tworzyć w długofalowym planie makroekonomię – przyp. aut.)

9. Tylko, że ja Pani Minister nie przekażę tej sprawy ad acta !!!

PS. W poszukiwaniu innej pracy zgłosiłem swoją kandydaturę do pracy w Wydziale do Zwalczania Korupcji BK KGP w Warszawie, ale dowiedziałem się (jeszcze przed ogłoszeniem wyników konkursu), że Pan Dyrektor Biura Kryminalnego KGP SS ma swojego kandydata. Byłem drugi. To i tak dobrze bo byłem na „podium”!!!. Ale fajnie.

pozdrawiam

Andrzej Ż.