Ryszard Bugaj: "Premier ruszając w Polskę obudził w ludziach emocje. Fala goryczy zaczęła się wylewać" Czy sztab Tuska nad nią zapanuje?

fot. PAP
fot. PAP

W dzienniku "Fakt" ciekawy tekst Ryszarda Bugaja.

Przypadek Andrzeja Ż., który podjął próbę samospalenia przed kancelarią na pewno będzie cynicznie rozgrywany w kampanii. Wygląda na to, że premier Donald Tusk, ruszając w Polskę obudził w ludziach emocje i dlatego fala goryczy zaczęła się wylewać

- pisze Bugaj.

Podróże premiera mają pokazać, że on współczuje zwykłym ludziom, zna ich problemy. To podniosło znacznie stopień emocji. Tymczasem premier nie może przed wyborami już nic zrobić z biedą i nieszczęściem, które zaczęło wychodzić z ukrycia. Pomysł gospodarskich wizyt w kraju może się odwrócić przeciwko niemu. To przedsięwzięcie z punktu widzenia techniki wyborczej w najwyższym stopniu ryzykowne. Może się okazać, że sztab nie zapanuje nad wylewającym się morzem ludzkiego żalu. Być może zacznie bardziej ustawiać kolejne wizyty, bo sztabowcy zobaczą na jakie ryzyko został wystawiony premier. Ale to z kolei może wśród rozgoryczonych wywołać bunt. Zechcą udaremnić takie zachowania. Może dojść do przepychanek. Nikt już nie może zagwarantować, że ktoś nie podpali się przed samym premierem. Pomysł z tuskobusem był skrajnie populistyczny. Podobnie zresztą jak robienie zakupów przez Jarosława Kaczyńskiego w towarzystwie kamer.

Dramatyczny przypadek człowieka, który się podpalił może być potraktowany szerzej, jako konsekwencja tego co dzieje się w świecie polityki. Istnieje wielki problem, który polega na tym, że klasa polityczna urządziła się tak, że ludzie mają bardzo ograniczony wpływ na cokolwiek i czują się bezsilni.

Po pierwsze cierpimy dziś w polityce na brak realnego wyboru i niemożność wpływania na rzeczywistość. Nawet fala frustracji nie może zmienić sceny politycznej, tak jest zakorkowana. Być może wejdzie do sejmu Janusz Palikot, czyli bogaty pajac. I oto cała alternatywa.

Po drugie mamy duże problemy z wiarygodnością polityków. Kiedyś wyobrażałem sobie kraj demokratyczny jako taki, w którym na stole jest szeroka oferta dla ludzi, a oni z niej wybierają. Tymczasem dziś takich ofert nie ma. Poważna jest tylko jedna, ta PO. Łączy ona liberalizm z pragmatyzmem. A ja osobiście wolałbym, żeby polityka nie była podporządkowana doktrynom liberalnym. Chciałbym, żeby była zorientowana bardziej socjalnie i etatystycznie. Ale takiej oferty nie przedstawia dziś żadna partia. Nie można traktować poważnie alternatywy jaką daje PiS. To co mówią politycy tej partii jest niespójne oraz mało wiarygodne. PiS ogłaszał kiedyś solidarną Polskę, której egzekutorem została Zyta Gilowska, standard Polski liberalnej. Wielkim rozczarowaniem jest sam Jarosław Kaczyński, który zajmuje się głównie grą, a nie rozumie problemów otaczającego go świata. Trudno poważnie traktować także ofertę SLD. Choć Sojusz mówi o sprawach socjalnych ma jednocześnie na listach Leszka Millera, który zrobił dużo, żeby się pozbyć Polski lewicowej. SLD jest skrajnie niewiarygodny w tym co głosi. Należałoby spytać jak głosował Napieralski, kiedy Leszek Miller uchwalał podatek liniowy dla grupy najbogatszych samozatrudnionych. Dziś polityka polega głównie na manipulowaniu ludźmi.

Po trzecie: do niewiarygodności dochodzi demoralizacja w polityce. Politycy są do wynajęcia. Są mniej przywiązani do swoich partii niż piłkarze do klubów. Liczy się tylko nagroda. Weźmy przykład pana Arłukowicza. Podczas gdy oficjalnie i ostro krytykował PO za aferę hazardową, za kulisami już negocjował warunki przejścia do Platformy.

jm/"Fakt"

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych