Chcecie wygrać wybory, schowajcie Michnika. Zaremba o sobotnim komentarzu naczelnego „Wyborczej”

PAP
PAP

Adam Michnik zabiera głos rzadko. Tym razem ogłosił na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” manifest, który  jest prostym, można by rzec nawet łopatologicznym wykładem historii Polski ostatnich lat:

„Ostatnie dwie dekady są najlepsze od czterech stuleci. To zasługa milionów ludzi, którzy za cenę ogromnych wyrzeczeń odnaleźli się po 1989 roku. Polska wolność przyniosła polską odpowiedzialność, pracowitość kreatywność. Bywało, że naszą politykę wykolejali ludzie owładnięci chęcią zniszczenia rządów reformatorskich. Oskarżali go o zdradę narodową. Do najbardziej agresywnych oskarżycieli należał prezes PiS”.

Niech mi ktoś jeszcze kiedyś zacznie opowiadać o polskich subtelnych intelektualistach pogardzających diagnozami i hasłami prostymi jak cepy, nie chcących śpiewać w chórze. Niech ten ktoś poczyta rzadkie, a przecież zawsze takie same politgramoty Michnika. Napisane w rytmie oskarżycielsko-propagandowym, jakich nie powstydziłby się „Krótki kurs WKP (b)”. Jeśli Michnik nie dorobił się jeszcze charakterystycznych dla tamtej twórczości stale powtarzających się fraz, to jest tego już bliski. Jest w tym jego komentarzu światłość i jest ciemność. Żylibyśmy w raju, gdyby nie bestie dokonujące ostatnich aktów sabotażu.

To nie jest tylko kwestia brzydkiego starzenia się. To jest język typowy dla współczesnej polskiej publicystyki politycznej. Naturalnie mamy też fragmenty godne dziadunia, który ocknął się podczas poobiedniej drzemki i na chybił trafił  przypomina sobie zbrodnie wichrzycieli. I tak Michnik powtarza coś o atakowaniu konstytucji jako dzieła Targowicy, o intronizacji Chrystusa Króla. Widać, że przeszłość miesza mu się z teraźniejszością: Kaczyński akurat od przywoływanego tu  języka walki z nową konstytucją w 1997 roku się dystansował, to było dzieło przyjaciół Mariana Krzaklewskiego z AWS. Ale przecież tu nie chodzi o zgodność z faktami, o ścisłość. Michnik może powiedzieć co bądź, przemawia do ludzi, którzy albo niewiele już pamiętają, albo nawet i pamiętają, ale z pewnością go nie poprawią.

Komentarzyk kończy sugestią, że lider PiS jest psychicznie chory. Michnik powiedział już tak naprawdę wszystko: w 2007 roku przestrzegał przed sfałszowaniem wyborów przez PiS. Co nie przeszkadza Wyborczej oskarżać dziś tenże PiS o tworzenie aury podejrzliwości wobec demokratycznego państwa, gdy partia mobilizuje swoich mężów zaufania. Teraz przekracza kolejne granice. To poetyka Palikota.

Mam naturalnie świadomość, że polska debata stała się w ogóle jedną wielką rąbaniną siekierami. Nie jestem entuzjastą ani krwistych metafor Jarosława Rymkiewicza, ani niektórych tekstów ukazujących się w mediach sprzyjających Kaczyńskiemu. Jeśli tak łatwo dzielicie Polskę na dwa narody, to nie będziecie skutecznymi liderami patriotycznego odrodzenia.

Ale w tamtych dramatycznych frazach jest przynajmniej ból, jest troska, jest poczucie zagrożeń. W połajankach Michnika wyczuwam za to głuchą wściekłość właściciela Polski, kogoś, komu rząd dusz należy się z definicji i kto szaleje, gdy nie ma do czynienia ze społeczeństwem jednolitym. „Polska wzbudza podziw nieomal wszędzie – poza środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego” - oznajmia. No i co z tym począć, panie redaktorze? Co pan jeszcze zaproponuje? Kolejny raz kwarantannę? Przymusowe leczenie?

Na trzeciej stronie „Wyborczej” koresponduje w tym pośrednio wielki tekst Wojciecha Szackiego „Mniejszość da władzę”. Niby analiza dotycząca przewidywanej kiepskiej wyborczej frekwencji, ale z czytelnymi pretensjami, na przykład do artystów, którzy mówiąc, że nie będą glosować, "pomagają PiS”. Podzielam końcową tezę socjolog Mirosławy Grabowskiej, że tak naprawdę nie wiemy, dlaczego w Polsce od 1989 roku frekwencja wyborcza jest stosunkowo niska, niższa niż przed wojną, niższa niż w sąsiednich krajach.  Tyle że ten bezstronny badawczy ton  jest sklejony z ciągiem rozważań: co zrobić, aby Polacy raz jeszcze ruszyli do wyborów aby zatrzymać PiS. Choćby jak w 2007, kiedy do urn poszło przynajmniej ponad 50 procent.

Głowią się nad tym sztabowcy PO, a „Wyborcza” pomaga jak umie. Mam jednak podejrzenie, choć nie przedstawię żadnych socjologicznych badań, ani innych dowodów, że akurat gniewne tyrady dziadunia Michnika nie będą czynnikiem mobilizującym kogokolwiek. Niby jest w nich wszystko, czego współcześnie potrzeba: emocja, prosty język, ba i tabloidany dowcip, a jednak to wszystko razem trąci starszyzna. To już nie te czasy. Chcecie pomóc Tuskowi, schowajcie swojego naczelnego.
Piotr Zaremba



Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...