Nasz wywiad. Piotr Semka z Berlina o wizycie Benedykta XVI: oficjalny chłód, wroga obojętność, mała agresja i nadzieja katolików

PAP/EPA
PAP/EPA

Benedykt XVI przybył dziś rano do Niemiec z oficjalną wizytą. Podczas trzeciej, czterodniowej podróży do swej ojczyzny papież odwiedzi Berlin, Erfurt, Etzelsbach i Fryburg Bryzgowijski. Wizytę obserwuje w Berlinie publicysta "Rzeczpospolitej" Piotr Semka.

Jesteś w Berlinie, gdzie jest już także Ojciec Święty. Jaka jest atmosfera tej pielgrzymki? Jak stolica Niemiec wita Ojca Świętego?

Berlin nazywany jest stolicą niemieckiej ateizacji. W całej olbrzymiej diecezji berlińskiej, która sięga od Bałtyku po Łużyce jest 300 tysięcy katolików. I jest to głównie rozproszona diaspora. Nie widać więc plakatów. Ale trzeba też przyznać, że władze miasta - koalicja SPD i postkomunistów - nie zdobyły się na żadne plakaty czy inne, choćby kurtuazyjne gesty. Tu jest oficjalny chłód i taka "zimność". Wystarczy powiedzieć, że burmistrz Klaus Wowereit, zresztą zadeklarowany homoseksualista, udzielił de facto poparcia demonstracji antyklerykalnej, która ma dziś ruszyć o 16 pod katedrę św. Jadwigi. Więc władze są w pełni otwarte na akty wrogości.

Jak to się konkretnie przejawia?

Charakterystycznym, niesmacznym szczegółem jest zapowiedź facebookowej akcji pt. "Bezsenna noc w Kreuzbergu". Chodzi o to, że papież będzie nocował w nuncjaturze, która znajduje się w dzielnicy Kreuzberg. Inicjatywa ma polegać na ściągnięciu możliwie blisko pod nuncjaturę samochodów z kolumnami głośnikowymi pod pretekstem organizacji zabawy dyskotekowej. To przykład wulgarnego resentymentu antykatolickiego.

Są jakieś akty przemocy?

Jest trochę takiej małej agresji. Plakat na bazylice św. Jana Chrzciciela został obrzucony zeszłej nocy woreczkami z farbą. Więc to się pojawia.

A jak państwo niemieckie reaguje to ewidentne zagrożenie standardu demokratycznego?

W pewnym sensie reaguje. Duży pas ulic dookoła nuncjatury został zamknięty dla ruchu, wpuszczani są jedynie zameldowani mieszkańcy. To zapobiega bezpośrednio skandalowi typu młodzi ludzie grający głośną muzykę w okolicach nuncjatury. Ale niestety, już wiadomo, że około 100 deputowanych lewicy zbojkotuje wystąpienie papieskie. Nawet dziennik "Die Welt" przypomniał, że gdy w 2001 roku przemawiał w Bundestagu jako gość specjalny Putin, cała sala klaskała brawo. Wobec papieża obowiązują inne standardy, jak widać.

Jak reagują na tego typu zjawiska media?

No właśnie media pozostawiają tego typu akcje zupełnie bez komentarza, i to wszystko wytwarza nastrój chłodu, a nawet wrogości. Podam przykład: oglądam jeden z kanałów telewizyjnych, reporterka rozmawia z jednym z mieszkańców uliczek przylegających do nuncjatury, który narzeka, że musi nosić dokument, legitymować się, a pod moimi oknami spacerują policjanci uzbrojeni w długą broń, czuję się tak, jakby te karabiny były wymierzone w moje okno. To jest ten poziom przesady i histerii wokół wizyty. A dziennikarka z pełną powagą wysłuchuje tych nasyconych resentymentem i zacietrzewieniem wypowiedzi. Oczywiście dużo jest wałkowania tematu wykorzystywania seksualnego - tak jakby koniecznie trzeba było o tym mówić przed wizytą papieską.

Ale są też katolicy?

Katolicy wykupili duże ogłoszenia w prasie wyjaśniające, dlaczego ta wizyta jest ważna. No i są dwa duże miejsca w Berlinie czekające z radością na Benedykta XVI. Jedno to polska bazylika św. Jana Chrzciciela, na której wisi plakat z podwójnym napisem "Serdecznie witamy/herzlich wilkommen". I drugie miejsce - siedziba koncernu Axel Springer. I tu się uśmiecham, bo pamiętam, że Axel Springer to był wielki wróg państw socjalistycznych. Nie mogę zapomnieć takiego nauczyciela PO, który mawiał, że "w arsenale reakcji jest zawsze miejsce na koncern Springera". A dziś na dużym wieżowcu koncernu wisi 30 metrowy plakat z uśmiechniętym Benedyktem XVI. W tym sensie Axel Springer broni honoru Niemców. Bo przecież nie trzeba być katolikiem, wierzącym, by z godnością przywitać takiego gościa - apostoła pokoju.

Ten chłód jest bardzo niepokojący. W końcu wybór kardynała Ratzingera na Ojca Świętego był symbolicznym końcem niemieckiej anatemy powojennej. A dziś nie okazują nawet radości, że ich rodak zasiada na Tronie Piotrowym.

To jest inna epoka. Jan Paweł II był o wiele bardziej spontaniczny, miał talenty showmana, i to nieco łagodziło tu w Niemczech niechęć do katolicyzmu. Niechęć, która jest dziwną mieszanką resentymentu protestanckiego i agresywnej laicyzacji, która tutaj jest związana z generacją 68 roku. To, że Benedykt jest Niemcem, nie jest dla protestantów czy lewicowców żadnym elementem łagodzącym, nie ma taryfy ulgowej.

Co tą wizytą - poza elementem duszpasterskim - chce osiągnąć Benedykt XVI? Liczy na przełamanie tych nastrojów?

Nie. To jest znak nadziei dla tych wszystkich, którzy są tu w mniejszości. To jest znak nadziei dla tych Berlińczyków, którzy w zeszłą niedzielę zorganizowali marsz przeciwko aborcji, marsz na rzecz życia z urzędu kanclerskiego do katedry św. Jadwigi. A nie był to miły spacerów, bo marsz został zaatakowany przez kilkusetosobową grupę anarchistów, która ciskała prezerwatywy, znieważała, prowokowała do rękoczynów. Więc nie jest łatwo być katolikiem w Berlinie. Bardzo dotkliwa jest taka charakterystyczna obojętność na przemoc wobec katolików.

Co ważne - papież wybiera się do centrum pielgrzymkowego w Etzelsbach, w którym odnowiła się tradycja pielgrzymek. Tam odprawi wieczorne nabożeństwo nieszporów. To jest swego rodzaju demonstracja Benedykta XVI, który podkreśla wagę małych wspólnot, które odświeżają tradycje dawnych sanktuariów w NRD. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej konserwatywnego niż nieszpory w małej kaplicy? To jest rzucenie wyzwania tym wszystkim, którzy zdają się mówić: albo się zmienicie, albo was nie będzie.




Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...