Redakcja organu Pawła Lisickiego „uważała, rze” nas i Polaków, podzielających nasze poglądy – po prostu nie ma

„Uważam rze” od swego powstania nie zauważało Prawicy Rzeczypospolitej. Tak wrażliwe na medialne niedole PiS – Prawicy Rzeczypospolitej nie przyznało jakiegokolwiek miejsca w debacie publicznej. Ani wynikającego z mandatu społecznego, ani z wagi argumentów. Dla „Uważam rze” życie publiczne sprowadza się do fascynacji walką PiS i PO. Dlatego odmawiano nam obecności mimo na przykład faktu, że w wyborach prezydenckich wygrałem we wszystkich (z wyjątkiem Kielc) miastach wojewódzkich z urzędującym wicepremierem-ministrem gospodarki (mając rzeczywiście mikro-budżet), albo że w wyborach europejskich Prawica i UPR (które w obecnych wyborach są razem) miały połowę głosów PSL, jedną czwartą SLD i przede wszystkim jedną dziewiątą PiS. Redakcja organu Pawła Lisickiego „uważała, rze” nas – i Polaków, którzy podzielających nasze poglądy – po prostu nie ma.

Nasz głos ignorowano nawet wtedy, gdy po paru tygodniach trzeba było powtarzać to, co właśnie my mówimy, jak w tekście samego redaktora naczelnego, lamentującego trzy tygodnie temu, że 

nie sposób mieć teraz wątpliwości, do jakiego stopnia projekt wspólnej waluty był projektem politycznym czy też raczej ideologicznym, a nie ekonomicznym. Szkoda, że wtedy zapomniano o swobodzie dyskusji, a sceptyków stawiano do kąta.

O tym, że tylko Prawica Rzeczypospolitej uświadamiała opinii publicznej europejskie ryzyko wspólnej waluty, polityczno-federacyjny charakter tego przedsięwzięcia, że to my konsekwentnie przeciwstawialiśmy się likwidacji waluty narodowej, pisał ostatnio Cezary Mech, jeden z najważniejszych ekonomistów komentujących polską politykę; więc można.

W końcu jednak doczekaliśmy się zainteresowania i reakcji, choć nie wobec naszych poglądów. Zainteresowanie naszą działalnością ożywił (i to nadzwyczajnie) brak jednego okręgu do rejestracji list do Sejmu w całej Polsce. Piotr Zaremba poświęcił mi z tej okazji trzykolumnowy artykuł. Można by się tylko cieszyć, gdyby nie przygnębiające spostrzeżenie, że to akurat Piotr Zaremba podkręca stale mielące młyny pogardy – używając języka w rodzaju „lider mikroskopijnej partyjki nie dogadał się nawet z innym liliputem, czyli PJN”. Nie chodzi o pogardę dla nas – ale dla nonkonformizmu w ogóle i samodzielnej, opartej na przekonaniach, inicjatywy politycznej. Ale – jak pisze Piotr Zaremba – nie te tematy, nie te czasy.

Piszę bez złudzeń, bo dobrze znam środowisko dziennikarskie i wiem, jaką reakcję to wywoła. Ale cóż jest lepszego od prawdy? Również od prawdy o obrońcach „wolności słowa”, którzy są gotowi do upadłego bronić wolności poglądów, choć w trochę mniejszym stopniu wtedy, gdy chodzi o poglądy na temat ich własnej działalności.

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...