Z przyjemnością dostrzegam, jak coraz więcej środowisk wstaje z kolan i gromko upomina się o prawa większości

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Pod pozorem walki z PiS rozwija w Polsce skrzydła najbardziej wulgarna i prymitywna forma zwalczania ugruntowanych w społeczeństwie wartości, nie filozofia, nie żaden tam dekonstruktywizm czy libertarianizm czy nawet głupie ale nostalgiczne posthipisostwo, a jedynie grubiańska walka z polską kulturą.

Niech nikogo nie zwiedzie profesorski tytuł przed jednym czy drugim nazwiskiem, marginalne, intelektualne odpady zwietrzyły swoja szansę i pod opiekuńczym płaszczem walki z Kaczyńskim usiłują zdemontować edukację, prawa rodziny i prawo większości do swobodnego wyznawania wiary chrześcijańskiej.

Zaczęli od kpin „z prostackiego wikarego z Niegowici” na łamach szmatławca Urbana, potem usiłowali ubłocić powstańców warszawskich antysemityzmem w „Gazecie W.”

Adiutant Urbana szybko udostępnił antenę swojej telewizji dla propagandy postkomunistycznej i homoseksualnej.

Przez kilkanaście lat wychowywali nowe pokolenie, aż nadszedł czas próby – sprawdzenia jak wyszedł wychowawczy eksperyment.

Zaatakowali na Krakowskim Przedmieściu, postanowili sprawdzić jak na polskie społeczeństwo zadziała krzyż z „zimnego Lecha”, sikanie na znicze, podżeganie - przez starych esbeków - młodych pijaków do bluźnierstw i bicia modlących się staruszek.

Równocześnie TVN i „GW” promowały agresywną propagandę homoseksualną, oswajały z marszami obscenicznie zachowujących się pederastów i lesbijek w strojach księży i zakonnic.

W wielu rejonach Polski (szczególnie tam gdzie nie ma zakorzenionych społeczeństw) podżegano do wyszydzania osób duchownych (znam takie przypadki np. z koszalińskiego).

Pod pozorem wolności i prawa do współistnienia różnych systemów wartości, w środowiskach tzw „salonu” intensywnie szukano wytrychów do wydrwiwania i poniżania katolików.

Przez wiele lat oswajano Polaków z krytyką Radia Maryja, nawet nie zauważyliśmy jak krytyka rozgłośni ojca Rydzyka przerodziła się w bezkarne wyśmiewanie katolicyzmu w ogóle.

Z drugiej strony mieliśmy zalęknioną hierarchię, której głosem stał się biskup Pieronek, ksiądz Czajkowski i im podobni Episkopat nie był w stanie ogłosić twardej, dojrzałej intelektualnie interpretacji tego zjawiska

W TVN pojawił się za to ksiądz nowego rodzaju – z tzw „zakonu progresistów”, ksiądz bezkoloratkowy, którego sutanna gryzie jak zły pies. Co na to jego biskup? Cisza....

Zaczęło więc dominować przekonanie, że widocznie tak ma być, takim torem idzie rozwijający się świat. Bóg w TVN czy „GW” stał się artefaktem, czymś ledwie tolerowanym z uwagi na „konserwatywne” przekonania większości ciemnego społeczeństwa – ta większość jednak milczała. Można więc było kroczyć dalej – a to zdjęto krzyż w szpitalu, to znów dopuszczono do stałej obecności na ekranach tv osoby skrajnej i oszołomionej – Magdaleny Środy, która coraz bezczelniej nawołuje do lekceważenia katolików i katolicyzmu.

Wszystkim zafascynowanym takim „postępem” polecam najnowszy film Rolanda Joffe (reżysera, którego trudno posądzić o prawicowość) opowiadający o życiu Josemaria Escriva, twórcy „Opus Dei”. Ten postęp w republikańskiej Hiszpanii zyskał swoją najbardziej światłą kulminację w mordowaniu księży i paleniu katolickich świątyni.

Progresiści nie tracą ani minuty, przesuwają granice wszędzie tam, gdzie nie napotykają zdecydowanego oporu. Dziś już nie wzburza pomysł zrównania „małżeństw” homoseksualnych z małżeństwami normalnymi, za chwile będą domagać się prawa do adopcji dla par homo.

Skoro Palikotowi wszystko wolno, skoro wolno wszystko Dominikowi Tarasowi i Robertowi Leszczyńskiemu, to dlaczego ma być mniej wolno Nergalowi?

Skoro wszystko wolno prymitywowi Wojewódzkiemu, to dlaczego nie satanistom?

Pamiętam jak kilka lat temu pewien producent wpuścił do studia telewizyjnego na krakowskich Krzemionkach satanistyczny zespół – grali tylko na potrzeby teledysku, zamknięci w studiu, a jednak wybuchł ogromny skandal, poleciały głowy...teraz do studia II programu telewizji publicznej oficjalnie wchodzi sobie półgłówek głoszący kult szatana, jest jurorem (?) i telewizja publiczna, za pieniądze z abonamentu płaconego w większości przez katolików, transmituje wystąpienia tego człeka na cały kraj.

I chyba właśnie teraz przesadzili!

Wpuszczenie tego typka do programu emitowanego przez telewizję publiczną przelało czarę.

Sam Nergal to w istocie pusta laleczka, ale chyba właśnie tego było trzeba, aby niedźwiedź ryknął.

Z przyjemnością dostrzegam, jak coraz więcej środowisk wstaje z kolan i gromko upomina się o prawa większości.

Nie straćmy tego i nie poprzestańmy na jednorazowym zrywie.

Jeśli dziś przepędzimy Nergala, to tak jakbyśmy dopiero zaczęli przepędzać innych „mędrków” z naszej publicznej przestrzeni.

Ich miejsce jest w niszy stosownej do rozległości grona ich wyznawców, a my domagajmy się odchwaszczenia wreszcie naszego, dawno nie plewionego, poletka – głównej areny polskiej dyskusji.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...