PiS walczy w tych wyborach o wygraną, jak najlepszy wynik. Ale ci, którzy podpisali z nim porozumienie na ostatniej konwencji, walczą przede wszystkim o inną Polskę. O Polskę w której nie jest tak, że nikt za nic nie opowiada, w której nie opowiada się nonsensów takich jak to, że w ubiegłym roku państwo zdało egzamin. Czy jak wczoraj, kiedy pan minister Sikorski opowiada ludziom, że zmiana władzy w Libii to jego własny sukces, kiedy cała Europa postrzegała Polskę jako kraj, który poparł stanowisko niemieckie, mocno zdystansowane

- mówił w radiowej Trójce prof. Zdzisław Krasnodębski, socjolog, prezes Stowarzyszenia "Twórcy dla Rzeczypospolitej", które w sobotę podpisało porozumienie z partią Jarosława Kaczyńskiego.

Profesor ocenił, że obraża go w obozie rządzącym traktowanie Polaków jakby byli dziećmi albo ludźmi niespełna rozumu. Do tej kategorii Krasnodębski zaliczył też platformerską propozycję debat telewizyjnych PO-PiS:

To jest bardzo zła propozycja. Zła dla Polski, choć dobra dla Platformy Obywatelskiej. Wszyscy Polacy wiedzą, że politycy PO wypadają bardzo dobrze w telewizji. Jedną z chorób polskiej polityki w ostatnich latach jest tak zwana postpolityka. Zastąpienie wirtualnością rzeczywistości. I PO chce wygrać tą samą sztuczką, której nauczyli się w 2007 roku.

Gość Salonu Politycznego Trójki mówił, że są przecież inne możliwości rozmowy, jak choćby propozycja PiS:

 

Niech przyjdzie telewizja i nagrywa debatę, ale w innym scenariuszu. Natomiast chodzenie do telewizji TVN, która sama jest podmiotem politycznym, ma swoje cele i ambicje, o czym wiemy wszyscy nie tylko pan Wajda, ma niewielki sens.

Polaków dopada właśnie rzeczywistość, pękają wytwarzane przez rząd bańki słowne, Polacy realnie oceniają już rząd. Przeniesienie tego znowu na poziom telewizyjny, wirtualny, działa na korzyść PO.

 

Zdzisław Krasnodębski ocenił, że nie ma innego kraju, gdzie politycy aż  w takim stopniu co innego mówią, a co innego robią:

Dziesięć obietnic Platformy nie przełożyło się w żadnym punkcie na politykę. I co więcej - wyborcy nawet o to nie pytają. Dlaczego Bronisław Komorowski nie powiedział, że będzie miał takich doradców jak prof. Nałęcz? Nie powiedział, że pierwszą rzeczą, którą zrobi będzie usunięcie ludzi sprzed Pałacu Prezydenckiego?

Oceniając postawienie przez prokuraturę zarzutów niedopełnienia obowiązków przed 10 kwietnia 2010 roku dwóm wojskowym z 36. Specjalnego Pułku Lotniczego, socjolog powiedział:

Być może ci oficerowie nie dopatrzyli swoich obowiązków, ale wiemy kto przede wszystkim nie dopatrzył. Pan premier Donald Tusk. Cała ta gra z Rosjanami, dzisiaj dokładnie już udokumentowana, o tym świadczy. Nie dopatrzyli pan minister Sikorski, pan Arabski i pan Bogdan Klich. Ci z pierwszych ław sejmowych – to oni są odpowiedzialni.

Obniżono tak bardzo rangę tej wizyty i nie zadbano o środki bezpieczeństwa. Nie ulega wątpliwości, ze prezydent nie powinien polecieć na to pastwisko, ono nie zostało sprawdzone. Premier nie powinien też tam polecieć, ale nie wiemy jakie było tam zabezpieczenie, bo wtedy był tam też premier Putin.

Nie powinni w ogóle latać tymi samolotami. Przecież pan premier Miller, który sam przeżył katastrofę śmigłowca ostrzegał, że prędzej czy później dojdzie do tragedii. Mówi się, że wszystkie rządy to zaniedbały. Ale również można próbować powiedzieć, że przed wojną też nie kupiono tych samolotów. To jednak przypomina propagandę gomułkowską. Gomułka zawsze mówił jak to jest lepiej za PRL niż przed wojną. Ale istnieje coś takiego jak odpowiedzialność polityczna.

 

Prof. Krasnodębski ocenił też, że "negocjowanie z rządem nie zaprzyjaźnionego z nami państwa tego kto ma lecieć, jak, czy prezydent czy nie – to się ociera o zdradę stanu".

wu-ka, źródło: Polskie radio