"Wychowałem się w PGR... W domu było nas dziesięcioro. Cztery siostry i pięciu braci. Jestem ostatnim dzieckiem Jana i Anny Lepperów"

Jedno z ostatnich zdjęć Andrzeja Leppera. Fot. PAP
Jedno z ostatnich zdjęć Andrzeja Leppera. Fot. PAP

Domu rodzinnego, w którym się urodziłem i wychowałem, już nie ma. Bloki na jego miejscu postawili. To była stara wiejska chata, a raczej czworaki.  Przed domem było bajoro przypominające staw. I te krowy kąpiące się razem z nami, wiejskimi dzieciakami. Coś strasznego! Aż dziw bierze, że byliśmy zdrowi i jakieś choróbsko się nie przyplątało.

Jestem dzieckiem PGR-u. A w sumie było nas dziesięcioro. Cztery siostry i pięciu braci. Jestem ostatnim dzieckiem Jana i Anny Lepperów. Dzisiaj na świecie zostało nas już tylko pięcioro (ja, trzy siostry i brat). Kontakt mamy ze sobą dobry, choć rzadki. Spotykamy się zazwyczaj na grobie rodziców i przy okazji pogrzebów.


Dom rodzinny wspominam ciepło, mimo że - co tu ukrywać - bieda była. W dodatku ojciec zmarł, gdy miałem 11 lat. Cholesterol go zabił.


Lania co prawda nigdy mi nie spuścił, ale i tak człowiek czuł do niego wielki respekt. Ale i szacunek. Zresztą jak całe rodzeństwo. Pamiętam to jego spojrzenie... Nieraz siostry Kazimiera, Genowefa i Maria przy stole śmiechu opanować nie potrafiły. Musiały wyjść z pokoju i jedzenie zostawało. Nie było zmiłuj się.


Po śmierci ojca trzeba było wydorośleć i matce pomagać. A mama schorowana była. Już jako smarkacz smak ciężkiej pracy na roli poznałem. Mogłem mieć góra 12 lat, jak na selekcję ziemniaków do PGR-u biegałem. Praca może i ciężka nie była, ale za to jak uciążliwa. O 4 rano trzeba było wstawać, bo w promieniach słońca mozaiki (choroba ziemniaków) widać nie było.

Wtedy też pierwsze pieniądze zarobiłem. Nie pamiętam dokładnie ile. Wiem, że wszystkie matce oddałem.

Pamiętam, że od sierot mnie niektórzy wyzywali. I popychać próbowali. Nieraz do ostrych starć dochodziło i krew się lała. Brat Antoni, który w Czarnych Słupsk boksował, przywiózł do domu rękawice bokserskie. Okładałem więc worek ze zbożem albo ramę od drzwi. Gorącą głowę w kościele człowiek studził. A mama starannie dbała o nasze religijne wychowanie. Pomimo choroby codziennie do kościoła biegała.

W ciężkich chwilach zwracam się do Boga słowami modlitwy, której mnie matka nauczyła: "Wspomnij o Najdobrotliwsza Matko, Panno Maryjo, już od wieku nie słyszano, aby ktokolwiek uciekając się do Ciebie, Twej pomocy wzywając, Ciebie o pomoc prosząc, miał być opuszczony...".

Czasem też prostym, chłopskim językiem do Niego mówię.



Andrzej Lepper, moja spowiedź życia, Super Express

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych