Kilka dni temu media w całej Polsce (szczególnie zaangażował się TOK Fm oraz Gazeta Wyborcza) epatowały odbiorców faktem zabrania, zgodnie z decyzją sądu rodzinnego, kilkuletniego dziecka od matki i przekazaniem go pod opiekę ojca, co wydarzyło się w Gdańsku. Ton niektórych informacji wskazywał, że doszło do nieprawidłowego działania wykonujących orzeczenie sądu kuratorów sądowych, ponieważ zrealizowali orzeczenie (w niektórych mediach podawano ich dane osobowe), podważano ich dobrą wolę i profesjonalizm. Jednemu z komentarzy Gazety Wyborczej nadano tytuł „Porwanie Piotrusia".

Przykładem tego stylu była wypowiedź Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka, który dla Gazety Wyborczej powiedział 8 lipca br.:

„Jestem oburzony sposobem odebrania chłopca spod opieki matki. Zleciłem dokładne zbadanie całej sprawy w trybie natychmiastowym.....Już na pierwszy rzut oka wydaje się, że konieczne czynności można było zaplanować i przeprowadzić o innej porze dnia..."

A więc najpierw jestem oburzony, a potem, że zleciłem zbadanie sprawy. Pewnie lepiej byłoby postąpić na odwrót: najpierw wnikliwie zbadać sprawę, a potem wypowiadać o niej opinię.

Tymczasem kuratorzy i wspomagający ich policjanci oraz psycholog po prostu zrealizowali swoje niełatwe obowiązki, zgodnie z artykułem 5986-12 kodeksu postępowania cywilnego. Określa on obowiązki i uprawnia kuratora sądowego realizującego orzeczenie sądu o przymusowym odebraniu osoby podlegającej władzy rodzicielskiej. Nie ma wśród nich prawa do odmowy wykonania czy oceny orzeczenia sądu. Sąd dokonał oceny sytuacji dziecka i wydał orzeczenie, a zadaniem kuratora było jego wykonanie z najmniejszym uszczerbkiem dla fizycznego czy psychicznego dobra dziecka. Ustawodawca świadomy, że wykonanie tego rodzaju zadań zawsze wiąże się z uszczerbkiem dla dobra dziecka, przewidział możliwość czasowego odstąpienia od wykonania orzeczenia sądu przez kuratora, (gdy podczas wykonywania czynności odebrania dobro dziecka mogłoby doznać poważnego uszczerbku), ale tylko do czasu ustania owego zagrożenia.

Kuratorzy specjaliści, nadzorujący wcześniej kontakty ojca z dzieckiem, wykonali orzeczenie sądu. Orzeczenie to nie zostało podważone przez sąd wyższej instancji.

Dlaczego zatem podważano zaufanie do kuratorów i sądu? Czy chodziło o poszukiwanie sensacji za wszelka cenę, a jeśli tak to czy można się z tym godzić?