Środowa decyzja Trybunału Konstytucyjnego zamyka chyba kuriozalne podejście Państwowej Komisji Wyborczej do tego, w jaki sposób interpretować przepisy starej ordynacji wyborczej do Sejmu RP i do Senatu RP oraz nowego Kodeksu wyborczego. Ale kilkudniowe zamieszanie, spowodowane interpretacją tych przepisów przez Państwową Komisję Wyborczą pokazuje, że kolejny organ państwowy bardzo chciałby wejść w nie swoje buty i decydować o tym, co wolno, a czego nie, partiom politycznym w Polsce.
Stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej z dn. 18 lipca „w sprawie tzw. kampanii informacyjnej prowadzonej przez partie polityczne i osoby pełniące funkcje publiczne przed zarządzeniem wyborów" jest swoistym kuriozum. Oto PKW, która w myśl przepisów jest organem władzy wykonawczej i jest „stałym najwyższym organem wyborczym właściwym w sprawach przeprowadzania wyborów" (do Sejmu, Senatu, Prezydenta RP, do organów samorządowych, Parlamentu Europejskiego oraz referendum) wchodzi w kompetencje innych organów państwa (Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy), a więc tych, które zajmują się orzecznictwem. Bo jak inaczej można zinterpretować zapis ze stanowiska PKW z dn. 18 lipca mówiący, że:
Podejmowanie przez podmioty, które zamierzają uczestniczyć w zbliżających się, lecz jeszcze niezarządzonych wyborach, takich działań, które noszą cechy kampanii wyborczej jest niezgodne z przepisami prawa wyborczego. Podmioty te powinny zatem, przed zarządzeniem wyborów, powstrzymać się od takich działań zważywszy też na fakt, że wyłączność na prowadzenie kampanii wyborczej posiadają komitety wyborcze, które zgłosiły listy kandydatów na posłów lub kandydatów na senatorów. Utworzenie komitetu wyborczego możliwe natomiast jest dopiero po zarządzeniu wyborów.
Tyle tylko, że przepisy i starej ordynacji, i nowego kodeksu jednoznacznie określają, że kampania wyborcza rozpoczyna się w momencie ogłoszenia aktu właściwego organu o zarządzeniu wyborów. Gdyby literalnie czytać stanowisko PKW mogłoby się okazać, że partie polityczne nie mogą prowadzić żadnych działań informacyjnych dotyczących swojej działalności w okresie między wyborami, a dokładniej między kampaniami wyborczymi. Tyle tylko, że jak doskonale wiemy kampania wyborcza (nie ta określona zarządzeniami, ale ta rzeczywista) rozpoczyna się w zasadzie już dzień po wyborach.
Nie sposób także określić, które działania partii politycznych wyczerpują znamiona kampanii wyborczej. Czy takie cechy posiada np. informacja - pojawiająca się tuż przed wyborami parlamentarnymi - o prowadzonych przez posła RP dyżurach i możliwości uzyskania u niego porady prawnej bądź informacja partii politycznej, że jej parlamentarzyści będą prowadzili serię spotkań z mieszkańcami danego województwa, na temat problemów dotyczących regionu i kraju? Gdyby przyjąć tok rozumowania PKW, w Polsce dopuszczalne byłyby tylko bezpłatne audycje wyborcze w radio i telewizji w trakcie kampanii wyborczych. Tłumaczenie przedstawicieli PKW, że partie mogą przypominać o swoim istnieniu, ale takie działania nie mogą zawierać agitacji wyborczej, pozwala postawić pytanie o to, w jaki sposób partie mogą prowadzić swoją aktywność polityczną w społeczeństwie.
Inną sprawą jest to, że PKW pełni w polskim systemie organów władzy wykonawczej funkcję techniczną i zajmuje się przeprowadzaniem wyborów. Nie ma natomiast możliwości - w myśl polskiego prawa - interpretowania przepisów wyborczych. Czyniąc to wchodzi w nie swoje buty: Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego. Rozpycha się, strasząc w dodatku tym, że te partie, które prowadzą tego typu działania (a więc np. kampanie informacyjne przed ogłoszeniem wyborów) mogą ponieść sankcję w postaci odrzucenia ich sprawozdania finansowego, a co za tym idzie może to skutkować utratę prawa do wielomilionowej subwencji z budżetu państwa na trzy lata.
Dobrze, że tę kuriozalną sytuację przeciął niejako Trybunał Konstytucyjny. W sentencji środowego wyroku w sprawie zaskarżonych przez PiS przepisów kodeksu wyborczego Trybunał Konstytucyjny uznał, że zakaz spotów uderza w konstytucyjną zasadę wolności słowa w życiu publicznym, która „nie jest prawem jednostkowym, ale zasadą ustrojową". Sędziowie TK uznali, że:
Brak możliwości emitowania spotów ogranicza wolność wyrażania swoich poglądów po stronie partii, jak i do pozyskiwania informacji po stronie wyborców. Obywatele mają prawo uzyskać jak największą wiedzę, dlatego nie może być żadnych ograniczeń w zakresie skali przekazywania im tej wiedzy zarówno w formie ogłoszeń wielkopowierzchniowych jak i przez media elektroniczne.
Oby ten wyrok Trybunału Konstytucyjnego utemperował interpretacyjne zapędy Państwowej Komisji Wyborczej.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/116200-okreslajac-czy-i-jak-partie-moga-prowadzic-kampanie-informacyjne-panstwowa-komisja-wyborcza-probuje-wchodzic-w-nie-swoje-buty
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.