Członkowie rządu Tuska w kabarecie w każdym odcinku idą „hartnąć w gałę". Województwo Śląskie jest traktowane przez PO jak piłka w grze. I podobnie jak piłka wzbudza zainteresowanie w trakcie meczu ale nie jest jego podmiotem. Celem RAŚ jest wariant kataloński chociaż niekoniecznie ma to być „Wielka Barcelona" coacha Tuska.

Politycy PO umiejętnie grają tożsamością kulturową i specyfiką regionalną Górnego Śląska a jednocześnie podejmują skrajnie niebezpieczne dla regionu decyzje. Mamy nagłaśniane regularne wrzutki medialne jak sprawa dziadka z Wehrmachtu, „śląski łobuz" Tomczykiewicz podczas debaty sejmowej czy ostatnio propaganda wokół wyrwanego z kontekstu zdania z raportu Jarosława Kaczyńskiego. Kazimierz Kutz piastujący funkcję Ślązaka modelowego za PRL i III RP wspomina PiS częściej niż szeregowy członek partii i straszy Jarosławem Kaczyńskim niczym bolszewicy kułakami. Jednocześnie rząd Tuska podejmuje szkodliwe decyzje jak akceptacja pakietu klimatycznego (wersja biurokratów UE grozi likwidacją dużej części śląskiego przemysłu) czy ostatnio przyznanie Europejskiej Stolicy Kultury 2016 Wrocławowi (po kontrowersyjnej z uwagi na moment dotacji ministra kultury). Mimo zasiadania w rządzie minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej Województwo Śląskie ma jeden z najniższych wskaźników wykorzystania funduszy UE.

Liderzy śląskiej PO wywodzą się w większości nie z Kongresu Liberalno-Demokratycznego ale z Unii Polityki Realnej – tam spotkali się Tomasz Tomczykiewicz, Adam Matusiewicz (marszałek Województwa Śląskiego), Leszek Piechota (senator i skarbnik śląskiej PO), Jacek Matusiewicz (brat Adama, kandydat do Senatu) czy Wojciech Saługa (poseł, lider PO na Zagłębiu). Przez UPR przewinął się lider niezarejestrowanego Związku Ludności Narodowości Śląskiej Andrzej Roczniok – w latach 90-tych wiceprezes śląskiej UPR i kandydat do Senatu. W 1997 r. UPR i RAŚ zawarły koalicję w wyborach do Sejmu RP. Listy PO, RAŚ i UPR zblokowano w wyborach do Sejmiku Śląskiego w 2006 r. W ostatnich wyborach samorządowych lider i skarbnik śląskiej UPR startowali z listy RAŚ do rady miasta Katowice. Dla polityków już byłej formacji Janusza Korwin-Mikkego kluczowa kwestia to obniżenie podatków a to akurat autonomia proponowana przez RAŚ ma zapewnić. Janusz Korin-Mikke już przynajmniej kilka razy uznał, że za Adolfa Hitlera było w Polsce lepiej bo podatki były niższe niż w III RP. Warto jednak pamiętać o innych wadach narodowego socjalizmu. Dla postliberałów i postkonserwatystów najwyraźniej inne cele niż zasobność własnej kieszeni nie istnieją lub po prostu przekraczają ich zdolność pojmowania.

Lider RAŚ Jerzy Gorzelik już dosyć dawno sformułował swoje cele w programie swojej regionalnej partii – budowa narodowej tożsamości śląskiej (jeszcze jako założyciel Związku Ludności Narodowości Śląskiej w 1995 r.) w ostrej opozycji do Polski z jednoczesnym wybielaniem grzechów Niemców wobec Ślązaków (czasem wręcz powielanie tez niemieckiej propagandy jak sprawa Teofila Kupki) oraz odbudowa wielokulturowości regionu (w praktyce oznacza to odtwarzanie śladów niemieckich). Ponieważ wraz z uzyskaniem mandatu radnego Sejmiku Śląskiego Jerzy Gorzelik został poważnym politykiem już nie używa ostrej retoryki ale cele pozostały niezmienne. Udział we władzy regionu umożliwił Gorzelikowi rozgrywanie kwestii tożsamości regionalnej przeplatanej z narodową – przykładem są sprawy śląskich noblistów czy wylansowanie pojęcia tragedia górnośląska. Antagonizowanie Śląska i Polski jest ślązakowcom niezbędne jak powietrze – wizja uciskanej mniejszości przemawia do wyobraźni. Wypominanie rzekomych win Polski czyli komunistycznych obozów koncentracyjnych będzie wyglądało jak w „Warto rozmawiać" – Kutz opowie o „polskich obozach" (co zostanie złożone na karb nieprzewidywalnych zachowań artysty) a Jerzy Gorzelik odetnie się od tych absurdów. To przesłanie dziwnie koresponduje z koncepcjami „polskich obozów" pojawiających się czasem w mediach zachodnich jak i rosyjskimi konceptami.

Najpoważniejszy problem to oddanie RAŚ kultury i polityki historycznej w ramach Województwa Śląskiego. Jestem ciekaw czy potomkowie powstańców śląskich (ostatni zmarł w 2009 r.) dowiedzą się, że doprowadzili do „podziału regionu" i „wojny domowej" z konferencji odbywających się pod patronatem Marszałka Województwa Śląskiego. Dowiemy się, że niepodległości Górnego Śląska domagały się tak znaczące siły polityczne jak śląscy komuniści czy ugrupowania separatystyczne bez żadnego wpływu politycznego. 7.07 br. wbudowano kamień węgielny pod nową siedzibę Muzeum Śląskiego (projekt Marszałka Województwa Śląskiego) w centrum Katowic. Pytanie jaka będzie zawartość nowego obiektu, bo decydentem w tej kwestii będzie Jerzy Gorzelik. Samo przybliżenie historii regionu nie jest złym rozwiązaniem pod warunkiem, że będzie to historia prawdziwa.

W wywiadzie dla „Rzeczypospolitej" Jerzy Gorzelik wyraził przekonanie, że partia Tuska uzna narodowość śląską – wobec groźby klęski wyborczej mogą nastąpić różne rozpaczliwe ruchy. Śląska PO będzie w tym czasie zgodnie z hasłem „Nie róbmy polityki" zajmować się obsadzaniem spółek, rad nadzorczych oraz parcelacją funduszy. Tymczasem RAŚ będzie realizował politykę i kształtował swój elektorat dzięki uzyskanym od PO instrumentom oraz przychylności czołowych regionalnych gazet – katowickiej „Gazety Wyborczej" i „Polska Dziennik Zachodni". Za kilka lat PO może ze zdumieniem stwierdzić, że poparcie w Województwie Śląskim kurczy się i to kosztem RAŚ.

Zabawy PO na Górnym Śląsku mogą się rzeczywiście skończyć zbudowaniem „wielkiej Barcelony" – tyle, że niektórzy zawodnicy będą grali dla innej reprezentacji. Ani dla Polski ani dla PO.