Jeszcze o rocznicy w Jedwabnem. Porównajcie przemówienia Kwaśniewskiego i Komorowskiego. Czemu służy ta dzisiejsza pedagogika?

PAP
PAP

Dominika Wielowieyska z Gazety Wyborczej zarzuciła mi, że napisałem nieprawdę. Bo polemizując z wystąpieniem Bronisława Komorowskiego odczytanym w Jedwabnem przy okazji 70 rocznicy, napisałem; „naród polski nie jest współsprawcą Holocaustu". A przecież w tekście prezydenta, pisze Wielowieyska nie ma takiej tezy.

Czy rzeczywiście nie ma? Kluczowe zdanie w prezydenckim wystąpieniu prezydenta brzmi „naród musi zrozumieć, że był także sprawcą". Czego naród był sprawcą? Zbrodni na Żydach. Na co się te zbrodnie składały? Na Holocaust. Zamiast bawić się słowami, Wielowieyska i inni obrońcy tego przemówienia, powinni zaprezentować swoją wykładnię historii. Bo ja swoją wykładam jasno.

Kiedy przepraszał w 2001 roku Aleksander Kwaśniewski, wielu go krytykowało. U mnie samo uznanie sprawy Jedwabnego za sprawę ważną nie budziło moich wątpliwości. Polska powinna ją wyjaśnić, dobrze, że powstał pomnik, dobrze, że IPN przygotował wtedy sążniste opracowanie.

Wśród polemistów Kwaśniewskiego znalazł się wtedy Donald Tusk, który twierdził, że naród nie może odpowiadać za jednostki. Ciekawe, co by powiedział o tej tezie dzisiaj. Ja uważam, że pojmowanie narodu jako oddzielnego bytu, obdarzonego zbiorową pamięcią, wymaga oceny czynów dokonanych przez choćby mała grupę osób polskiej narodowości..

Ale Kwaśniewski nie powiedział wtedy: „naród był sprawcą". Być może to kwestia czasów, być może dziś mówiłby inaczej, ostrzej, ale faktem jest, że wówczas nie powiedział. Mówił:

„Czcimy pamięć pomordowanych i wyrażamy najgłębsze ubolewanie z powodu nikczemności wykonawców tamtego mordu".

Mówił też:

„Nie wolno mówić o odpowiedzialności zbiorowej obciążającej winą, czy to cały naród czy mieszkańców jakiejś miejscowości."

Obecny prezydent poszedł nie krok a dobre kilka kroków naprzód mówiąc: naród polski jest sprawcą. Nie: przepraszamy za winy popełnione przez niektórych naszych rodaków. A: „naród jest winny". To wbrew pozorom nie jest spór o słowa, to całkiem inny opis rzeczywiistości. Zaliczenie Polaków do winnych oznacza zupełnie inną wizje drugiej wojny światowej.

Takie sformułowanie obecnego prezydenta, w tekście przecież napisanym, a nie powiedzianym ad hoc, byłoby może tylko niezręcznością, gdyby nie potworna pedagogika, jakiej jesteśmy poddawani każdego dnia. Która wyziera z prasowych artykułów, niestety także z wypowiedzi niektórych polskich historyków i intelektualistów. Mamy przestać być dumni z polskiej historii. Mamy się uznać za obciążonych współwiną, choć Polacy nie mieli wpływu na zdarzenia, jakie do tej zbrodni doprowadziły. Żeby mówić o sprawstwie narodu, trzeba by udowodnić, że bez okupacji niemieckiej (i sowieckiej) jednostki i grupy polskiej krwi paliłby Żydów w stodołach. Otóż dowodu na to nie ma.

Może byliśmy równie źli jak inni, może nie, to są spekulacje. Tymi spekulacjami bije się nas dzisiaj po głowie, próbując nas pozbawić zbiorowej tożsamości. Żebyśmy zmienili się w zbiór przypadkowych jednostek, musimy pojęcie „polski naród" skojarzyć nieomal wyłącznie z czymś brzydkim.

Nie twierdzę, że to makiaweliczny plan obecnego prezydenta. On po prostu stosuje mechanicznie zasady politycznej poprawności sięgając po te sformułowania, które kojarzą mu się z mainstreamem. Ale konsekwencje nie napawają optymizmem. I dlatego nazwałem wystąpienie Bronisława Komorowskiego wygłoszone w Jedwabnem „smutnym zdarzeniem".

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...