Nadzieją i przejściowym ratunkiem dla władzy ma być obniżenie wielkości składek przekazywanych z budżetu do OFE o 5 proc. Ta pijawka, jaką są OFE, wysysa nam corocznie z budżetu ok. 25 mld zł, razem z odsetkami nawet 37 mld zł, które trafiają do prywatnych firm zarabiających głównie na kupowaniu skarbowych papierów wartościowych — czyli operacji bez ryzyka, z potężną prowizją 3,5 proc. za tzw. zarządzanie.
OFE i tak niczego nie gwarantują na stare lata, a już na pewno nie gwarantują godziwej emerytury. Po 10 latach funkcjonowania tego „genialnego" ponoć systemu emerytalnego zagraniczni głównie właściciele zarobili już ok. 13 mld zł, trzymając w swoich rękach 221 mld zł naszych oszczędności. I robią z nimi, co chcą. Dziś OFE to najsilniejsza struktura finansowa i lobbingowa w naszym kraju, mająca swoich ludzi na najwyższych stanowiskach w państwie, rządzie i w mediach. Związek Zawodowy „Solidarność" chciał nawet donieść do CBA na ministra Michała Boniego. Prof Leszek Balcerowicz i Krzysztof Rybiński wypowiedzieli prawdziwą wojnę rządowi.
Na razie pierwsze emerytki otrzymujące wypłaty z OFE dostają do starej, ZUS-owskiej części po 30–40 zł dopłaty z II fi lara, szczęściarze po 120 zł. Generalnie nasze emerytury z OFE w przyszłości, o ile w ogóle będą, wyniosą 30–40 proc. naszych dotychczasowych wynagrodzeń.
Tak zwana stopa zastąpienia jest, jak widać, skandalicznie niska. Nawet w Chile, skąd ściągnięto nasz wielce szkodliwy i kosztowny emerytalny pomysł, wynosi ona ok. 80 proc. Podobno za 26 lat według ministra Boniego będzie już dobrze. Kolejna bajka dla naiwnych.
Za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie.
Jeśli ten system ma być dalej utrzymany, a niektórzy byli ministrowie dwoją się i troją, aby OFE obrastały nadal w tłuszczyk, to mamy murowaną nędzę na starość i w końcu powrót do odpowiedzialności państwa polskiego za ten nieudany eksperyment. System ubezpieczeń emerytalnych wymaga pilnej już nie reformy, a rewolucji. Co to bowiem za kapitałowy system, skoro jako obywatele zobowiązani jesteśmy przymusowo oddawać kasę, losują nas jak króliki z kapelusza, a nie jesteśmy właścicielami zgromadzonych środków, w końcu naszych oszczędności? Nie możemy z naszymi pieniędzmi zrobić nic z tego, co uważamy za słuszne, tego, co chcemy, np. wycofać ich i popłynąć w rejs dookoła świata. A przecież polski mężczyzna zaledwie 4–5 lat korzysta ze swojej nędznej emerytury i przenosi się do świętego Piotra.
Pomysły, żeby jeszcze przesunąć wiek emerytalny, to jawna kpina. Wystarczy tylko zacząć lepiej płacić i sami zapragniemy dłużej pracować, ale coś za coś. Optymalnym rozwiązaniem dla nieudolnej władzy i właścicieli prywatnych OFE byłoby pewnie, gdybyśmy pracowali do osiemdziesiątki, a potem od razu umierali, nie robiąc niepotrzebnego zamieszania.
Prawdziwa ruletka czeka młodych Polaków, którzy liczą na przyzwoite emerytury na starość. Po ostatnich zmianach przepisów dotyczących OFE, a przygotowanych pod czujnym okiem ministra Boniego, ich składki będą inwestowane w bardziej, jak to się mówi, „agresywne" fundusze, a mówiąc po ludzku: w szalenie ryzykowne operacje giełdowe. Kasyno i hazard na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Czerwone wygrywa, czarne przegrywa, ale i tak bank trzyma zagraniczny krupier, a jest już dziś co położyć na zielonym stoliku — to blisko
221 mld zł polskich oszczędności.
Fantastycznie się gra cudzymi pieniędzmi, zwłaszcza gdy rachunek przy kasie trzeba będzie zapłacić za 30–40 lat. Strach pomyśleć, co się stanie z pieniędzmi potencjalnych polskich emerytów, gdy przytrafi się nam jakiś kolejny poważny kryzys finansowy na świecie czy też zwykły giełdowy krach, kolejny Lehman Brothers albo potężny wybuch wulkanu, nie mówiąc o prawdziwej wojnie w Korei czy Iranie, czy skażeniu promieniotwórczym w Japonii.
Nic dziwnego, że co rozsądniejsi, uczciwiej traktujący swe społeczeństwa włodarze państw, tacy jak Węgrzy, Słowacy, Estończycy, uciekają z tej emerytalnej pułapki, nie zamierzając dalej grać w trzy karty. Pozostali w Europie wolą starszy system solidarności pokoleń.
Dramatyczna sytuacja polskich finansów publicznych zmusi premiera Tuska, ministra Rostowskiego i minister Fedak do sięgnięcia po resztę środków z OFE, czyli nasze emerytalne oszczędności. Wszak podatku VAT nie można podnosić w nieskończoność, a zamiast zasiłku pogrzebowego wprowadzić podatku od pochówku, choć eksperymentów w sferze fiskalnej z pewnością w najbliższych latach nie zabraknie.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/115809-drugi-filar-pod-mostem-prawdziwa-ruletka-czeka-mlodych-polakow-ktorzy-licza-na-przyzwoite-emerytury