Prezydent pomaga czy przeszkadza Platformie? Wygląda na to, że jedno i drugie

fot. PAP / Tomasz Gzell
fot. PAP / Tomasz Gzell

Bronisław Komorowski  ogłosił jednodniowe wybory. Jest to wyraźny cios w scenariusz wyborczej mobilizacji obliczonej na ściąganie do urn „młodych, wykształconych i z wielkich miast". Rzecznicy takich przedłużonych kampanii nawet specjalnie tego nie ukrywają, choć powtarzają formułki o powiększaniu frekwencji.

Z tego punktu widzenia Komorowski dokuczył Platformie. Dlaczego? Czy tylko z powodu realistycznej oceny perspektyw unieważnienia dwudniowych wyborów przez Trybunał Konstytucyjny? Część obserwatorów snuje dywagacje o rozchodzeniu się  jego interesów z Platformą. Rzeczywiście scena zdominowana przez jedną partię, to marginalizacja prezydenta. Przestaje on być języczkiem u wagi w jakiejkolwiek sprawie.

W tym kontekście należy też czytać niektóre inne zachowania Komorowskiego. Na przykład jego niechęć do pójścia na rękę dawnym kolegom z Platformy w zniszczeniu obecnej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, czytaj: w eliminacji ludzi lewicy z mediów publicznych. Media powtarzają, że prezydent nie chce robić przykrości swoim przyjaciołom: Janowi Dworakowi i Krzysztofowi Luftowi. Ale czy rzeczywiście o to tylko chodzi? Komorowski zawsze uchodził za człowieka bliskiego liderom SLD. Koalicja jego dawnej partii z postkomunistami to dla niego szansa występowania w roli mediatora i patrona rozmaitych personalnych układów. Dlatego utrzymanie wpływów w TVP i Polskim Radiu przez ekipę Czarzastego nie musi mu nie być na rękę.

Już więc jesteśmy na tropie utajonych motywów prezydenta, ale widzimy, że coś się nie zgadza. Cała opozycja, także ta „konstruktywna", lewicowa, narzeka jednocześnie na termin wyborów. 9 października, to przecież  oznacza bardzo krótką kampanię. Wszystko co ma ją skrócić i zredukować,  służy Platformie, która zamierza przykryć jej przebieg gęstym programem międzynarodowych spotkań, szczytów i forów. Jedyną szansą opozycji jest wrzucenie paru konkurujących z tym scenariuszem tematów. Ale na to trzeba czasu.

Możliwe więc, że i w sprawie kampanii i Krajowej Rady Komorowski nie jest tak autonomiczny jak się wydaje. Możliwe więc, że jedynie ratuje swoją partię od kompromitacji, a jednocześnie zamierza dalej jej pomagać. A może nie jest konsekwentny? A może zmieni tę datę proszony przez opozycję, zwłaszcza tę lewicową, i utwierdzi swoją markę prezydenta „ponadpartyjnego". To byłaby finezyjna gra. Za finezyjna dla obecnego lokatora prezydenckiego pałacu?

A może, to jeszcze jedna ewentualność, wciąż targuje się z Tuskiem? Stąd nieformalne podanie tej daty i oczekiwanie na odzew – najpewniej nieoficjalny.  Kłopot w tym, że po wyborach, jeśli Platforma zdominuje scenę, prezydent nie będzie już miał za wielu atutów. A co innego miałby wytargować teraz? Trudno zgadnąć, ale obserwujmy uważnie relacje między małym i dużym pałacem.

Nota bene, pojawia się jeszcze jedno, w sumie zabawne pytanie. Oto skoro zagrożony jest  przez Trybunał dwudniowy tryb wyborów, co się stanie z, też zaskarżonym, nowym systemem wyborów do Senatu – w okręgach mniejszych, za to jednomandatowych? Może i one są skazane na unieważnienie, a Komorowski o tym wie? Całkiem możliwe więc, że prezydent po prostu ogłosi wybory według starych zasad, co znowu będzie ciosem dla PO, która zaczęła już dobierać kandydatów do nowego systemu okręgów i miała nadzieję na szczelne zdominowanie wyższej izby. Przy systemie wyboru kilku senatorów w dużym okręgu jest to cokolwiek trudniejsze.

Będzie się jeszcze działo...

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych