Ojciec Tadeusz Rydzyk powiedział w Brukseli rzeczy kuriozalne. Trudno bronić opinii, że od 1939 roku rządzą nami nie-Polacy ( PiS również?) a Polska to kraj totalitarny.  Jednak reakcja Radosława Sikorskiego, który coraz bardziej zasługuje na miano kieszonkowego Talleyranda, jest żałosna i ma znamiona kneblowania ust krytykom rządu.

O. Rydzyk od wielu lat prezentuje poziom wypowiedzi, który jest mi bardzo daleki. Cenię za wiele rzeczy Radio Maryja jednak trudno mi zgodzić się z wieloma wypowiedziami politycznymi, które padają na antenie tego radia. Wystąpienie o. Rydzyka w Brukseli dotyczyło prywatnych interesów redemptorysty i możliwe, że ma on prawo czuć się dyskryminowany jako biznesmen w Polsce.

Ma on również prawo do emocjonalnej reakcji. Jednak porównywanie naszego kraju do komunistycznego czy nazistowskiego reżimu ( jak tak rozumiem totalitaryzm) jest niepoważną egzaltacją i kompromituje nie tylko o. Rydzyka, który okopany w swoim żelaznym „elektoracie" może sobie gwizdać na opinie swoich  oponentów, ale odbija się rykoszetem na innych ludzi kościoła, którzy znów są zmuszeni dystansować się od Radia Maryja, albo tłumaczyć się za nie. Zgadzam się więc z Piotrem Zarembą, który napisał w „Rz", że:  „porównania go ( o. Rydzyka- przyp. Ł.A)  do księdza Popiełuszki, które pojawiły się w związanych z Radiem Maryja mediach, brzmią jak mimowolne bluźnierstwo. A fakt, że oglądamy jednego z najbardziej znanych polskich kapłanów trochę jako zaradnego biznesmena, a trochę jako polityka, naszemu Kościołowi z pewnością nie służy." Jednak najbardziej te słowa zaszkodziły PiS-owi, który broni w ślepy sposób słów kapłana. Nie można nie zgodzić się  tym razem z triumfującą „Gazetą Wyborczą"  (nie umiejącą nawet powstrzymać radości ze słów redemptorysty), która postawiła tezę, że PiS strzelił sobie w stopę. W końcu lepszego prezentu dla PO i jej usłużnych  mediów, które mają znów o czym mówić, nikt dać nie mógł.

Jednak nie zmienia to wszystko faktu, że o. Rydzyk miał prawo nazwać nasz kraj totalitarnym. Wolność słowa polega na tym, że każdy powinien mieć prawo stawiać  publicznie najbardziej nonsensowne  i absurdalne tezy. O. Rydzyk jest nie tylko kapłanem i biznesmenem, ale również publicystą znaczących mediów w Polsce. Tym bardziej przysługuje mu prawo do ostrych i skrajnych ocen. Słowa duchownego nie kompromitują Polski za granicą, jak chcą nam wmówić rządzący, bowiem jest wiele innych rzeczy, które powodują obciachowość Polski ( patrz: autostrady, biurokracja, „ochrona" prezydenta, który ginie w katastrofie lotniczej etc.). Na dodatek w Europie naprawdę mało kto wie kim jest o. Rydzyk i mało kogo obchodzą jego opinie.

Natomiast z pewnością  kompromitacją jest skierowanie noty dyplomatycznej do Watykanu przez Radosława Sikorskiego. Skarżenie się na własnego obywatela do władz innego państwa ( i nie ważne, że jest to Watykan) jest albo przejawem wyjątkowej niekompetencji polskich władz, albo miało na celu rozpętanie burzy, która ma przykryć nieudolność rządów PO.   Zaczynam podejrzewać, że chodzi o tę drugą ewentualność. Może w momencie gdy zabrakło Palikota, który był wysyłany do kreowania newsów trzeba było znaleźć nowy sposób na zajęcie czymś żurnalistów? „Czy od tej pory przed wyjazdem na zagraniczne wykłady trzeba się będzie ubiegać o akceptację ich treści w MSZ? Kto będzie decydować, jakie poglądy można wygłaszać, a jakich nie należy? Czy jeśli rząd zostanie skrytykowany przez pisarza, MSZ prześle pismo ze skargą do Pen Clubu?"- pyta przytomnie Michał Szułdrzyński w „Rz".

Nie jest to pierwsza dziwna reakcja polityków PO, którzy systematycznie strzelają sobie w stopę takimi akcjami jak akcja ABW za „antykomora" czy ściganie kibiców za banery z Tolą.

„Nie jest wykluczone, że nota dyplomatyczna MSZ jest częścią szerszej strategii, której celem ma być „uporządkowanie" sytuacji wokół Radia Maryja... Uporządkowanie zaś w tym przypadku znaczy tyle, co uciszenie! Jeśli takie podejrzenia będą się potwierdzać, to tym mocniej musi paść katolickie „non possumus"."-

pisze Tomasz Terlikowski.

Radio Maryja jest solą w oku polityków od wielu lat. Walkę z tymi mediami toczyli politycy od lewa do prawa. Nie można zapominać, że swego czasu również Jarosław Kaczyński ostro się wypowiadał na temat redemptorysty i wszystkich polityków z ZCHN. Trudno również zapomnieć o walce przeciwko oczyszczeniu kościoła z agentów jaką  ramię w ramię z „Gazetą Wyborczą" prowadziło Radio Maryja po ujawnieniu przeszłości abp. Wielgusa. Wówczas wrogami tych mediów byli katoliccy publicyści, którzy domagali się prawdy.  O. Rydzykowi udało się  jednak zbudować alternatywne media i zagospodarować wyśmiewaną przez  michnikowszczynę grupę obywateli za co należą mu się wielkie brawa. Systematycznie budowana potęga mediów o. Rydzka  musi jednak  denerwować „autorytety moralne", które nadal by chciały sprawować rządy nad umysłami Polaków. Zgadzam się więc z Terlikowskim, że trzeba  bronić istnienia tych mediów. Jednak należy również odcinać się, dla dobra kościoła i katolicyzmu, zdecydowanie od kompromitujących wpadek ich szefów.

Politycy PO wciąż wolą straszyć Polaków PiS-em zamiast zaprezentować sensowny program naprawy kraju. Radio Maryja, jako zbrojne ramię „faszystów z pochodniami", jest najlepszym elementem budowania w Polakach irracjonalnego strachu. Ci sami ludzie, którzy dziś rozdzierają szaty z powodu słów o. Rydzka w Brukseli, sami bredzili kilka lat temu o krążącym w Polsce securitate i budowaniu przez Kaczyńskich totalitaryzmu. Ba, dziś przecież gorsze rzeczy niż dyrektor Radia Maryja mówi Stefan Bratkowski. Jednak naprawdę nie trzeba dawać amunicji PO i wchodzić w skórę ich polityków z lat 2005-07 by obnażyć słabość obecnej ekipy.