Czy Jezus powinien być przebadany psychiatrycznie?

Wysyłanie oponentów, którzy nie kochają władzy, na badania psychiatryczne, nasuwa na myśl praktyki sądownicze w Związku Sowieckim. Komentatorzy słusznie przypominają słynne odkrycie psychiatrów radzieckich, czyli tzw. schizofrenię bezobjawową. Trzeba jednak zauważyć, że robienie z oponenta wariata ma znacznie dłuższą tradycję.

W czasach Jezusa sądy – jak wiemy – istniały, ale psychiatrów raczej nie było. Chorych psychicznie nazywano opętanymi przez złego ducha. Co oczywiście nie znaczy, że nie było prawdziwie opętanych. Po prostu nie rozróżniano należycie tych dwóch kwestii. Faryzeusze i uczeni w Piśmie bardzo szybko doszli do wniosku, że Jezus musi być opętany, czyli – wedle dzisiejszych kryteriów – chory psychicznie.

Ówczesny mainstream żydowski, który w Jezusie dostrzegł zagrożenie dla swojej pozycji, puścił pogłoskę, że Nauczyciel z Nazaretu „ma ducha nieczystego" (Mk 3,30). Wielu pogłoskę chwyciło! Dlatego też, kiedy podczas jednego ze sporów Jezus stwierdził: „Przecież nikt z was nie zachowuje Prawa, bo czemuż usiłujecie Mnie zabić?", to tłum odpowiedział: „Jesteś opętany przez złego ducha! Któż usiłuje Cię zabić?" (J 7,19-20). Świetny tekst pokazujący pewien mechanizm, manipulację. Chrystus widzi rzeczywiste intencje władzy i wynikające stąd realne niebezpieczeństwo. Wrogowie i głupcy (vel pożyteczni idioci) udają, że żadnego niebezpieczeństwa nie ma i drwią sobie: Masz jakąś manię prześladowczą. Kto chce cię zabić? Zwariowałeś! Jesteś opętany!

Każda wypowiedź Jezusa jest przekręcana i wykorzystywana do tego, by po raz kolejny wrzasnąć: „Czyż nie słusznie mówimy, że [...] jesteś opętany przez złego ducha?" (J 8,48), „Teraz wiemy, że jesteś opętany" (J 8,52). I cały czas ma miejsce urabianie ludu, czyli opinii publicznej: „On jest opętany przez złego ducha i odchodzi od zmysłów. Czemu Go słuchacie?" (J 10,20). Tak! diagnoza faryzeuszy i uczonych w Piśmie jest jednoznaczna: Jezus „ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy" (Mk 3,22).

Ostatecznie Chrystus został schwytany, osądzony i skazany na śmierć, a wyrok pieczołowicie wykonano. A ci, którzy mówili o Nim, że ma złego ducha, stali niedaleko krzyża i rechotali zadowoleni z siebie, że wykończyli kolejnego frajera. W tzw. nowoczesności Jezus mógłby zostać po prostu uznany za chorego psychicznie i zamknięty w jakimś ściśle strzeżonym szpitalu psychiatrycznym. W dodatku w imię „polityki miłości".

Bo czyż człowiek, który zamiast dogadać się z arcykapłanem oraz mieć dobre kontakty z namiestnikiem rzymskim, „wzbudza niepokoje" wśród ludzi i głosi wywrotową naukę, nie jest chory z nienawiści?