wPolityce.pl: Jak pan ocenia wysłanie przez sąd lidera opozycji na badania psychiatryczne w związku z procesem wytoczonym mu przez jednego z polityków-polemistów?

 

Bronisław Wildstein, pisarz, publicysta "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze": To jest elementarne naruszenie zasad demokracji. Trudno sobie wyobrazić naruszenie bardziej elementarne.

 

Dlaczego?

Jakość demokracji ocenia się po tym jak jest traktowana opozycja. W Polsce mamy nieustanną nagonkę na opozycję. Nagonkę dalece przekraczającą ramy normalnej debaty publicznej. Biorą w tym udział zorganizowane media, zorganizowane środowiska opiniotwórcze, które w ogóle nie zajmują się rozliczaniem władz, natomiast biorą udział w nagonce na opozycję. Łamie się przy tym wszelkie standardy.

Teraz dochodzi kolejny element. Chociaż sądy od dawna traktowały inaczej ludzi opozycji, a inaczej związanych z władzą. To już jest naruszeniem standardów. Teraz jednak przekroczono kolejną granicę. Wysłanie kogoś na badania psychiatryczne to wysłanie opinii publicznej jednoznacznego sygnału, że istnieją jakieś podstawy, jakieś przesłanki do tego żeby podejrzewać o chorobę psychiczną osobę lidera opozycji. To nam coś przypomina.

 

Związek Sowiecki i używanie tam psychiatrii jako narzędzia deprecjacji, poniżania i eliminacji opozycjonistów?

Dokładnie. Przypominam formułę tak zwanej "schizofrenii bezobjawowej", ukutej przez psychiatrów sowieckich, używanej do wsadzania do psychuszek ludzi opozycji.

 

U nas może psychiatrzy w tym haniebnym procederze nie wezmą udziału.

Nie jestem przekonany, że nie znajdą się psychiatrzy, którzy zaczną rozważać czy lider opozycji jest zrównoważony psychicznie czy jednak nie... Mamy do czynienia z łamaniem wszelkich cywilizowanych standardów.

 

To jest szczególnie wulgarne odwołanie się do kodu kulturowego, który człowieka posądzanego o problemy psychiczne wyklucza z poważnej debaty. A już na pewno z wyborów.

Tak. To jest dezawuowanie i poniżanie. Trudno sobie wyobrazić metodę propagandową, która skuteczniej będzie polityka dezawuowała. Będziemy słyszeli: proszę bardzo, niezawisłe sądy zdecydowały, że trzeba go skierować na badanie psychiatryczne. Więc cóż to znaczy? Są pewne przesłanki. A przecież to jest metoda skrajnie wulgarna i nieuczciwa, w tego typu procesach zdarza się to niezwykle rzadko, o ile w ogóle.

 

Sąd jest nadgorliwy czy poszła jakaś iskrówka z obozu władzy?

Sądzę niestety, że środowiska prawnicze, te korporacje, są związane z establishmentem i działają na niekorzyść opozycji. Widzimy to cały czas, widzimy tę nierównowagę i niesymetryczność. Krytycy rządu, nie tylko politycy, są traktowani gorzej. Nie mamy żadnej równości wobec prawa. Widzimy to po procesach jakie choćby możni tego świata, jak Adam Michnik, wytaczają swoim krytykom i w bardzo nawet wątpliwych przypadkach wygrywają.  Uzyskują wyroki skazujące.

 

Nie ma więc dla tej władzy i jej zwolenników żadnych granic?

Nie ma sensu mnożyć epitetów, nie ma sensu rozpędzać się, bo sama rzeczywistość jest wystarczająco oburzająca. To jeszcze nie jest totalitaryzm, ale na pewno jest to wyraźna ułomność i defekt demokracji. To pozbawianie praw opozycji, to objawy poważnej choroby. A jaki będzie finał? Na razie nie wiemy, ale to zmierza w bardzo złym kierunku.