Tajemnica zmiany w PJN. Działacze byli przekonani, że Kluzik-Rostkowska doprowadziła partię do upadku, a teraz rozmawia z Tuskiem

PAP
PAP

Nieoczekiwana zmiana lidera PJN na kongresie poprzedzona była piątkowym zebraniem klubu parlamentarnego tego ugrupowania. Przewodnicząca Joanna Kluzik-Rostkowska usłyszała tam trochę cierpkich słów.  Ale przede wszystkim zdenerwowała kolegów konkluzją, że sama już nie wierzy w sukces. Wieczorem  przekonano ją więc żeby w takim razie nie kandydowała.

Z jednej strony obwiniano ją o słabe wyniki. Z drugiej podejrzewano cały czas o zamiar startu z list PO, choć kilka razy deklarowała, że tego nie zrobi. Usilnie kolportowano plotkę, że ona sama lub ktoś w jej imieniu spotykał się z Donaldem Tuskiem.

- Mieliśmy już dość sytuacji, gdy PJN był traktowany jako sympatyczny nieboszczyk, a przewodnicząca zajmowała się w TVN 24 kącikiem porad życiowych dla Jarosława Kaczyńskiego – mówi portalowi Polityce.pl poseł PJN.

Ten sam poseł zwraca uwagę na emocjonalne reakcje liderów innych partii na wieść o kandydowaniu Pawła Kowala na lidera w porannej audycji w Trójce. – Możliwe, że wracamy do gry.

Nie będzie to łatwe, wyniki są w tej chwili bardzo słabe, a czasu na odrobienie strat niewiele. Z pewnością za to zmiana lidera oznacza zmianę politycznego kursu. Jan Filip  Libicki, konserwatysta, ale kierujący się przede wszystkim silnymi urazami wobec PiS, zdążył już ogłosić na swoim blogu, że to wstęp do likwidacji PJN i powrotu do PiS.

To jednak scenariusz nierealny. I dlatego, że Kowal odczuwa głęboki żal do Kaczyńskiego o ostre, choć prywatne wypowiedzi na jego temat (tyle że w przeciwieństwie do kolegów nie opowiada o tym publicznie). I również dlatego, że nie ma już na to nawet czasu. PiS nawet gdyby chciał, nie przyjmie tylu „zdrajców" na listy – pierwsze miejsca są już w dużej mierze rozdysponowane. Więc to tylko wyraz spiskowego myślenia Libickiego.

Prawdą jest natomiast, że na kongresie odbył się mały spór o język i linię partii. Kluzik-Rostkowska broniła swojej polityki ostrzegania Polaków przed Kaczyńskim. Kowal nawoływał z kolei do równego dystansu wobec PiS i PO. Oznacza to w praktyce porzucenie permanentnej „antykaczyńskiej" propagandy, jaką podsunął PJN w ostatnich miesiącach Michał Kamiński.

Miejsce osoby o de facto lewicowych poglądach zajmuje na stanowisku przewodniczącego rzeczywisty konserwatysta, który bywał krytyczny wobec linii PiS z pozycji prawicowych, katolickich. To zapewne oznacza sojusz wyborczy PJN z Markiem Jurkiem i jego Prawicą RP, a być może i innymi grupami politycznymi typu UPR.

Kowal dogadał się za to w samej partii z Pawłem Poncyljuszem, Elżbietą Jakubiak i Markiem Migalskim – cała trójka ma objąć stanowiska wiceprezesów. Osobisty konflikt między Jakubiak i Kluzik-Rostkowską był także jednym z istotnych powodów permanentnego kryzysu w niewielkim gronie ścisłego kierownictwa PJN. Był on tak mocny, że po ostrym starciu obu pań na klubie przed tygodniem, poseł Jacek Tomczak narzekał, iż to burza kobiecych hormonów burzy partyjną jedność.

Teraz nowy lider ma być lekiem na wewnętrzne waśnie. Pomysł aby zrobić przywódcą właśnie jego, zrodził się tak naprawdę w ostatniej chwili. Po kongresie europoseł miał zamiar lecieć na południe Polski na ślub kolegi. Musiał z tego zrezygnować.

Na uwagę zwraca za to proces wypłukiwania kolejnych twórców PJN. Najpierw wyrzucono skłóconego z Kluzik-Rostkowską Adama Bielana, który grawituje teraz wokół PiS. Potem Michał Kamiński po krótkim okresie dużego wpływu na partyjny język zniechęcił się i ogłosił na łamach „Wprost", że projekt pod nazwą PJN jest właściwie przegrany. Podczas kongresu przebywał w Peru. Ponieważ nadal atakuje Kaczyńskiego, mówi się, że to cena za posadę unijnego ambasadora (podobno w Malezji). Targuje się o nią podobno z Radosławem Sikorskim, którego kiedyś jako polityk PiS szczególnie ostro atakował.
Manifestacyjna nieobecność na kongresie Libickiego oznacza, że i on dystansuje się od nowej linii. Zapowiedział, że odejdzie z partii, jeśli „odejdzie Joanna". Ona z kolei na razie pozostaje nawet szefem klubu PJN, ale od nowej linii się dystansuje. Jej koledzy są przekonani, że zniechęcona do projektu jeszcze przed wyborami może przejść na listy PO lub do kancelarii prezydenta Komorowskiego.

Generalnie pomysł centroprawicowej partii „pokoleniowej" – trzydziesto- czterdziestolatków zakończył się fiaskiem. Pozostaje otwartym pytanie na ile stało się tak na skutek wad i błędów tych konkretnych polityków, a na ile z powodu braku miejsca na tego rodzaju emocje. Choć oczywiście możliwe, że cieszący się powszechnym szacunkiem, rozważny Kowal nada temu środowisku nowy impet i zapewni mu drugie życie. Pytanie jednak, czy będzie to gra o przekroczenie bariery pięcioprocentowej, czy o śmierć z honorem.

Po przekroczeniu 3 procent zyskuje się już finansowanie z budżetu. Ale czy ta dość przypadkowa grupa wytrzymałaby ze sobą przez kolejne cztery lata poza Sejmem – można wątpić.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych