Pobyt Grzegorza Tobiszowskiego w Włodzimierzu Wołyńskim

Ukraińscy archeolodzy z dnia na dzień dokonują odkrycia coraz większej ilości masowych grobów, które  mogą należeć do polskich oficerów, żołnierzy, policjantów i cywilów, ofiar pomordowanych przez NKWD w latach 1940-1941 w sowieckiej katowni na zamku we Włodzimierzu Wołyńskim.

23 maja 2011 roku wraz z innymi parlamentarzystami Prawa i Sprawiedliwości brałem udział w wizycie we Włodzimierzu Wołyńskim (Ukraina). Na tym terenie w 1997 roku ukraińscy archeolodzy dokonali ekshumacji 98 szczątków. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że należały one do Polaków pomordowanych przez sowieckie NKWD. Jak podaje telewizja ILTV, znalezione szczątki, zostały przeniesione na pobliski cmentarz, jednak do dzisiaj nie upamiętniono ich chociażby symboliczną tablicą w języku polskim.

Informacje dotyczące masowych grobów Polaków pomordowanych przez NKWD na przestrzeni lat 1939 – 1941 na tamtejszych terenach zostały przedstawione i nagłośnione już w 2009 roku na łamach „Rzeczpospolitej" i na antenie radia „Lublin". W  zeszłym roku, ukraińscy archeolodzy podczas przeprowadzania badań pozostałości zamku Kazimierza Wielkiego we Włodzimierzu Wołyńskim,  po raz kolejny natrafili na przestrzelone czaszki, ludzkie szkielety, leżące chaotycznie, świadczące o masowym rzucaniu zwłok do rowów. Jak powiedział Sergiusz Panyszko, zastępca dyrektora Wołyńskich Starożytności - filii przedsiębiorstwa państwowego Ochronnej Służby Archeologicznej należącego do Instytutu Archeologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, dzięki badaniu radarem geodezyjnym ustalono, że w całej wschodniej części współczesnego grodziska można znaleźć wiele jam z ludzkimi zwłokami - ich liczba może sięgać nawet 1000 osób. Ukraińscy archeolodzy z dnia na dzień dokonują odkrycia coraz większej ilości masowych grobów, które  mogą należeć do polskich oficerów, żołnierzy, policjantów i cywilów, ofiar pomordowanych przez NKWD w latach 1940-1941 w sowieckiej katowni na zamku we Włodzimierzu Wołyńskim. Dobitnym tego świadectwem jest chociażby odnaleziona przedwojenna odznaka policyjna o numerze 1441/II, która pozwoliła zidentyfikować jedną z ofiar. Jest nią Józef Kuligowski, policjant z Łodzi. Jego nazwisko znajdowało się na liście dyspozycyjnej do Ostaszkowa. Oznacza to, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż wśród ofiar mordu we Włodzimierzu Wołyńskim znajdują się osoby z Listy Katyńskiej.

W związku z dużą ilością prac archeologicznych przeprowadzanych przez stronę ukraińską, niezbędne jest i będzie wsparcie finansowe. Koszty prac archeologicznych szacuje się na kwotę 430 tys. hrywien (150 tys. zł). Nie jest to więc wygórowana kwota. Stąd razem z posłami Jarosławem Stawiarskim i Dariuszem Seligą zwróciłem się do Premiera Donalda Tuska z interwencją o możliwość wsparcia finansowego prac prowadzonych przez ukraińskich archeologów we Włodzimierzu Wołyńskim oraz o upamiętnienia przez władze polskie obywateli II RP, zamordowanych przez sowieckie NKWD w latach 1939-1941.

Należy dodać i zaznaczyć, iż władze Ukrainy są przychylne przedsięwzięciu związanemu z pracami we Włodzimierzu Wołyńskim. Mam głęboką nadzieję, że wrażliwość w tej kwestii wykażą również przedstawiciele polskiego rządu. Żywię przekonanie, że nasza wizyta, której efektem jest interwencja do pana premiera Donalda Tuska o wsparcie środkami finansowymi, które są niezbędne do zbadania masowych grobów, przyniesie oczekiwane efekty. Mam także nadzieję, że instytucje polskiego rządu zaangażują się również organizacyjnie w wsparcie badań.