"Przekrój" wraca do Krakowa. "Od wielu lat "Przekrój" oddalał się jednak od swego niepowtarzalnego stylu"

Jeśliby spytać starszych czytelników polskich czasopism, które z nich było przed laty najbardziej kojarzone z Krakowem, to możliwe są tylko dwie odpowiedzi: ""Przekrój" i "Tygodnik Powszechny".

Oba posiadały wprawdzie (i nadal posiadają) ambicje ogólnopolskie, ale ten drugi tytuł miał zdecydowanie mniej krakowski charakter; traktowano go jako jedyne legalnie ukazujące się opozycyjne pismo od Łaby do Władywostoku. "Przekrój" charakteryzował się natomiast specyficznym, podwawelskim klimatem, chociaż stanowił - zwłaszcza w latach 50. i 60. - swoiste okno na Zachód, głównie dzięki publikowaniu przekładów najbardziej znanych twórców światowej literatury. Nic więc dziwnego, że zaczytywała się nim nie tylko polska inteligencja - wielu obywateli Związku Sowieckiego specjalnie uczyło się naszego trudnego języka, aby móc napawać się pięknem regularnie obecnej na jego łamach prozy Franza Kafki, Alberta Camusa, Cuzio Malapartego, czy rysunków Topora.

Od wielu lat "Przekrój" oddalał się jednak od swego niepowtarzalnego stylu, co uwidoczniło się zwłaszcza po wyprowadzce redakcji do Warszawy.

- Jak można robić typowo krakowskie pismo w stolicy? - załamywali ręce "przekrojowi" weterani z Ludwikiem Jerzym Kernem, Leszkiem Mazanem i Mieczysławem Czumą (długoletnim redaktorem naczelnym), a wtórowało im malejące z tygodnia na tydzień grono czytelników.

Ostatnio odżyły nadzieje na przynajmniej częściowy powrót "Przekroju" do dawnej sławy. Jego nowy właściciel zdecydował bowiem o powrocie tygodnika do Krakowa. Powodów, które Grzegorz Hajdarowicz wymienia na poparcie swej decyzji jest kilka: rodowód pisma, względy finansowe, pochodzenie i zakorzenienie właściciela - mojego byłego podwładnego ze szczepu ZHP "Żurawie", aktywnego działacza Konfederacji Polski Niepodległej pod Wawelem, radnego miejskiego z ramienia tej partii w pierwszej kadencji odrodzonego samorządu, biznesmena o wielkim rozmachu, współproducenta filmów tak znanych reżyserów jak Peter Greenaway.

Obsługa prawna, finansowa i kadrowa "Przekroju" od dawna mieści się już na krakowskim Zabłociu, gdzie ulokowano też internetową redakcję pisma. Teraz dołączy do niej studio graficzne i sekretariat redakcji; w Warszawie pozostanie tylko dział reklamy, bo tam tygodnik posiada najwięcej klientów.

Czy powrót do Krakowa wzmocni bardzo obecnie słabą kondycję pisma na rynku tygodników opinii? Hajdarowicz jest optymistą i coraz mocniej stawia na internetową wersję "Przekroju". Stara się także reaktywować dawne rubryki, jak choćby słynną ostatnią kolumnę pt. "Różności", gdzie zamieszczane były m.in. rysunki Zbigniewa Lengrena o profesorze Filutku, życiowe mądrości Falczaka i Falczakowej, wiersze Kerna, humor zeszytów szkolnych, geometryczne obrazki Adama Macedońskiego (skądinąd współtwórcy Instytutu Katyńskiego w Polsce, bardzo prześladowanego przez peerelowską Służbę Bezpieczeństwa, a mimo to pracującego dla pisma).

Czy "Przekrój" ma szanse powrócić nie tylko do swego gniazda, ale także do niegdysiejszej świetności? Zdania prasoznawców i socjologów na ten temat są podzielone, ale ostatecznego wyboru dokonają czytelnicy. Jako krakowianinowi nie wypada mi nie życzyć temu pismu choć częściowego odzyskania dobrej sławy sprzed kilkudziesięciu lat.

Zgodnie z planami "Przekrój" zacznie na nowo działać w Krakowie na przełomie czerwca i lipca br.

 

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...