Rz: Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie znieważenia Lecha Kaczyńskiego przez Janusza Palikota słowami „uważam prezydenta za chama". Sąd zgodził się z jej decyzją. I sąd, i prokuratura, powoływały się na pana opinię jako biegłego językoznawcy. Co pan im takiego napisał?

Jerzy Bralczyk: Że z całą pewnością wypowiedź posła Palikota jest obraźliwa. Natomiast nie jest zniewagą.

Jaka to różnica?

Zniewaga dokonuje uszczerbku na honorze tego, do kogo się ją kieruje. A formę wypowiedzi Palikota oraz użyte słowo trudno za takie uznać. On nie powiedział wprost: „prezydent to cham", tylko: „uważam go za chama". Miało to więc charakter sprawozdania Palikota z jego własnego sądu. Słowo „cham" oznacza tylko, że ktoś zachowuje się po chamsku. Czy mogę ocenić czyjeś postępowanie jako chamskie? Mogę, to go nie znieważa.

A wypowiedź Palikota o posłance PiS Grażynie Gęsickiej, że się sprostytuowała?

Podobna sytuacja. Słowo „prostytuować się" bywało używane już w XIX wieku w sensie przenośnym. Znaczyło nie tylko „być, stać się prostytutką", lecz w powszechnie przyjętym znaczeniu: „pozbawiać się części swej godności dla korzyści materialnych". Np. gdy prokurator dla korzyści przymykał oko na niegodziwe czyny.

Ta metafora użyta wobec kobiety ma chyba bardziej znieważający wydźwięk niż wobec mężczyzny?

Pewno tak. Proszę zrozumieć: jestem wielkim przeciwnikiem języka, którego używa Palikot. Bardzo mi się nie podoba. Tylko uważam, że nie powinniśmy tego osądu przesuwać na płaszczyznę karną. Nie jest to coś, za co Palikot może ponosić odpowiedzialność karną i dba, by tak było.

Prof. Jerzy Bralczyk w rozmowie z "Rzeczpospolitą", 20 lutego 2008 roku

"Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki i zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie."

Janusz Palikot, 6 czerwca 2010 r.