Teresa Kaczorowska

Sarbiewski nie spoczywa już bezimiennie

Najważniejszym akcentem siódmych z kolei Międzynarodowych Dni ks. jezuity Macieja Kazimierza Sarbiewskiego było odsłonięcie „sarmackiemu Horacemu" tablicy na starych Powązkach w Warszawie. Dzięki temu „polski Horacy" nie spoczywa już bezimiennie.

O tym, że wybitny poeta epoki baroku Maciej Kazimierz Sarbiewski(1595-1640) nie ma grobu, ani nawet tablicy - mimo, iż jego popiersie stoi w panteonie największych Polaków na Zamku Królewskim w Warszawie, w Sali Rycerskiej -  i na Powązkach chodzi się po jego szczątkach, miłośnicy „polskiego Horacego" utwierdzili się przed rokiem, podczas wyprawy do Warszawy, kiedy postanowili poznać w stolicy ślady po poecie z Sarbiewa. Dzięki pasji i wiedzy współpracującego z Academią Europaea Sarbieviana Stefana Świetliczko (varsavianisty, miłośnika historii) wiadomo już, że Poeta Laureatus miał trzy pogrzeby. Najpierw został pochowany w podziemiach kościoła oo. jezuitów przy ul. Świętojańskiej w Warszawie, obok  archikatedry św. Jana, gdzie spoczywał przez prawie 200 lat. Szczątki jego nie zaznały jednak spokoju. Trumna  poety z Sarbiewa była szabrowana podczas potopu szwedzkiego, naruszana w czasie wojny północnej, Insurekcji Kościuszkowskiej, okupacji pruskiej, czy przez wojska Napoleona. Dziś w podziemiach jezuickiej świątyni nie ma śladu po słynnym pięknym nagrobku M.K. Sarbiewskiego, wyrzeźbionym przez Jana Kryńskiego. Dawną obecność szczątków barokowego poety upamiętnia tylko replika jego popiersia z Zamku Królewskiego.

Po kasacie  zakonu jezuitów w 1773 r., świątynia przy ul. Świętojańskiej stała się kościołem szkolnym, podległym Komisji Edukacji Narodowej. W 1834 r. przejęli ją, mocno zniszczoną, oo. pijarzy, którzy podczas porządkowania grobów znaleźli  trumnę ze szczątkami. Rozpoznali je po mało czytelnym napisie „Po...Laur...S". Z szacunku dla „sarmackiego Horacego" i jego dzieł, które wykładali w szkołach, przenieśli szczątki Sarbiewskiego ok. 1834 r. do  swojego kościoła pw. św. Pryma i Felicjana na ul. Długą (dziś katedrę Wojska Polskiego). Jednak kilka miesięcy później, po upadku powstania listopadowego, na rozkaz władz carskich, zwłoki zakonników przeniesiono potajemnie na cmentarz Powązkowski. „Polski Horacy" spoczywał tam w zbiorowej mogile z oo. pijarami – w odległości ok. sześciu metrów od ściany kościoła św. Boromeusza - aż do II wojny światowej. Niestety, mogiłę naruszoną przez hitlerowskie bombardowania, zlikwidowano w Polsce Ludowej.

Od tamtej pory depcze się po bezimiennych szczątkach ks. Sarbiewskiego i oo. pijarów – w tym wielu zasłużonych, jak choćby reformatora szkolnictwa ks. Stanisława Konarskiego – pod osłoną wyłożonej biało-szarą kostką alei cmentarnej. Tylko na ścianie kościoła św. Boromeusza, w latach władzy Gomułki, zamontowano tablicę informującą o skrytym pochówku, z nazwiskami kilku znanych osób, m.in. ks. Stanisława Konarskiego, czy ks. Tadeusza Wagi. Nie ma na niej jednak uwieńczonego przez papieża Urbana VIII poety, jezuity ks. M.K. Sarbiewskiego. Dlatego istniejąca od pięciu lat Academia Europaea Sarbieviana wzięła na siebie obowiązek upamiętnienia sławnego rodaka osobną tablicą.

Po roku przygotowań, w niedzielę, 8 maja 2011 roku,  po uroczystej mszy św. w kościele św. Boromeusza poświęconej M.K. Sarbiewskiemu (homilię wygłosił o. jezuita ks. jezuita dr. Krzysztof Dorosz), na murach zabytkowej świątyni w najstarszej części warszawskich Powązek została odsłonięta tablica z czarnego granitu. Wykonana w jego rodzinnej miejscowości, pod pieczą proboszcza ks. Witolda Godlesia z Sarbiewa. Była to historyczna i bardzo wzruszająca chwila, bo „sarmacki Horacy" nie będzie już spoczywać bezimiennie. Uczestniczyli w niej liczni duchowni, na czele z prowincjałem jezuitów oraz setki warszawiaków. Oczywiście nie zabrakło rodaków z ziemi rodzinnej Sarbiewskiego i wielu członków Akademii Europaea Sarbieviana, z Zarządem na czele, której to dziełem jest historyczna tablica, ważna dla pamięci i kultury narodowej.