Naziści nawołują do przemocy. Krew na rekach prawicy. Przyzwolenie na nazizm. Nożownicy, polityka, przyzwoitość...

To tytuły artykułów znanych dziennikarzy i publicystów piszących o PiS. W 2006 roku.

Mimo, że od napisania tych artykułów minęło już pięć lat, a niektóre redakcje publikujące je przestały już istnieć, to określenia przypisywane politykom PiS, argumentacja i kompletny brak związku między tymi opiniami a rzeczywistością wcale się nie zmieniły.

W 2005 r. pretekstem do rozpętania „antyfaszystowskiej" krucjaty był napad na warszawskiego anarchistę Macieja D. pseudonim „Doktor". Pewnego wieczoru ten ok. 30-letni mężczyzna, po wyjściu z osiedlowego sklepu na warszawskiej ulicy Tamka został napadnięty i ugodzony nożem. Świadkowie zeznali, że napastnik krzyczał do swej ofiary, nazywając go m.in. „lewakiem". Ranny mężczyzna z licznymi obrażeniami trafił do szpitala. Wszystko wskazywało na to, że napad nie miał charakteru rabunkowego, pokrzywdzonemu nic bowiem nie zabrano.

Medialna histeria, której ton nadawała jak zwykle „Gazeta Wyborcza" alarmowała, że rząd PiS jest odpowiedzialny za odradzający się w Polsce nazizm, że Jarosław Kaczyński daje przykład nietolerancji inspirując mimowolnie napady na inaczej myślących itp. Nieistniejąca już „Trybuna" grzmiała o „krwi na rękach prawicy" i o atmosferze bezkarności dla faszyzmu i nazizmu. Politycy SLD i Platformy Obywatelskiej prześcigali się w atakach na PiS, niektórzy odwiedzali poszkodowanego w szpitalu, nawet podejrzewany o dużą dawkę rozsądku Jan M. Rokita płomiennie wzywał, że „dziś miejsce każdego uczciwego Polaka jest przy szpitalnym łóżku ranionego nożem anarchisty Maćka".

Apogeum tej szopki była całkiem nieśmieszna rezolucja Parlamentu Europejskiego potępiająca przypadki rasizmu, faszyzmu i nietolerancji w Polsce. Za jej przyjęciem głosowali bodaj wszyscy euro deputowani z SLD i PO...

Obarczanie PiS winą za odradzanie faszyzmu i atak na warszawskiego anarchistę wynikało m.in. z faktu istnienia strony internetowej „Red Watch". Strona utworzona przez przyznającą się do nazizmu międzynarodową organizację „Blood&Honour" i jej polskich współpracowników publikowała zdjęcia działaczy ruchów i stowarzyszeń antyfaszystowskich, pacyfistycznych, proaborcyjnych i obrony praw homoseksualistów. Było tam także zdjęcie zaatakowanego Macieja D.

Oczywiście związek między bezspornie nagannymi treściami publikowanymi na stronie „Red Watch" a działalnością PiS i Rządu RP był żaden. Nie było to jednak ważne, liczył się efekt propagandowy i polityczny, nawet za cenę ośmieszenia i poniżenia własnego kraju za granicą. SLD i PO, wspierane przez Gazetę Wyborczą i inne, mainstreamowe oraz niszowe media o sympatiach lewicowych, a czasem wręcz komunizujących, atakowały PiS jako faszystów.

Tymczasem strona „Red Watch" była umieszczona na amerykańskim serwerze i zlikwidowanie jej nie leżało w gestii polskich władz. Ten fakt nie przeszkadzał jednak rodzimym antyfaszystom w etykietowaniu PiS jako partii „przyzwolenia na faszyzm".

Antyfaszystowska kampania ucichła nagle w sierpniu 2006 r. Tego dnia szef MSWiA Ludwik Dorn oraz Komendant Główny Policji gen. Marek Bieńkowski poinformowali o zatrzymaniu sprawcy napadu na młodego anarchistę. Okazało się, że aresztowany Marek B. nie tylko nie ma żadnych związków z ruchem faszystowskim ale jest wręcz rodzinnie i towarzysko związany ze środowiskami lewicującymi.  Przyznając się do napadu na Macieja D. zeznał, że była to zemsta. Rok wcześniej Maciej D. odbił mu bowiem dziewczynę a po jednym z koncertów pobił podczas kłótni o nią.

Fakty okazały się więc wyjątkowo niewygodne dla tych polityków i dziennikarzy, którzy próbowali na porachunkach dwóch łobuzów zbić kapitał polityczny i dołożyć nielubianej partii. Mimo wielotygodniowej medialnej kampanii na temat pobicia Macieja D. i rzekomej tolerancji PiS dla istnienia faszystowskiej strony „Red Watch", w większości mediów informacja o ujęciu sprawcy pobicia ukazała się w  formie kilkuzdaniowego komunikatu na dalszych stronach redakcyjnych.

Dziś, te same oskarżenia „o budowanie faszystowskiej formacji politycznej przez PiS" stawiają w zasadzie te same środowiska co w 2006r. Szczególnie mocno zabrzmiał niedawny list Stefana Bratkowskiego.

Może więc dla uczciwego dyskursu należy przypomnieć, że sprawca pobicia anarchisty Macieja D. w 2006 r. nazywał się Marek Bratkowski. Z rodziny publicysty Newsweeka Piotra Bratkowskiego i autora słynnego ostatnio listu Stefana Bratkowskiego...
A strona „Red Watch" nadal działa, z  czego wynika, że koalicja PO/PSL toleruje faszyzm, nazizm, rasizm, ksenofobię i nietolerancję. Czy Przewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Jerzy Buzek i euro parlamentarzyści SLD i PO planują jakąś rezolucję?

Dla sprawdzenia

http://www.mswia.gov.pl/portal/pl/2/4102/Zatrzymanie_sprawcy_napadu_na_anarchiste_Macieja_D.html