Niespodziewane przejście Bartosza Arłukowicza z SLD do rządu komentuje na łamach "Rzeczpospolitej" Rafał Ziemkiewicz. I przywołuje określenie bardzo modne choćby w okresie taśm Beger i TVN, dziś nieco zapomniane: "korupcja polityczna":
Kilka lat temu wylansowano określenie "korupcja polityczna". Dziś należałoby je zdefiniować w duchu popularnej niegdyś powieści Sienkiewicza: korupcja polityczna być wtedy, gdy Kalemu ktoś podkupywać posłów, oferując im wysokie stanowiska. Natomiast gdy Kali podkupywać popularnych działaczy innym, to nie być.
Odnosząc się do stwierdzania Arłukowicza, że przeszedł do rządu by zatrzymać Jarosława Kaczyńskiego, Ziemkiewicz stwierdza, iż ten straszak "nie od dzisiaj pozwala politykom zbliżonym do władzy usprawiedliwić wszystko""
Zapewne pozwoli i Arłukowiczowi wykręcić się w oczach wyborców ze sprzeczności między tym, co do wczoraj mówił o partii rządzącej, a tym, co potem zrobił. Niestety, pozwoli też łatwo przykryć fakt, iż ministerialne stanowisko, którym obdarzono nowy nabytek Platformy, nie ma żadnego praktycznego znaczenia i nie służy niczemu innemu niż właśnie skorumpowaniu tego, dla kogo zostało ad hoc utworzone.
Zdaniem publicysty, "transfer Arłukowicza wydaje się swego rodzaju próbą":
(...) teraz stratedzy PO uważnie wczytują się w sondaże. Jeśli reakcje będą zachęcające, możemy się spodziewać całej serii podobnych "przejęć".
Ciekawa jest opinia Ziemkiewicza nt. dalekosiężnych skutków stosowania metody przejmowania poszczególnych polityków:
Nie wiem, jak przyszli historycy postawią cezurę pomiędzy próbą funkcjonowania w systemie analogicznym do powojennych Włoch, gdzie porozumienie kilku "cywilizowanych" sił trwale zamykało drogę do władzy dysponującym twardym, blisko 30-procentowym elektoratem komunistom, ale jednak pozostawiało wyborcom pewien demokratyczny wybór w ramach owej "koncesjonowanej" przez zachodnich sojuszników części sceny politycznej – a powrotem, de facto, do (...) sytuacji schyłkowej PRL.
Czyli sytuacji, którą publicysta opisuje następująco:
(...) z jednej strony istnieje bezideowa partia władzy, która "musi" rządzić jako gwarant ustroju i sojuszy, i "stronnictwa sojusznicze" jedynie dopuszczone do współudziału w kontrolowaniu praktycznie wszystkiego, ale nieaspirujące do przejęcia władzy – oraz opozycja antysystemowa, kwestionująca cały ład i odrzucana jako zagrożenie dla stabilności państwa. W takim układzie lider obozu władzy nie może być zmieniony, bo jakiekolwiek zmiany groziłyby załamaniem systemu; ale i lider opozycji jest zabezpieczony przed konkurencją, (...)
Ziemkiewicz ocenia, że jeżeli przejęcie Arłukowicza okaże się sukcesem, to "niemożliwe dokonanie jakiejkolwiek zmiany w sposób pokojowy".
Nie krzyżyk na wyborczej kartce będzie decydował, ale pałacowe intrygi i ukryte negocjacje. Jak w nieodległej Rosji, gdzie władza nigdy się nie zmieniła wskutek wyborów, tylko pomiędzy nimi.
Publicysta dopowiada, że wyborca zostaje w ten sposób pozbawiony kontroli nad sytuacją.
Można dodać - to tylko jedna z metod, bo przecież Unii Wolności dawno nie ma, ale ludzie wolności rządzą i w Kancelarii Prezydenta, i w TVP.
Skaj
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/113450-ziemkiewicz-o-dalekosieznych-skutkach-transferyzmu-nie-krzyzyk-na-wyborczej-kartce-bedzie-decydowal-ale-palacowe-intrygi
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.