"Czy ja dobrze, wsłuchując się w pana słowa, wyczytuję?". Tak Lis gaworzył przyjaźnie z Tuskiem. Dziennikarstwo lukrowane

Tomasz Lis: "Ale w sobotę było pięknie". Fot. wPolityce.pl
Tomasz Lis: "Ale w sobotę było pięknie". Fot. wPolityce.pl

Poniżej spisane pierwsze kilkanaście minut przyjacielskiej konwersacji Tomasza Lisa z Donaldem Tuskiem, z poniedziałkowej audycji w TVP 2. Mamy dla Czytelników trudne zadanie - prosimy o znalezienie jednego trudnego pytania, jednego konkretnego pytania, jednego nieprzyjemnego pytania. Nie tylko o Smoleńsk, drożyznę, bezrobocie młodych, emigrację, ceny jabłek, jajek, politykę zagraniczną, upokarzanie Polski przez Rosjan, uderzeniu w polską mniejszość na Litwie... O cokolwiek.

Tomasz Lis: Najpierw pytanie, które zasługuje na odpowiedź. Cała kampania będzie odpowiedzią na to pytanie. Gdyby pan miał najkrócej, w paru zdaniach, dlaczego ludzie powinni znowu głosować na Platformę i na pana?

Pan premier odpowiada, że ma przekonanie, że chce dla Polski dobrze.

Tomasz Lis jest zasłuchany.

Tomasz Lis: Pan powiedział w wywiadzie dla „Polityki", dwa miesiące temu: "wiem co chcę zrobić, wiem jak to chcę zrobić".Ja mam wrażenie, że bardzo wielu Polaków, nawet tych, którzy głosowali na Pana, nie wie co chce pan zrobić.

Premier odpowiada, że każdy ma prawo do swojej oceny. A większość Polaków ma wyrobione zdanie. Tomasz Lis dociska władzę:

To tak naprawdę było pytanie co pan chce zrobić.

Pan premier celnie zauważa, ze red. Lis mógł od razu zadać to odważne pytanie, bo on, premier, jest prostym i otwartym człowiekiem. Lis nabiera śmiałości:

Tomasz Lis: Przeciętny wyborca, tak jak ja tu sobie, siedzi i myśli – chcę na Tuska głosować, nie chcę, ale niech on mi powie: Chcę tego, tego, tego.

Pan premier mówi „OK" i stwierdza, że cele od czasów kampanii 2007 roku się nieco zmieniły, ale jest lepiej niż kiedykolwiek. Pan premier jest też pod wrażeniem tego co udało mu się, w  różnych obszarach, cztery te prawie cztery lata zrobić. Redaktor Lis też najwyraźniej jest pod wrażeniem. Pan premier wyraża przekonanie, że jesteśmy na najlepszej drodze do bycia „autentycznym liderem Europy". Podkreśla, że ta szansa jest coraz bliższa.

Tomasz Lis: Z całą pewnością jest, wydaje się, że jest, tylko chciałbym żeby pan premier, konkretny człowiek, żebyśmy zeszli pięterko niżej, na poziom konkretu. A tak konkretnie – chcemy głosować nie na cud, nie żebyśmy gonili, tylko dlatego, że premier, który jest premierem od trzech i pół roku, zrobi to, to i to.

Pan premier, tak ciężko dociskany, zgadza się jednak podać kilka przykładów. Buduje drogi, stadiony. Zapewnia dostęp do przedszkoli. Tomasz Lis kiwa głową aprobująco. Premier przyznaje, że idąc do pomyślał sobie jak ważne jest dla Polaków, że on tyle zrobił dla Polaków w czasie jego rządów. Ale Tomasz Lis urywa wątek. Chce usłyszeć coś innego - trzeba w końcu kiedyś dojść do zestawienia spokojnego Tuska z agresywnym Kaczyńskim. Plan jest planem, robota robotą. Pyta więc, chociaż wcześniej Tusk o tym ani słowa, o ów "spokój". Bo jak wiadomo, jak chcemy, to wyczytamy co chcemy:

Tomasz Lis: Czy ja dobrze, wsłuchując się w pana słowa, wyczytuję, że tak naprawdę tym hasłem na którym pan i Platforma chcecie dojechać do wyborów, to jest spokój i normalność?

Pan premier się zgadza, że spokój jest bezcenny w polityce. Że Tomasz Lis dobrze się wsłuchuje w jego słowa. Pan premier dochodzi do wniosku, że nie jest do końca z siebie zadowolony, ale kilka rzeczy jest bezcennych. „Z otwartą przyłbicą:" (naprawdę tak powiedział) przyznaje, w odpowiedzi na przecież dociekliwe pytanie dziennikarza, że robi wszystko by w Polsce zapewnić spokój. I że Polacy to doceniają.

Tomasz Lis: Uhm. W ostatnim artykule w "Economiście", generalnie bardzo pochlebnym dla pana, jest takie sformułowanie: "Więcej ambicji". To jest rozmowa którą toczę z panem od trzech lat, że to tak zwane ścibolenie jest ważne. Co myśli człowiek, który za chwilę będzie kończył studia i ma 50 procent szans, że znajdzie lub nie pracę. Tu trzeba kopa cywilizacyjnego.

Pan premier mówi, że zgadza się z Tomaszem Lisem. Wspomina swój artykuł z Gazety Wyborczej. Ale zapewnia, nie będzie żadnego skoku, ale będzie więcej - trójskok! Zapewnia, że nie będzie jednak rewolucji. Bo potrzeba ciągłości. Przyznaje, że marzy mu się „działanie permanentne".

Tomasz Lis: Zacytuję pana artykuł z "Gazety Wyborczej:  „młoda generacja stworzy unikalną siłę trzeciej fali nowoczesności, gdy będziemy mieli sprawne działające państwo". Aż się chce zapytać „kiedy". (...)

Pan premier doprecyzowuje, że jest to chyba pytanie o tempo zmian. Filozoficznie zauważa, że "każdy czas miał swój plan, swoje tempo". Z dumą mówi, że ilość zmian przeprowadzonych przez jego rząd, jest imponująca. Ba! Prawie jak rządów Buzka.

Tomasz Lis: Ale ciszej i taniej, chce pan powiedzieć?

Pan premier się zgadza.

Tomasz Lis: Ale za chwilę zacznie się kampania, wyjdzie Jarosław Kaczyński czy Grzegorz Napieralski i powiedzą – jest drożyzna. Pewnie pan nie za wszystko w tym kraju odpowiada, ale trzeba będzie tę piłkę odbić.

Pan premier zadowoloną miną twarzy docenia, że redaktor Lis łączy drożyznę z opozycją, a  nie z drożyzną. Przypomina, że nie za wszystko odpowiada, bo za fatalną pogodę w ten długi weekend np. nie. Ale to zbyt surowa ocena, bo Lis czujnie zauważa:

Tomasz Lis: Ale w sobotę było pięknie.

Pan premier mówi, że każde dziecko w szkole wie, że on nie odpowiada za ceny ropy. Tomasz Lis też wie, bo  nie dopytuje. O ceny jabłek na przykład. Pan premier – liberał - płynnie przechodzi o narzekań na państwowych producentów cukru, którzy wykorzystują ciężką sytuację klienta. No, ale czas przejść do ważnych spraw.  Postraszyć. Plan jest planem.

 

Tomasz Lis: Panie premierze, jak pan słyszy "zdradzeni o świcie", "Tusk zdrajca", "kondominium" to pan myśli "podłość" czy YES, YES, YES bo pan dostaje od Jarosława Kaczyńskiego prezent? (...) Czy te słowa to zagrożenie?

Pan premier mówi, że jak to słyszy to mu przykro. I że marzy o dobrej, spokojnej rozmowie o Polsce... Cóż ma zresztą powiedzieć po tak przyjaznym pytaniu? Ale Tomasz Lis dociska, chce, by pan premier mocniej pociągnął założony w planie wniosek - mamy do wyboru spokojnego Tuska i szaleńczą opozycję:

Tomasz Lis: Jaka jest pana narracja? O współczesnej Polsce?


I tak się to toczyło przez ponad 40 minut. Po opisie sukcesów rządu, przyszły opisy podłości opozycji. I pomyśleć, że tak "przepytuje" premiera rządu człowiek, który wszystkich wokół poucza na czym polega niezależne dziennikarstwo...

 

Dalej nie spisujemy. Sorry, ale są granice...  Tu każdy może to dziełko dziennikarstwa lukrowanego obejrzeć.

wu-ka, źródło: TVP

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...