Rankiem 23 listopada 2008 roku, tuż po ostrzelaniu w Gruzji kolumny śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Bronisław Komorowski, ówczesny Marszałek Sejmu, tak mówił o wydarzeniu:

Jaka wizyta, taki zamach, bo z 30 metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera

 

Dziś, w Dniu Narodowego Święta Konstytucji 3 Maja już prezydent Bronisław Komorowski, długo rozwodził się nad bolesnym brakiem szacunku do politycznego przeciwnika i narodowych symboli. Stwierdził między innymi, nieprzypadkowo używając słowa "anarchia":

Konstytucja 3 Maja miała dźwignąć nasz kraj z upadku, kładła bowiem kres anarchii degenerującej państwo od wewnątrz. Tej anarchii, która czyniła z Polski bezsilne państwo na arenie międzynarodowej (...).

Nowoczesny, oświecony patriotyzm Polski przegrał wtedy batalię o przysżłośc kraju. Ostatnim akcentem były wtedy rozbiory i bardzo długa noc niewoli. W tą noc niewoli jedyną często gwiazdą rozsjaśniająca mroki było wspomnienie utraconej konstytucji majowej. Zawarta w tej konstytucji wizja Rzeczypospolitej, mądrze urządzonej, krzepiła naród. Była najcenniejszym depozytem.

 

Potem prezydent pouczył - pośrednio - część opozycji, co powinna śpiewać w kościołach:

I zanim Polska powróciła w 1918 roku, 3 maja stał się prawdziwie narodowym świętem. Obchodziliśmy ten dzień w zaciszach domowych i w kościołach, bo nie mieliśmy własnego państwa. Dlatego wtedy Polacy śpiewali w kościołach – "ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".

Dzisiaj boli serce, gdy słyszy się te święte dla Polaków słowa, śpiewane przeciwko, przecież wolnej, przecież naszej Polsce. Tym głośniej i radośniej powinnismy śpiewac w dniu dzisiejszym „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie". Właśnie dzisiaj, w dniu narodowego święta, wypada zaapelować: nie czyńmy z naszego narodowego święta, z naszych pieśni i sztandarów, zakładników współczesnych sporów.

 

O bólu, jaki czują ludzie, którym nie pozwala się postawić pomnika, nie pozwala się położyć kwiatów, nie pozwala się dopalić postawionym zniczom prezydent Komorowski nie wspomniał. Zapewne uważa te zachowania władzy za oczywiste atrybuty wolnego i "naszego" kraju.

Z poniższymi słowami wypada się więc zgodzić:

Nikt nie ma Polski na wyłączną własność; nie jest ona własnością do rozporządzania, lecz wielkim zbiorowym obowiązkiem.

Nie licuje z dumą biało-czerwonych sztandarów wypisywanie na nich politycznych sloganów, czy politycznie motywowanych fałszywych oskarżeń, co niestety zdarza się coraz częściej.

Co prawda, to prawda. Jak na razie duża część społeczeństwa bije się o kawałek chodnika na którym mogłaby, nie popychana przez straż miejską, położyć kwiatek.

wu-ka