Ciekawą rozmowę z pisarzem i satyrykiem Marcinem Wolskim zamieszcza "Super Express". Dziennik zadaje Wolskiemu pytanie:
"Wyobraźmy sobie, że Jezus postanowił odwiedzić nasz kraj. Jakie wrażenie wywarłaby na nim Polska Anno Domini 2011?"
Wolski odpowiada:
Nie jestem na tyle skrajną osobą, żeby wierzyć, że Chrystus jest Polakiem, ale na pewno byłby zafrasowany stanem spraw publicznych w naszym kraju. Z jednej strony widzimy ucieczkę od problemów w sferę postpolityki, co prowadzi do prób wykluczenia pewnej części polskiego społeczeństwa. To powoduje, że ta grupa burzy się i demonstruje.
Wolski dodaje, że ponieważ istnieje u nas duży kult cudzoziemców, to już sam fakt, że pojawia się obcokrajowiec, wywołałby pozytywne reakcje:
Wolski ocenia również konflikt kulturowo-polityczny, który dziś dzieli Polaków:
Tak naprawdę nie jest on aż tak wyjątkowy, bo spory o podobnej sile już się u nas przetaczały. Pamiętamy choćby wielki spór w okresie międzywojennym między endecją i sanacją, który nie wygasł nawet w obliczu ekstremalnego zagrożenia, jakie pojawiło się w 1939 roku. Różnica polega jednak na tym, że wtedy nie było podejrzenia, że ten konflikt był podsycany z zewnątrz. Czegokolwiek byśmy nie powiedzieli o II RP, był to kraj suwerenny. A teraz?
Pytany, "co by Chrystus powiedział na temat polskiej wiary, która nierzadko jest wiarą bezrefleksyjną i podszytą parafiańszczyzną", Wolski przytomnie zauważa:
Żyjemy w bardzo dziwnych czasach. W okresie międzywojennym mieliśmy masy pogrążone w bezrefleksyjnej obrzędowości, a z drugiej strony prawie pozbawione wiary elity. Obecnie sytuacja się odwróciła. W tej chwili zdecydowanie więcej niż w pierwszej połowie XX wieku znajdziemy wierzących intelektualistów. Natomiast znacznie więcej ludzi z prostego ludu albo w ogóle zrezygnowało z tej wiary albo traktuje ją jako magiczno-rytualne uzupełnienie życia.
Wolski dodaje, że "Jezus nigdy nie miał łatwo":
Kiedy nauczał na ziemi, poparcie miał raczej śladowe. Jedyny krótki wybuch entuzjazmu miał miejsce w czasie jego wjazdu do Jerozolimy i to tylko dlatego, że myślano, że jest wojownikiem, który przybywa jako wyzwoliciel spod jarzma rzymskiego. Pamiętajmy też, że w zasadzie umierał w samotności. Miał przeciwko sobie arystokrację jerozolimską, namiestnika rzymskiego i wreszcie tłum, który wolał uniewinnić oprycha, a nie jego. Sytuacja była więc ekstremalnie trudna, a to, co dzieje się dziś, byłoby dla niego kaszką z mlekiem.
Jezus mimo wszystko nie był rewolucjonistą. Teologia wyzwolenia zawiera pewne nadużycie. Chrystus opowiadał się przeciwko nierównościom społecznym, ale z drugiej strony był zwolennikiem legalizmu. W końcu "Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie". Co więcej, biorąc za swoich zwolenników celników, uważał, że również ta znienawidzona część społeczeństwa zasługuje na miłosierdzie boskie. Jeśli już, to Chrystus był nie teologiem wyzwolenia, ale teologiem solidaryzmu społecznego.
Bo - jak podkreśla Wolski - "Wrażliwość na krzywdę ludzką nie jest jednoznaczna z tożsamością lewicową".
Sil
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/112795-marcin-wolski-mielismy-masy-pograzone-w-obrzedowosci-oraz-prawie-pozbawione-wiary-elity-dzis-sytuacja-sie-odwrocila
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.