Ten news gościł na niemal wszystkich polskojęzycznych stronach internetowych zajmujących się polityką:

Najlepsi spece od marketingu politycznego z Europy i USA zjechali 8 kwietnia do Warszawy, by pomóc Platformie Obywatelskiej w opracowaniu strategii przed wyborami parlamentarnymi. Pierwszy raz w kampanii nie będzie wolno korzystać z billboardów i telewizyjnych spotów. Eksperci mieli przedstawić nowe sposoby dotarcia do wyborców.

Eurodeputowanym PO udało się ściągnąć Ravi Singha odpowiedzialnego za internetową kampanię Baracka Obamy. W USA okrzyknięto go „guru kampanii wyborczych". Zdaniem Ravi Singha Platforma nie najlepiej wykorzystuje możliwości, jakie daje Internet.

 

Wiele wskazuje, że to sama Platforma "spinowała" swój sukces, chcąc zaprezentować się jako partia nowoczesna, mająca szerokie kontakty i obycie na świecie.

A jak jest naprawdę? Redakcja wPolityce.pl postanowiła sprawdzić kim jest Ravi Singh. W tym celu zapytaliśmy redakcję czołowego portalu amerykańskiego poświęconego polityce POLITICO.COM, z którym utrzymujemy kontakty, czy coś o nim wiedzą? I czy mogą potwierdzić, że Singh pracował dla kampanii Obamy i czy faktycznie on odpowiadał za internetową część kampanii 2008 roku.

Wnioski do jakich doszli dziennikarze POLITICO.COM okazały się niezwykle ciekawe. Wiele wskazuje, że ludzie Platformy zaliczyli sporą wpadkę i niezłą kompromitację. Ich "guru" i spec jest bowiem dużo niższej jakości niż sądzili. Zapewne sporo też przepłacili, nie mówiąc o śmieszności jaką sprawa wywołuje.

POLITICO.COM w obszernym tekście, napisanym między innymi przez doskonałego analityka politycznego Bena Smitha, informuje, że to wszystko co czytamy o panu Ravim Singhu, a i on sam o sobie opowiada, to raczej bajka. A jego znajomość z Obamą jest podobna do podobieństwa pomiędzy słodyczami końca PRL a prawdziwymi słodyczami.  Innymi słowy - Platforma wyrzuciła pieniądze w błoto.

Tytuł tekstu POLITICO.COM to: "The Obama Internet guru who wasn't", czyli w wolnym tłumaczeniu "Guru obamowego internetu, który nim nie jest".

Portal stwierdza:

W stolicach całego świata w ostatnich miesiącach przełomowa kampania internetowa Baracka Obamy 2008 roku ma twarz Ravi'ego Singha, który sam określa się jako "guru kampanii", człowieka w kolorowym turbanie, o uspokajającym uśmiechu i wielkich umiejętnościach sprzedażowych.

W Polsce jest nazywany "człowiekiem odpowiedzialnym za kampanię internetową Baracka Obamy", w Indiach "guru kampanii Obamy i Clintona", W Columbii "el guru tecnologico de Obama", a we Francji "homme qui a géré la campagne d'Obama sur Internet".

Jest tylko jeden błędny fakt w tym międzynarodowym portrecie  Czarownika Sieci - Singh nigdy nie pracował dla Obamy.

I łatwo dostrzec jak jego zagraniczni partnerzy odnieśli złe wrażenie, że miał.

 

Dalej POLITICO.COM przechodzi do najciekawszego dla nas wątku polskiego. Opisuje, że Singh pojawił się w Warszawie 8 kwietnia i że przyjechał na prywatne spotkanie z  doradcami Platformy Obywatelskiej poświęcone kampanii internetowej tej partii.

Jeden z polskich dziennikarzy "usłyszał od osób uczestniczących w spotkaniu, że Singh był strategiem Obamy", a reszta polskich mediów powtórzyła to jako fakt.

Tym dziennikarzem był Wojciech Lorenz z "Rzeczpospolitej". Tak mówi o tym na stronie POLITICO.COM:

Tak był mi zaprezentowany, jako jedna z osób odpowiedzialnych za internetową kampanię Obamy. Nie wiem czy tak się przedstawiał sam czy ludzie Platformy od PR chcieli tak to upozorować. Ale na pewno był wspomniany w kontekście kampanii Obamy.

 

Singh oczywiście - donosi amerykański portal - nie prosił o sprostowanie błędu, ani w Polsce ani gdziekolwiek indziej. Także gdy informację tłumaczyły media amerykańskie takie jak Huffington Post and GlobalPost.

Bohater tej historii zaprzecza też, że jego zagraniczne materiały promocyjne kiedykolwiek opisywały go jako doradcę Obamy. Nie potrafi jednak wytłumaczyć skąd się wzięło aż tyle nieporozumień wokół jego rzekomej pracy dla Obamy.

Portal zwraca uwagę, że w pół tuzinie krajów jego pojawieniu się towarzyszyły bardzo podobne kampanie zapowiadające przybycie "guru Obamy", nawet jeśli Singh osobiście nie był bezpośrednio cytowany przez lokalne media. Portal podaje liczne europejskie przykłady takich działań pijarowskich wokół Singha.

Dziennikarze POLITICO dotarli też do materiału na YouTube, zamieszczonego na jego koncie jeszcze kilka dni temu,  zatytułowanego "Election 2008 Obama Campaign Guru Ravi Singh in Madrid Spain". Czyli "Guru kampanii Obamy Ravi Singh w Madrycie". Film pokazywał Singha stojącego przy bannerze z napisem "Hope" i mówiącego na temat mediów społecznościowych.

Jednak po tym jak POLITICO zaczęło pytać zagranicznych reporterów i polityków o Singha, ten napisał mejla z przeprosinami za nieporozumienie. Usunął także wspomniany materiał wideo ze swojego konta na YouTube i zrzucił odpowiedzialność za nieporozumienie na jednego z członków swojego zespołu. Napisał:

Chociaż nasza technologia została użyta w ponad 1500 kampaniach w wyborach parlamentarnych, stanowych i lokalnych, nie byliśmy konsultantami w kampanii prezydenckiej Baracka Obamy i przepraszamy jeśli coś mogło wskazywać na cokolwiek innego.

Singh dodał, że żaden z jego materiałów promocyjnych nie opisywał go jako doradcę Obamy.

Ale dziennikarze przypominają jego wypowiedź z lutego dla hiszpańskojęzycznej wersji CNN, gdzie powiedział w wywiadzie:

Wielu wspaniałych ludzi było zaangażowanych w kampanię Baracka Obamy. Nasza rola była bardzo mała, dotyczyła małej części  i było wielu ludzi zaangażowanych w stronę technologiczną kampanii.

 

Poproszony o wyjaśnienie tego zdanie Singh odparł, ze dotyczyło ono tworzenia strony  Partii Demokratycznej w czasie elekcji. Operatorzy telewizyjni pracujący dla Singha mówią, że sam nigdy nie próbował przedstawiać się jako doradca Obamy.

Reporterzy portalu ustalili, że firma Singha faktycznie miała kontrakt z Partią Demokratyczną stanu Nowy Meksyk:

To był kontrakt wieloletni, obejmujący rok 2008, co partia oficjalnie potwierdziła. Ale liderzy partii mówią, że technologia dostarczana przez jego firmę (ElectionMall) była archaiczna i zacofana. Kontrakt ostatecznie rozwiązano. - To było zacofane i nie było jakichkolwiek znaków, że  może być unowocześnione - powiedział jeden z działaczy.

 

Mimo to Singh, chodzący w aurze doradcy Obamy, pracował m.in. dla opozycyjnej partii Fine Gael w Irlandii, przegranego kandydata prezydenckiego Jose Serra w Brazylii i kolumbijskiego prezydenta Juana Manuela Santosa.

Dziś do tej zaszczytnej listy (nabranych?) klientów możemy doliczyć dobrze nam znaną Platformę Obywatelską.

I na koniec - nieco o nas. Ben Smith cytuje w swoim pasjonującym tekście dziennikarza portalu wPolityce.pl Michała Kolanko, który "pierwszy zwrócił uwagę POLITICO na wątpliwe prezentacje Singha". Co jest prawdą.

wu-ka, źródło: POLITICO.COM, inf. własne