Czy Tim Pawlenty będzie miał w internecie lepszą kampanię niż Barack Obama?

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
http://www.timpawlenty.com/
http://www.timpawlenty.com/

Nie tak dawno narzekałem, że w amerykańskiej kampanii wyborczej nie dzieje się nic ciekawego. Teraz tak już się nie da powiedzieć. Nie tylko mamy na horyzoncie kandydaturę ekcentrycznego miliardera Donalda Trumpa, ale i kandydaci establishmentu zaczynają się wreszcie deklarować.

Jednym z takich kandydatów jest Tim Pawlenty, były gubernator "niebieskiej" Minnesoty, polityk o polskich korzeniach i jeden z murowanych "potencjalnych" uczestników wyścigu o prezydenturę. W we wtorek zadeklarował w CNN, że będzie w tym wyścigu uczestniczył. Pawlenty do tej pory promował się za pomocą stylizowanych na trailery filmów Michaela Baya klipów wyborczych. Teraz przyszedł czas na formalne deklaracje, liczne podróże do Iowa i New Hampshire itd.

Ale w tym momencie dla mnie najciekawsze w jego kampanii wydaje się to na co zwraca uwagę dziennikarza Star-Tribune - Pawlenty radzi sobie całkiem nieźle chodzi o wykorzystanie internetu. Ciekawe pomysły jego sztabu tym etapie kampanii: PawlentyAction, czyli "organizacyjna" część oficjalnej strony polityka działa na zasadzie serwisu takiego Foursquare. Za każde działanie na rzecz polityka zyskuje się punkty, można zbierać "odznaki" (badge). Na Facebooku jeden z filmików wyprodukowanych przez kampanię - ogłaszajacy powstanie tzw. komitetu eksploracyjnego, co jest ważnym formalnym krokiem na drodze do Białego Domu - można było obejrzeć tylko po kliknięciu "lubię to" na oficjalnej stronie. To dość sprytne rozwiązanie. A ogłoszenie powołania tego komitetu na Facebooku - na żywo -  samo w sobie było bezprecedensowe.

Kilka potencjalnych trendów tej kampanii: ponieważ Facebook i Twitter mają o wiele więcej użytkowników niż w 2008 roku, to uwaga sztabów odchodzi od tworzenia własnych serwisów społecznościowych, na rzecz wykorzystania już istniejących.

Drugi ważny trend: geolokacja i wykorzystanie smartfonów. Już teraz pojawiły się pierwsze eksperymenty z pozycjonowaniem reklam w konkretnych miejscach- dzięki możliwościom jakie dają mobilne platformy reklamowe Apple czy Google. W przyszłości również koordynacja działań wolontariuszy może się odbywać dzięki smartfonom i odpowiednim kampanijnym aplikacjom.

Pawlenty może się jeszcze okazać republikańskim Obamą jeśli chodzi o wykorzystanie internetu.  Ale to jeszcze nie znaczy że zostanie kandydatem GOP na prezydenta. Technologia to nie wszystko. Pawlenty ma inny problem - jest mało rozpoznawalny w skali całego USA i mówiąc szczerze, bywa nudny i bezbarwny jako polityk. Tego internet łatwo nie naprawi.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych