Mało tematów wywołało tak ożywioną debatę, jak nasz list w sprawie „narodowości śląskiej" zgłaszanej podczas spisu powszechnego. Padały polemiczne głosy, często bardzo serio i warte odpowiedzi.
Wiele osób zarzuciło nam, że kwestionujemy autonomie Śląska w imię fałszywego centralizmu. Inne oskarżały nas z kolei, że nie pozwalamy Ślązakom być Ślązakami. Przecież skoro jesteście zwolennikami prawicy, wasze stanowisko powinno być wolnościowe, napisał ktoś. Jak to jest?
Wyjaśnijmy nieporozumienie. Można mieć różne zdanie na temat stopnia samodzielności wszystkich województw, czy jak kto woli, jeszcze większych regionów. PiS jest tu sceptyczny, widzi w tym raczej zagrożenia. PO była raczej za, choć dziś tego stanowiska mocno nie forsuje. Ale to jest całkiem inna dyskusja.
Uznanie, że tylko jedna część Polski ma mieć większą samodzielność niż pozostałe, wymaga mocnego uzasadnienia. Na świecie taką wyjątkową autonomię przyznaje się tym ziemiom, które są zdominowane przez inną narodowość, albo w każdym razie narodowość ta ma bardzo istotny udział w miejscowej społeczności. Czy tak jest na Śląsku? My twierdzimy, że narodowość śląska to sztuczna formuła. A w praktyce recepta na to aby rozluźnić związki Śląska z Polską.
To nie ma nic wspólnego ze stosunkiem do śląskiej gwary, obyczajów czy do specyficznej tradycji tego regionu. One zasługują na jak największy szacunek, wspieranie, kultywowanie. Ale kreowanie narodowości śląskiej ma być w intencji Ruchu Autonomii Śląska receptą na polityczną samodzielność regionu. Na autonomię właśnie. Kryje się za tym ideologia separatyzmu: oddzielmy się murem od reszty kraju, zatrzymujmy swoje bogactwa przede wszystkim dla siebie. To przypomina sztuczkę grupy ludzi, którzy zakładają własne wyznanie po to aby korzystać z ulg, choćby celnych, jakie przysługują kościołom. Co to ma wspólnego z przeżywaniem "śląskości"?
W teorii to tylko spór o słowa. A w praktyce o to, jakiej tradycji będzie uczyła miejscowa szkoła. Albo o jakiej tradycji będzie przypominał regionalny oddział publicznej telewizji. To nie są pytania abstrakcyjne. Jako polskim patriotom nie może nam to być obojętne.
Na razie nie wygląda na to aby większość Ślązakow odczuwała potrzebę rewidowania swojej tożsamości. A przypomnijmy na Śląsku żyją też dziesiątki tysięcy ludzi, którzy napłynęli tam po drugiej wojnie światowej. Sztuczne tworzenie narodowości śląskiej to recepta na alienację tych ludzi. Na przypominanie im, że są jakby mniej u siebie. Jeśli robi to naród podbity przez inny (np. Łotysze i Estończycy wobec Rosjan), wydaje się to uzasadnione. Ale Polacy nie podbili „narodu śląskiego". Nawet jeśli Kazimierz Kutz zniechęcony do swoich kolejnych partii coś takiego sugeruje.
Odwoływanie się do tradycji międzywojennej jest bezsensowne. Ówczesna autonomia Śląska była warunkiem przyznania większości tego regionu Polsce po powstaniach i plebiscytach. Wiązała się ona między innymi z obecnością na tych ziemiach licznej grupy Niemców. Warto to przypominać, i warto zarazem pytać. A może jest tak, że zasadniczy wybór był tu i jest między polskością i niemieckością? A może samodzielność tego regionu ma być w praktyce receptą na zacieśnienie jego związków z bogatszym sąsiadem? Nie dlatego, że w kimś obudziła się nagle miłość do Niemiec, a z powodu kalkulacji ekonomicznych. Bo przecież to bogactwo Śląska, regionu wciąż dysponującego znaczącym potencjałem i infrastrukturą, jest dziś bardziej problematyczne, niż powiedzmy w czasach Gierka. Choćby z powodu kryzysu górnictwa.
Nie chodzi więc o to, jak w przypadku włoskiej Ligi Północnej tylko o odseparowanie się od biedniejszych dzielnic (co jest skądinąd sprzeczne z patriotycznym pojmowaniem narodu jako wspólnoty), ale o szukanie sobie nowych bogatych opiekunów.
Powtórzmy: na razie niewiele wskazuje na to aby większość choćby i samych tylko rdzennych Ślązaków zaakceptowała ten cel. RAŚ nie jest polityczną potęgą. Ale decyzja PO aby postawić na niego jako regionalnego koalicjanta, podjęta przez Donalda Tuska, wbrew swoim niektórym partyjnym kolegom (choćby Jerzemu Buzkowi), daje mu punkt wyjścia do ekspansji. Także oinne gesty, ostatnio oferty wystawienia ludzi RAŚ na listach do Sejmu. Jeśli już dziś z kilkoma mandatami w sejmiku to ugrupowanie jest w stanie wymusić rezygnację z barw narodowych na Stadionie Śląskim w Chorzowie....
Co charakterystyczne, ruch na rzecz politycznej śląskości jest bagatelizowany, a nawet traktowany z dobrotliwą wyrozumiałością, przez liberalne media. Przecież nie z sympatii dla jego ideologii. Wizja, że oto Śląsk miałby stać się nagle własnością jakiejś tradycyjnie pojmowanej wspólnoty, która „odkrywa" swoją tożsamość powinna liberałów śmieszyć. Chodzi o coś innego. Jest to narzędzie do rozbicia groźniejszego wroga: polskiego patriotyzmu. Wszelkie lokalności temu sprzyjają, więc są popierane. Niech Ślązacy sami szukają swojej drogi do Unii Europejskiej czy Niemiec, niech sami starają się tam o pieniądze, to położy kres tak absurdalnym odruchom jak poczucie polskiej solidarności. Nie wiem, ile tu świadomego celu, a ile podświadomości. W każdym przypadku upatruję w tym zagrożenia.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/111849-mozna-byc-dobrym-slazakiem-i-dobrym-polakiem-za-to-slaska-narodowosc-to-sztuczka-wyjasniamy-nasze-stanowisko
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.