PAWEŁ JASIENICA  W  SZEREGACH  5 BRYGADY WILEŃSKIEJ AK MJRA „ŁUPASZKI" ,  CZYLI „JEST MIĘDZY NAMI PORUCZNIK „NOWINA", CO ZA DONOSY SOŁTYSÓW WYRZYNA".

Fakty i mity

Fakt, że Lech Leon Beynar „Nowina", powszechnie rozpoznawany jako pisarz historyczny Paweł Jasienica, był oficerem 5 Brygady Wileńskiej AK mjra Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki" jest raczej znany i dla wielu nowiny żadnej nie stanowi. Natomiast często spotyka się (np. wikipedia, hasło Lech Leon Beynar) mylne, a w najlepszym razie nieprecyzyjne twierdzenia na temat jego umiejscowienia i roli w strukturze organizacyjnej tego, bodaj najsłynniejszego, oddziału polskiej partyzantki antykomunistycznej.

Rozpowszechniony jest bowiem pogląd, że Lech Leon Beynar czyli  Paweł Jasienica, a w okresie 1944-1945 r. por./kpt. „Nowina", w szeregi „łupaszkowców" trafił przypadkowo, w oddziale pełnił niewiele znaczącą i związaną stricte z pracą kancelaryjną rolę adiutanta dowódcy, w akcjach zbrojnych 5 Brygady Wileńskiej AK udziału nie brał, a ranę, która zakończyła jego partyzancki epizod, odniósł w wyjątkowej dla niego sytuacji bojowej. Nie ma on jednak nic wspólnego z rzeczywistością.

Prawda jest taka, że biorąc do ręki dowolną książkę Pawła Jasienicy, obcuje się z twórczością  czynnego (na pewnym etapie życia) kontrrewolucjonisty, który w jednym z najbardziej bojowych oddziałów podziemia antykomunistycznego pełnił przez dziesięć miesięcy, w tym w okresie wiosenno-letniej, obfitującej w akcje zbrojne kampanii tej jednostki partyzanckiej w 1945 r., funkcję zastępcy dowódcy oddziału, brał udział w akcjach, czasem nimi dowodząc, w których przelano krew przeciwnika, a dzień, w którym został ranny obfitował w tyle zdarzeń o charakterze bojowym, że mogłyby być one kanwą filmu wojennego o bardzo wartkiej akcji.

Walka z komunistami powinna być reklamą dla pisarza

Sądzę, że partyzancki fragment życiorysu pisarza zasługuje na wyeksponowanie, choćby nawet w charakterze ciekawego uzupełnienia dla powszechnie rozpoznawalnego wizerunku  Pawła Jasienicy jako pióra publicystycznego Tygodnika Powszechnego i literata. Wydaje mi się on być również świetnym materiałem reklamowym dla twórczości tego pisarza. Wszak udział w czynnej walce przeciwko opresji komunistycznej jest znakomitym wyróżnikiem Pawła Jasienicy na tle zbiorowości jego kolegów po piórze. Ujmując rzecz innymi słowy,  reklama  Jasienicy jako pisarza historycznego mogłaby wyglądać w ten sposób: czytelniku, bierzesz do ręki książki nie tylko znakomitego dziejopisarza, ale również człowieka, który w sposób czynny, z bronią w ręku, przeciwstawiał się reżimowi komunistycznemu; pisarza, który prawa człowieka do wolnego życia na ziemi bronił jako zastępca dowódcy słynnej 5 Brygady Wileńskiej AK, zwanej „Brygadą Śmierci" itp. I pewnie tak by ona wyglądała, gdyby zbrojna walka z komunistami była w naszej zbiorowej pamięci w wysokiej cenie, gdyby przysparzała walczącym na śmierć, nie na życie, z reżimem komunistycznym szacunku i życzliwości, tak jak walka z nazistami w okresie okupacji niemieckiej. Ale  ponieważ póki co nie przysparza (polecam nieskromnie tekst Żołnierze wyklęci..., ale przez kogo? Refleksje w przeddzień święta - wPolityce, zakładka Historia/IPN), więc na ten rodzaj reklamy pisarza Pawła Jasienicy jeszcze trochę poczekamy. Choć może w realiach świeżo odzyskanej państwowej pamięci o Żołnierzach Wyklętych sytuacja w tej kwestii ulegnie zmianie?

W szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK.

Lech Leon Beynar „Nowina" był w okresie okupacji niemieckiej oficerem Biura Informacji            i Propagandy Wileńskiego Okręgu AK. Po operacji „Ostra Brama" w lipcu 1944 r. (akcji oddziałów partyzanckich AK, której celem było opanowanie Wilna) uniknął internowania przez sowietów i znalazł się w Puszczy Rudnickiej, a następnie w Puszczy Ruskiej, w szeregach zgrupowania mjra Czesława Dębickiego „Jaremy". Przebywał wówczas w oddziale Edwarda Banasikowskiego „Jeża". Pod koniec sierpnia 1944 r., rozkazem Komendy Wileńskiego Okręgu AK, zgrupowanie mjra „Jaremy" zostało rozwiązane. W tej sytuacji „Nowina", a wraz z nim kilkunastu innych partyzantów, zdecydował się przedzierać w kierunku Warszawy, w której trwało powstanie. Po kilku dniach marszu cała ta grupa wpadła w ręce sowieckie. Partyzanci zostali przewiezieni do Białegostoku i wcieleni do armii Berlinga. Trafili do jednostki w Dojlidach Dolnych. W końcu września 1944 r. „Nowina" wraz z kilkoma  innymi akowcami zdezerterował z szeregów LWP i dołączył do oddziału  partyzanckiego „Łupaszki". W tym czasie „Łupaszka", od 1943 r. dowódca 5 Brygady Wileńskiej AK, mającej na swoim koncie szereg spektakularnych wystąpień zbrojnych przeciwko Niemcom oraz partyzantce sowieckiej, był już  podporządkowany Komendantowi Białostockiego Okręgu AK, ppłk. Władysławowi Liniarskiemu „Mścisławowi". Kadrowy, liczący wówczas ok. 40 partyzantów oddział „Łupaszki" czynił rozpaczliwe starania, aby utrzymać się w terenie, nasyconym masami frontowych jednostek Armii Czerwonej i ścigającymi polskich partyzantów grupami NKWD. Jedynymi miejscami dającymi partyzantom cień szansy na przetrwanie były masywne ostępy leśne. „Łupaszkowcy" założyli bazę w północno-wschodniej części Puszczy Białowieskiej, lecz po walce z NKWD musieli ją opuścić. Przesunęli się wówczas dalej na wschód, w lasy Puszczy Różańskiej na Polesiu. Tam również zostali wytropieni przez NKWD, wskutek czego przenieśli się na teren powiatu wołkowyskiego, a następnie na teren powiatu Bielsk Podlaski, gdzie w malutkich wsiach sąsiadujących  z wsią Jałówka zamierzali przeczekać zimę. Należy odnotować, że rozkazem nr 11 Komendanta Białostockiego Okręgu AK z dnia 10 listopada 1944 r. „Nowina" otrzymał awans na porucznika; tym samym rozkazem „Łupaszka" został awansowany do stopnia majora. W połowie listopada 1944 r. działania agentury NKWD spowodowały szereg aresztowań pośród członków siatki konspiracyjnej dającej schronienie kadrze oddziału „Łupaszki" i wymusiły na partyzantach szukanie schronienia ponownie na terenie Puszczy Białowieskiej, gdzie przetrwali oni do końca grudnia 1944 r. W warunkach  panującej wówczas ciężkiej zimy bytowanie w kompleksie puszczańskim było doświadczeniem wręcz ekstremalnym, nawet dla zahartowanych w partyzanckim życiu podkomendnych „Łupaszki". Grupą ukrywającą się na terenie Puszczy Białowieskiej dowodził, jako zastępca „Łupaszki, właśnie „Nowina". Jeden z  jego podkomendnych z tego  okresu tak wspominał późniejszego dziejopisa: Był dobrym dowódcą. Utrzymywał dyscyplinę. Pobudka, modlitwa, apel, meldowanie się. Był zarazem przyjacielem. "Swój Malec", jak to się mówiło. O niespotykanym poczuciu humoru. Władał dobrze  rosyjskim, sypał jak z rękawa kawałami w tym języku (Bogdan Obuchowski, Wspomnienia. 5-ta Brygada Wileńska AK mjr. „Łupaszki", „Zeszyty Historyczne", nr 21, Paryż 1972.).

Na kwaterach w Kiersnowie

Wraz z ludźmi z kręgu Fundacji „Pamiętamy" miałem zaszczyt wielokrotnie gościć w Kiersnowie u rodziny Kiersnowskich. Z zapartym tchem słuchaliśmy wspomnień Mariana Kiersnowskiego z czasów, gdy w jego domu zamieszkiwali „Łupaszka i „Lala", a Paweł Jasienica (czyli por.„Nowina") był bardzo częstym gościem. W pamięci Pana Kiersnowskiego  „Nowina" pozostał  jako obdarzony świetną pamięcią pasjonat i znawca historii, przy tym znakomity gawędziarz i człowiek niezwykle dowcipny. Senior Kiersnowski opisywał też relacje między „Łupaszką" a „Nowiną". Z jego opowieści wynikało, że charakteryzowały się one wzajemnym szacunkiem i zaufaniem. (Dodam, że miał nasz gospodarz pełną świadomość, że przez jego dom przewinęła się wielka historia. I przez długie lata swego życia był tej historii wiernym strażnikiem. Odszedł w początkach lutego tego roku, przeżywszy 98 lat).

Żurawiejka o poruczniku „co  za donosy sołtysów wyrzyna"

Stały pobyt kadry dowódczej 5 Brygady Wileńskiej AK w Kiersnowie trwał do kwietnia 1945r., kiedy to oddział ponownie wyruszył „w pole". Jeszcze  jednak do lutego 1947 r. dom Państwa Kiersnowskich często gościł Majora i jego najbliższych współpracowników.              Gospodarze przez cały ten czas chłonęli dochodzące z terenu wieści o zbrojnych wystąpieniach oddziału „Łupaszki" czy (od 1946 r.) bratniej 6 Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora" i ppor./kpt. Władysława Łukasiuka „Młota". A w czasie kolejnych bytności Majora lub jego podkomendnych w Kiersnowie  mieli możność wysłuchiwać relacji z walk pochodzących bezpośrednio od partyzantów. Właśnie w tamtym czasie, niedługo po wznowieniu w kwietniu 1945 r. działalności przez 5 Brygadę Wileńską AK, jej żołnierze przynieśli ze sobą do Kiersnowa żartobliwą  przyśpiewkę/żurawiejkę na temat „Nowiny". Jak podałem w tytule niniejszego tekstu brzmiała ona następująco: Jest między nami porucznik „Nowina"/ co za donosy sołtysów wyrzyna.

Zwyczaj układania podobnych przyśpiewek na temat szczególnie lubianych czy wyróżniających się czymś żołnierzy oddziału funkcjonował w szeregach 5 Brygady Wileńskiej  AK już w okresie okupacji niemieckiej. Przykładowo, o Marianie Plucińskim „Mścisławie", dowódcy  jednego ze szwadronów, krążyła, jeszcze w czasach wileńskich, nawiązująca do jego niewielkiego wzrostu, natomiast  wielkiej odwagi, żurawiejka: Mały ciałem, wielki duchem/ „Mścisław" jest nielada zuchem (trafność charakterystyki „Mścisława" zawartej w tym dwuwersie  potwierdziło w całości życie. W okresie kampanii wiosenno-letniej 1945 r. dowodził on 4 szwadronem 5 Brygady Wileńskiej AK. Został aresztowany przez UB 21 kwietnia 1946 r. i po intensywnym śledztwie, w którym zachował nieugiętą postawę, odnotowaną przez maltretujących go funkcjonariuszy UB w krótkim zapisku  z przebiegu przesłuchań: bandycki upór, został w trybie doraźnym skazany na karę śmierci i zamordowany w Białymstoku 28 kwietnia 1946 r.).

Rozkazy ppłk „Mścisława"

Zanim wyjaśnię genezę powstania przywołanej, partyzanckiej rymowanki o „Nowinie", wspomnę, że 5 Brygada Wileńska AK pozostawała w okresie walk na Białostocczyźnie             i Podlasiu pod rozkazami Komendanta Białostockiego Okręgu AK-AKO (AKO - Armia Krajowa Obywateli), a następnie DSZ (Delegatura Sił Zbrojnych). Do sierpnia 1945 r. funkcję tę sprawował ppłk Władysław Liniarski „Mścisław". W wydanych przez niego w tamtym czasie rozkazach czytamy:

Zorganizować i posiadać silne, zdecydowane i pewne kedywy partyzanckie - jako samoobrona. Natychmiast likwidować każdego szpicla i zdrajcę, który działa przeciwko spokojnym obywatelom-żołnierzom (rozkaz nr 10 z 15 lutego 1945r. do komendantów obwodów Białostockiego Okręgu AKO).

Posiadać doborowe, niezawodne i zdecydowane oddziały samoobrony (...) Z całą bezwzględnością likwidować każdego szpicla, donosiciela, szkodnika i zdrajcę (rozkaz nr 25 z 12 marca 1945r. do inspektorów i komendantów obwodów Białostockiego Okręgu AKO).

Starać się opanować wszystkie większe kompleksy leśne w terenie danego obwodu, jako bazy dla oddziałów samoobrony (rozkaz nr 57 z 15 kwietnia 1945 r).

Jak widać z treści ww. rozkazów, dowództwo Armii Krajowej z terenu Białostocczyzny nie miało zamiaru skapitulować przed komunistami bez walki. Historycy szacują, że w maju 1945 r. w strukturach Białostockiego Okręgu AKO pozostawało 20 tys. ludzi (patrz: Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Białostocki Okręg AK-AKO, Oficyna Wydawnicza Volumen. Warszawa 1997). Jakże pasują do tych konspiratorów słowa autorstwa Lajosa Kossutha, jednego z przywódców powstania węgierskiego z 1848/1849 r.: Nie zwyciężyliśmy, lecz walczyliśmy (...). Nie obroniliśmy naszego kraju, lecz broniliśmy go. Jeżeli kiedyś napisana zostanie nasza historia, będziemy mogli powiedzieć, że stawiliśmy opór.

„Nowina"- zastępca „Łupaszki"

Białostocki Okręg AK-AKO zdecydował się obsadzić mjra „Łupaszkę" na stanowisku dowódcy oddziału partyzanckiego, będącego w  bezpośredniej dyspozycji Komendy Okręgu. Jego zastępcą na tym stanowisku został por. „Nowina". Powyższe znajduje odzwierciedlenie w dokumencie Komendy Okręgu Białystok AKO z dnia 25 kwietnia 1945 r. Obsada personalna Sztabu okręgu, inspektoratów i komend obwodowych.

W walce. Wyroki na sołtysów

5 Brygada Wileńska AK, z „Nowiną" jako zastępcą dowódcy, wznowiła działalność 5 kwietnia 1945r. Wtedy to doszło do koncentracji podkomendnych „Łupaszki" w koloniach wsi Oleksin (nieopodal Brańska). Dla ukrywających się w Kiersnowie partyzantów była to ostatnia dobra chwila na opuszczenie zimowych kwater. Dosłownie w godzinę po odejściu „Łupaszki", „Nowiny" i innych na miejsce koncentracji, do wsi wpadła grupa operacyjna NKWD poszukująca partyzantów. Na szczęście, tym razem sowieci przyjechali zbyt późno. Na koncentracji pod Oleksinem stawiło się ok. 40 partyzantów. Zostali podzieleni na dwa szwadrony - pierwszy i czwarty. Dowództwo 1 szwadronu objął por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt", zaś komendę nad 4 szwadronem, na krótki czas - do przybycia do oddziału por.  Marian Plucińskiego „Mścisława" - „Nowina". Następnie 5 Brygada przemaszerowała w kierunku Puszczy Białowieskiej, gdzie operowała do maja 1945 r. W tamtym czasie wykonała szereg wyroków śmierci wydanych przez Wojskowy Sąd Specjalny Obwodu AKO Bielsk Podlaski, przekazanych jej do realizacji przez Komendanta tegoż obwodu, por. Janusza Trusiaka „Koryckiego". Już w nocy z 8/9 kwietnia 1945 r. „Łupaszka" wysłał w teren trzy patrole likwidacyjne, które wykonały wyroki na 7 osobach z listy skazanych przez WSS Obwodu AKO Bielsk Podlaski na karę śmierci. Jednym z tych patroli, wysłanym do Klukowicz, dowodził „Nowina". Partyzanci zlikwidowali tam miejscowego sołtysa. Kilka dni później, 14 kwietnia 1945 r., oddział znalazł się na terenie Puszczy Białowieskiej. Po drodze przemaszerował w bezpośredniej bliskości wsi Witowo. W kilka godzin później „Łupaszka" wraz z patrolem osłonowym udał się do Hajnówki. Przechodzili przez wieś Witowo, leżącą na trasie niedawnego przemarszu całego oddziału. Tam doszło do rozmowy „Łupaszki" z miejscowym sołtysem oraz jego kolegą, aktywistą PPR-u, którzy sądząc, że mają do czynienia z żołnierzami formacji reżimu komunistycznego (LWP bądź KBW) - Łupaszka" i jego podkomendni byli w mundurach wojskowych - wykazali się zgubną dla nich inicjatywą i zameldowali Majorowi, że w pobliżu ich wsi stosunkowo niedawno przechodziła „banda" (sołtysowi i jego koledze chodziło oczywiście o oddział „Łupaszki"), która zatrzymała się w pobliskim lesie. „Łupaszka" odebrał donos a po opuszczeniu Witowa natychmiast posłał gońca do oddziału z rozkazem zastrzelenia obydwu donosicieli. Doraźnie wydany rozkaz likwidacji obu przyłapanych na gorącym uczynku denuncjatorów wykonany został jeszcze tego samego dnia przez patrol żołnierzy 4 szwadronu dowodzony przez „Nowinę". Bezpośrednim egzekutorem był „Żwirko".

Tak się zatem złożyło, że na przestrzeni raptem kilku dni „Nowina", późniejszy Paweł Jasienica, poprowadził patrole likwidacyjne 5 Brygady Wileńskiej AK, które wykonały wyroki śmierci na sołtysach dwóch wsi położonych na terenie powiatu Bielsk Podlaski. To dało podkomendnym „Nowiny" asumpt do ułożenia na temat jego osoby rymowanki, którą przywołałem w niniejszym  tekście.

Akcja i pomniki w Narewce

Już w trzy dni po opisanych wydarzeniach w Witowie, 17 kwietnia 1945 r., oddział „Łupaszki" wykonał akcję na miejscowość Narewka. Jej celem była likwidacja kolejnych osób skazanych na karę śmierci przez WSS Obwodu AKO Bielsk Podlaski oraz rozbrojenie miejscowego posterunku MO. Jednym z głównych wykonawców tej akcji, na etapie rozbrojenia posterunku MO, był  „Nowina". Oddział partyzancki został podzielony na dwie części. Pierwsza wkroczyła do miasteczka jako grupa żołnierzy LWP dowodzonych przez sowieckiego kapitana, konwojująca  rzekomo zatrzymanych partyzantów, czyli  „reakcyjnych bandytów". Rolę sowieckiego oficera odegrał ubrany w stosowny mundur, świetnie władający rosyjskim, o czym była już mowa, „Nowina". „Konwój" przeszedł główną ulicą Narewki pod posterunek MO, którego obsada, widząc eskortowanych „więźniów" i na czele eskorty sowieckiego oficera, otworzyła drzwi aresztu dla zatrzymanych i wpuściła partyzantów na posterunek. Chwilę potem milicjanci zostali przez partyzantów rozbrojeni. Posterunek zdobyto bez jednego wystrzału. Wtedy do Narewki weszła pozostała część oddziału „Łupaszki". Milicjantów puszczono wolno, rozstrzelano natomiast cztery osoby, między innymi miejscowego wójta, z listy skazanych na śmierć decyzją sądu podziemnego. Wyroki wykonała wydzielona z 4 szwadronu (wtedy już pod dowództwem por. Mariana Plucińskiego „Mścisława") grupa egzekucyjna dowodzona przez Zdzisława Badochę „Żelaznego".

Gdy w 2006br. przyjechałem do Narewki na uroczystość odsłonięcia wzniesionego siłami Fundacji „Pamiętamy" pomnika upamiętniającego pochodzącą z tej miejscowości Danutę Siedzikównę „Inkę", sanitariuszkę oddziału „Łupaszki", rozstrzelaną przez komunistów w  wieku niespełna 18 lat (pomnik stanął na terenie przykościelnym), ze smutkiem odnotowałem, że patronem bodaj głównej ulicy Narewki nadal jest jedna z osób zlikwidowanych 17 kwietnia 1945 r. przez partyzantów „Łupaszki", a wszystkie osoby zastrzelone wtedy przez „łupaszkowców" upamiętnia pomnik stojący przy głównym skrzyżowaniu w Narewce. Stan ten do dziś nie uległ zmianie. Dodam tylko, że podczas akcji  5 Brygady Wileńskiej AK w Narewce jedną z osób, określoną w materiałach WSS Obwodu AKO Bielsk Podlaski jako denuncjatorka, ukarano chłostą. Stopień winy skazanych na śmierć  musiał być zatem jeszcze bardziej ciężki. Ale swój pomnik w Narewce mają.

8 sierpnia 1945 r. Walka pod wsią Paczuski.

Działalność „Nowiny" w szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK zakończyła się 8/9 sierpnia 1945 r. Wcześniej, podczas odbytej w Czajach–Wólce (wieś na skraju lasu rudzkiego)             1 sierpnia 1945 r. koncentracji liczącego wówczas blisko 300 partyzantów oddziału, podjęto decyzję o wysłaniu na lewy brzeg Bugu 1 szwadronu 5 Brygady wzmocnionego oddziałem „Młota" - w sumie ok.100 partyzantów. „Nowina" zdecydował, że do nich dołączy. Przed południem 8 sierpnia 1945 r. we wsi Węże (ok. 17 km na południowy zachód od Sokołowa Podlaskiego) partyzanci rozbroili 8 sowieckich żołnierzy pędzących na wschód stado krów          (rogacizna została zarekwirowana, sowietów puszczono wolno). Wiadomość o pobycie partyzantów w Wężach dotarła dość szybko do garnizonu 1 Dywizji Piechoty LWP w Siedlcach. W sztabie dywizji podjęto błyskawiczną decyzję o zorganizowaniu ekspedycji przeciwpartyzanckiej, złożonej z pododdziałów 2 pułku praskiego. Przeciwko stojącym we wsi Węże „łupaszkowcom" wyruszyło 230 żołnierzy na dziewięciu samochodach ciężarowych z zamontowanymi na dachach ciężkimi karabinami maszynowymi. Jeden z pojazdów ciągnął za sobą działko kaliber 45 mm. Jednocześnie uruchomiono rozpoznanie lotnicze: ok. godziny 15.00 nad Wężami pojawił się samolot rozpoznawczy typu Polikarpow PO-2 (tzw. „kukuruźnik"). Został on „powitany" przez partyzantów zmasowanym ogniem z broni maszynowej. Po krótkim rekonesansie zwiadowczym nad wsią, odleciał w stronę Siedlec. Miejsce pobytu partyzantów zostało zlokalizowane przez przeciwnika. Oczywiście pojawienie się samolotu rozpoznawczego nad wsią było dla partyzantów sygnałem alarmowym. Oddziały „Zygmunta" i „Młota", a w ich składzie  „Nowina", natychmiast rozpoczęły odwrót z Węży, nie miały jednak szans ujścia przed zbliżającą się od strony Siedlec obławą. Do starcia doszło nieopodal, w położonym może dwa kilometry od Węży lesie pomiędzy wsiami Paczuski i Sikory. Zanim jednak padły pierwsze strzały, szczęśliwym dla partyzantów zbiegiem okoliczności na kilka minut przed walką nadjeżdżająca od strony Sikor grupa operacyjna podzieliła się na dwa pododdziały, z których jeden pojechał do wsi Węże, zaś drugi, w sile 120 żołnierzy (na czterech ciężarówkach), ruszył w kierunku na Paczuski. Partyzanci „Zygmunta" i „Młota" znajdowali się akurat na przedpolu lasu leżącego pomiędzy Paczuskami a Sikorami. Na widok nadjeżdżających samochodów obławy natychmiast cofnęli się do lasu i tam błyskawicznie zajęli stanowiska obronne. Kilkanaście lat temu miałem okazję rozmawiać z erkaemistą oddziału „Młota", który brał udział w tej walce. Pokazując mi miejsce starcia, wspominał, że o jego przebiegu przesądziła przytomność umysłów partyzanckich dowódców i dobre wyszkolenie żołnierzy 5 Brygady Wileńskiej AK, którzy błyskawicznie zajęli stanowiska bojowe i w odpowiednim momencie otworzyli ogień do nadjeżdżających samochodów z wojskiem. Trzeba też wiedzieć szanownym czytelnikom, że w tej części Podlasia komunistyczne grupy operacyjne działały wcześniej bezkarnie. Miejscowe oddziały partyzanckie były bowiem zbyt słabo wyszkolone i uzbrojone, by stawić czoła tak silnemu przeciwnikowi. Akcje przeciwpartyzanckie czy pacyfikacyjne w tym terenie  nie napotykały zatem na poważniejsze próby oporu.  Zapewne dlatego  dowództwo tej części grupy operacyjnej, która skierowała się na Paczuski, widząc szybko wycofujących się do lasu partyzantów sądziło, że „sukces" przyjdzie łatwo. Nie wiedziało, bo wiedzieć nie mogło, że  tym razem za przeciwnika ma zahartowany w bojach zespół ludzki, który nie zwykł się cofać. Za ten błąd swoich dowódców w ocenie potencjału bojowego „łupaszkowców" żołnierze LWP zapłacili wysoką cenę. Wystarczyły dwie, może trzy minuty huraganowego ognia partyzantów, aby ta część grupy operacyjnej została doszczętnie rozbita – zginęło 16 żołnierzy LWP, a poddało się ponad 70-ciu, w tym ok. 20 było rannych. Reszcie udało się uciec i dołączyć do pozostałych sił obławy, które, stojąc w opuszczonej przez partyzantów wsi Węże, wsłuchiwały się w dochodzące od strony Paczusk odgłosy strzelaniny.

Sytuacja oddziałów „Zygmunta" i „Młota", pomimo rozbicia przez nie części sił przeciwnika, nadal wyglądała bardzo groźnie – były godziny popołudniowe długiego, sierpniowego dnia, a w bezpośredniej bliskości partyzantów znajdowała się pozostała część grupy operacyjnej, uzbrojona w ciężką broń maszynową i sprzęt radiowy. Natychmiast posłano stamtąd meldunek do dowództwa 2 pp. LWP w Siedlcach o wydarzeniach pod Paczuskami oraz zawezwano posiłki. W tym samym czasie dowódca 2 batalionu 2 pp. LWP, kpt.  Tadeusz Cynkin,  oraz dowódca 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, por. „Zygmunt", zawarli porozumienie, na postawie którego „łupaszkowcy" mieli wypuścić wszystkich jeńców, z których spora część chciała wstąpić w szeregi Brygady, a kpt. Cynkin zobowiązał się do przepuszczenia partyzantów bez podejmowania walki. Przebieg negocjacji pomiędzy kpt. Cynkinem a „Zygmuntem" to temat na oddzielną opowieść. Dodam tylko, że staraniem środowiska Fundacji „Pamiętamy" kilka lat temu obaj Panowie spotkali się dokładnie w miejscu, w którym w sierpniu 1945 r. wynegocjowali warunki czasowego rozejmu, dzięki czemu w lesie pod Paczuskami nie przelano wtedy więcej krwi.

Koniec partyzanta „Nowiny", narodziny pisarza Pawła Jasienicy

Partyzanci odeszli z pola walki i dokonawszy uprzednio kilku pozorowanych manewrów dla zmylenia przeciwnika,  przeszli do lasu rucheńskiego. Zalegli w nim aż do zmroku. W tym czasie wokoło nich zamknął się kordon wielkiej obławy, zorganizowanej przez formacje reżimu komunistycznego w reakcji na wydarzenia pod Paczuskami. Udział w niej brało kilka tysięcy żołnierzy LWP (przede wszystkim z 2 pp., wspieranych przez pododdziały 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte) a także jednostki NKWD z Węgrowa i Sokołowa Podlaskiego. Pod osłoną nocy partyzanci podjęli próbę wydostania się z okrążenia. Na czele szpicy partyzanckiej kolumny szedł „Nowina". Około północy partyzanci napotkali  na swej drodze  zmotoryzowany batalion fizylierów 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte wspierany kilkoma czołgami. Doszło do krótkiej, ale zaciekłej walki, w wyniku której „łupaszkowcom" udało się przerwać pierścień obławy. To właśnie wtedy ciężko ranny w udo został „Nowina". Była to jedyna strata po stronie partyzantów. Przeciwnik poniósł je większe- zginęło kilku fizylierów, kilku innych zostało rannych. Partyzanci wzięli do niewoli sowieckiego oficera w mundurze LWP i dwóch pancerniaków. Tych ostatnich puszczono wolno, sowieta wkrótce potem rozstrzelano. Po przerwaniu pierścienia obławy partyzanci skierowali się na Sterdyń. Tym manewrem udało im się zmylić pościg. Dowództwo obławy błędnie oceniło, że oddziały „Zygmunta" i „Młota" będą parły do Bugu, aby jak najszybciej przedostać się na jego prawy brzeg i zapaść w terenie, na którym zwykle działały. W tym właśnie kierunku - w stronę Bugu - skierowało siły obławy, co pozwoliło partyzantom oderwać się od przeciwnika.

Ranny Nowina" został odwieziony wozem na konspiracyjny  punkt sanitarny Ośrodka AK Kosów Lacki w Hilarowie. Po tygodniu zabrał go stamtąd dowodzony przez Zdzisława Badochę „Żelaznego"  patrol 5 Brygady Wileńskiej AK i przerzucił na punkt konspiracyjny we wsi Zagórze koło Kiełpińca nad Bugiem. Następnie „Nowina" trafił do leżącej po drugiej (prawej) stronie Bugu wsi Jasienica. Tam znalazł schronienie na plebanii u miejscowego księdza Stanisława Falkowskiego. Nie jest prawdą, co napisał Dariusz Fikus w książce Pseudonim Łupaszka,  jakoby „Nowina" miał być czasowo przechowywany pod ołtarzem (św. Pawła) w kościele, a ministrant palił kadzidło, aby usunąć odór z rany w nodze.

W rzeczywistości partyzant „Nowina" czy też już pisarz Paweł Jasienica (Beynar podczas rekonwalescencji dużo pisał; niestety, zniszczył później te zapiski) przez cały czas pobytu pod opieką księdza Falkowskiego mieszkał w pokoju na plebanii. Opuścił gościnną Jasienicę po kilku miesiącach, po tym jak oddział podziemia rozbił miejscowy posterunek milicji, oddalony raptem o kilkadziesiąt metrów od budynku plebanii. Nie wrócił już w szeregi oddziału „Łupaszki - wyjechał do Krakowa i wkrótce rozpoczął współpracę z Tygodnikiem Powszechnym. Rozkazem DSZ z 15 sierpnia 1945 r. został awansowany do stopnia kapitana. Paradoksalnie, ciężka rana, którą odniósł w walce z fizylierami 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte (tak, tak, nasi serialowi „czterej pancerni" kiedy powrócili z wojny  do domu to nie tak od razu w piecu napalili; wcześniej przez kilka miesięcy pacyfikowali Podlasie, oczyszczając jego teren z „elementów reakcyjnych") możliwe, że uratowała mu życie. Już dziesięć dni po starciu pod Zalesiem rajdujące po Podlasiu oddziały „Zygmunta"     i „Młota" walczyły bowiem z grupą operacyjną NKWD–UB–LWP, pacyfikującą teren prawobrzeżnego Podlasia. W zaciekłym boju, do którego doszło we wsi Miodusy- Pokrzywne nieopodal Perlejewa, zginęło 9 partyzantów a kilkunastu innych odniosło rany (zainteresowanych szczegółami tej walki zachęcam do lektury publikacji 5 Brygada Wileńska AK 18 sierpnia 1945 r. Bitwa w Miodusach Pokrzywnych - do odczytu i swobodnego pobrania na stronie www.fundacjapamietamy.pl, w zakładce nasze publikacje). Na zakończenie wątków partyzanckich niniejszego tekstu należy dodać, że we wrześniu 1945 r.  5 Brygada Wileńska AK uległa samorozwiązaniu; wiosną 1946 r. wznowiła działalność na Pomorzu. Natomiast na Podlasiu działała aż do 1952 r. wywodząca się ze szwadronu  „Zygmunta" i oddziału „Młota" 6 Brygada Wileńska AK.

Aresztowanie i okoliczności wypuszczenia Pawła Jasienicy

Pomimo zaprzestania działalności w szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK, Paweł Jasienica  nadal utrzymywał kontakt z „Łupaszką" i ppor. Lucjanem Minkiewiczem „Wiktorem"           (w czasie kampanii 1945 r. zastępcą dowódcy 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, a od lutego do października 1946 r. dowódcą 6 Brygady Wileńskiej AK - jednym z najlepszych            i najbardziej zaufanych podkomendnych „Łupaszki" z okresu walki z reżimem komunistycznym). Między innymi, podczas spotkania, do którego doszło w Krakowie, rozważał z „Łupaszką" i „Wiktorem" stosunek do „amnestii" ogłoszonej w lutym 1947 r., po sfałszowanych przez partię komunistyczną wyborach do Sejmu. Jasienica miał rekomendować obu dowódcom zakończenie działalności oddziału, ale bez ujawniania się przed komunistami, co świadczyłoby dobrze o rozpoznawaniu intencji reżimu komunistycznego przez pisarza. Został aresztowany przez UB w mieszkaniu siostry „Wiktora" 2 lipca 1948 r. Od niechybnej śmierci uratowała go interwencja Bolesława Piaseckiego (szefa PAX-u). Należy podkreślić, że Paweł Jasienica nie wydał ani „Łupaszki", ani nikogo innego. Ceną za ocalenie jego głowy nie była również współpraca z UB, jak podczas rozpętanej w marcu 1968 r. nagonki na pisarza insynuował Władysław Gomułka. Zdecydowała o tym wyżej wspomniana inicjatywa Bolesława Piaseckiego. 27 sierpnia 1948 r. Paweł Jasienica opuścił kazamaty UB.

Cena za darowanie życia

Czy Paweł Jasienica nie zapłacił zatem żadnej ceny za uwolnienie z rąk bezpieki?

Jeszcze  będąc osadzonym w areszcie śledczym sporządził na żądanie funkcjonariuszy UB opracowanie na temat 5 Brygady Wileńskiej AK, którego treść, jak można sądzić, nie oddaje rzeczywistych zapatrywań pisarza na jego niedawnych wówczas towarzyszy broni,  w szczególności na mjra „Łupaszkę", na ich horyzonty myślowe i motywacje, które im  przyświecały w czasie walki w szeregach oddziału. Ale jakaż to cena? Żadna. Kto z nas mając do wyboru stryczek albo napisanie kilku stron opracowania, które nikomu wówczas nie przyniosło szkody - nie był to materiał nadający się do wykorzystania operacyjnego przez UB - nie chwyciłby za długopis, ten niech weźmie do ręki kamień. Ja natychmiast kucam i zaczynam pisać na piasku.

W tym opracowaniu jest jeden fragment wart przywołania, gdyż daje jakieś wyobrażenie o realiach walki partyzanckiej w okresie po „amnestii" z lutego 1947 r.: W kwietniu i maju 1948 r. bawiłem w Białostockiem na podróży reportażowej (...). Wtedy to stwierdziłem z przerażeniem, że Bug jest obsadzony przez wojsko, a od przygodnych rozmówców dowiedziałem się, że gdzieś - podobno w Siedleckim - były walki, a za „Młotem" wiszą listy gończe (...).

Zapewne częścią ceny za darowanie życia była także zgoda Jasienicy na wejście, w styczniu 1950 r., do powołanych przez komunistów tymczasowych władz Caritasu (ten wątek wykracza jednak poza ramy niniejszego tekstu).

Niedoszły historyk oddziału

W 1955 r. Paweł Jasienica opublikował w tygodniku „Świat" artykuł mający być recenzją powieści Józefa Mackiewicza „Doga donikąd" (każdemu, kto jest zainteresowany anatomią procesu  rozkładu  wspólnoty dotkniętej opresją komunistyczną, gorąco polecam tę niezwykłą powieść). Już  sam tytuł  wzmiankowanego artykułu - Moralne zwłoki szlachcica kresowego - odstrasza. Dalej jest jeszcze gorzej. Tekst jest niewybrednym atakiem na Mackiewicza. Niestety, autor porusza w nim również wątki partyzanckie: (...) Z Krakowa na Podhale dwa kroki. „ Ogień", którego dzieje przypomniał nam ostatnio Machejek (chodzi o  perfidny paszkwil na temat Józefa Kurasia „Ognia" pt. Rano przeszedł huragan - przyp. GW.), byłby rad z dobrego szefa sztabu. Zresztą po drodze z Wilna do Krakowa można było doszlusować do pogrobowców wileńskiego okręgu AK, który niezły rejwach czynili na Białorusi i w Białostockiem (...).

To chyba jedyny tekst przeznaczony do druku, w którym Paweł Jasienica choć pośrednio „wspomniał" swego dowódcę i swych podkomendnych. Nie spełniło się marzenie mjra „Łupaszki", który bardzo chciał, aby dzieje 5 Brygady Wileńskiej AK spisał  jego zastępca. Na szczęście jednak  zostały one  uwiecznione przez Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego w znakomitej monografii „Łupaszka", „Młot", „Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (Oficyna Wydawnicza Volumen Warszawa 2002). Od niedawna można cieszyć oko także albumem Brygady „Łupaszki", w opracowaniu wyżej wymienionych oraz Piotra Niwińskiego (Instytut Pamięci Narodowej, Oficyna Wydawnicza Rytm. Warszawa 2010). Gorąco zachęcam do zapoznania się z tymi wydawnictwami.

Przeszli, przepadli; dym tylko dusi i krzyk wysoki we mgle, we mgle

Mjr. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka" został przez sąd komunistyczny skazany na karę śmierci a następnie zastrzelony w więzieniu  mokotowskim w Warszawie 8 lutego 1951 r.

Ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor" podzielił los swego dowódcy; został zamordowany tego samego dnia, w kilka minut po „Łupaszce".

Kpt. Władysław Łukasiuk" Młot" zginął 29 czerwca 1949 r.

Ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny" poległ 26 czerwca 1946 r.

St. sierż. Józef Babicz „Żwirko" poległ 17 lutego 1947 r.

Lech Leon Beynar „Nowina" czyli Paweł Jasienica  zmarł w Warszawie 19 sierpnia 1970 r.

„Łupaszka", „Młot" i „Nowina" zostali postanowieniami Prezydenta RP, śp. Lecha Kaczyńskiego, odznaczeni pośmiertnie Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski. Order nadany Pawłowi Jasienicy został przekazany na ręce członków jego rodziny przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas uroczystości w dniu 1 marca 2011 r.

Grzegorz Wąsowski

P.S. Tytuł ostatniej partii tekstu to fragment wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego Z lasu