Sprawa Pawła Mitera opisana przed kilkoma dniami przez "Rzeczpospolitą" jest niezwykle interesująca, ponieważ ujawnia mechanizmy rządzące ważną publiczną instytucją oraz pokazuje mentalność ludzi nią zarządzających. Bliżej nieznany 25-latek podszył się pod szefa Kancelarii Prezydenta RP – Jacka Michałowskiego i wysłał do Prezesa TVP fałszywego e-maila, domagając się pracy dla "młodego dziennikarza z Wrocławia" (czyli dla siebie). Uruchomił w ten sposób całą serię działań we władzach telewizji publicznej, mających na celu stworzenie nowego programu dla młodych ludzi, prowadzonego przez "protegowanego Prezydenta". Gdyby sam Miter wykazał się większym zaangażowaniem i warsztatem dziennikarskim, to kto wie czy ów program nie zostałby uruchomiony. Nie to jest jednak w całej tej sytuacji najciekawsze...
"To człowiek z Kancelarii Prezydenta" – takie zdanie miało być wypowiadane przez nadzorującego tę "sprawę" Mariana Kubalicę – ówczesnego dyrektora biura zarządu TVP, przy każdej okazji przedstawiania "młodego dziennikarza z Wrocławia" kolejnym pracownikom telewizji. Miter mówi "Rz", że bardzo go ten fakt śmieszył, po czym przywołuje jeszcze jedno, dużo ważniejsze zdanie, które miał wypowiedzieć Kubalica: "Tutaj można wszystko załatwić". Jeśli przypomnimy sobie, że TVP jest finansowana tak naprawdę z naszych (podatników) kieszeni, to zdecydowanie przestaje to być śmiesznie. Powyższe zdanie wskazuje bowiem nie tylko na to, że zarządzającym nią politycznym nominatom wydaje się, że mogą traktować ją niemal jak prywatne Eldorado. Zauważmy, że skoro dyrektor biura zarządu TVP stwierdził, że "tu wszystko można załatwić", to de facto zasygnalizował, że nie jest to pierwsza tego typu ekstraordynaryjna sytuacja, a wiedza na ten temat jest powszechna... Nie ma zaskoczenia, nie ma niepewności czy gorączkowych zachowań na kolejnych szczeblach TVP, a wręcz przeciwnie – wszyscy wiedzą co mają robić, uprzednio poinformowani z kim mają do czynienia. Wygląda to tak, jakby istniał swoisty nieformalny tryb załatwiania tego typu spraw, w którym ufa się protegowanym (zwróćmy uwagę, że Miter twierdzi, ze nikt nie kazał mu się legitymować, a swoje dane osobowe przywoływał z pamięci). No ale cóż, przy takim protegującym nie wypada przecież sprawdzać...
Przypomina się słynna scena z filmu "Miś", gdy Rysiek Ochódzki dzwoni do biura paszportowego podając się za ministra, a jego rozmówca staje podczas rozmowy na baczność, po czym przygotowuje paszport w trybie ekspresowym, zupełnie dlań nietypowym. Wtedy też nie było sensu niczego sprawdzać... Scena, podobnie jak cały film bardzo śmieszna, jednak znowu przestaje taką być, gdy uzmysłowimy sobie, że charakteryzowała ona naszą rzeczywistość na długo przed 1989 rokiem. Później miało przecież być inaczej...
Apropos PRL... Najbardziej zaskakuje łatwość, z jaką Miter doprowadził do uruchomienia owego specjalnego trybu załatwienia mu dobrze płatnej pracy. Dlaczego tak się stało? Komentatorzy zarzucają władzom TVP nieodpowiedzialność, skrajną naiwność, brak profesjonalizmu, nieracjonalność, itp. Szef KRRiT Jan Dworak w rozmowie z Agnieszką Kublik doszukuje się przyczyn w głębszym procesie upolitycznienia mediów, zupełnie jakby sam nie był nigdy nominowany przez żadnego polityka i nie współtworzył w latach 2004-2006 TVP będąc jej prezesem. Czy komentatorzy mają rację? Tylko częściowo.
Pominięty tu został bowiem wymiar najważniejszy, a mianowicie to dlaczego właściwie Kubalica i inni tak gorliwie i z pełnym zaufaniem zabrali się do tworzenia nowego programu telewizyjnego (nota bene, czy ktoś pamięta ile razy słowa "zaufanie" użył premier Tusk w swoim expose?). Odpowiedź dać miał sam Kubalica w rozmowie z Miterem. Ten ostatni mówi "Rz":
– Pamiętam, że miałem już wychodzić i pan Kubalica poprosił, żebym jeszcze na chwilę usiadł. Powiedział mi, że jest problem, bo Jan Dworak (szef KRRiT – red.) strasznie sarka na zarząd, nie wyraża zgody, nie chce się dogadać i czy ja mógłbym poprosić pana prezydenta, żeby może coś z tym zrobił. Powiedziałem, że jak będę się z nim widział, to mu o tym napomknę. Podziękował i kazał mi życzyć od niego prezydentowi wesołych świąt, bo to było tuż przed Bożym Narodzeniem.
Jeśli ta informacja jest prawdziwa, to mamy do czynienia ze zjawiskiem klientelizmu w czystej postaci. Przypomnijmy w skrócie, że klientelizm to zjawisko polegające na zaspokajaniu obustronnnych potrzeb na zasadzie relacji patron-klient z pominięciem oficjalnych procedur i trybów postępowania. Mamy patrona dysponującego dużymi zasobami i jego klientów, którym on zaspokaja ich bieżące potrzeby, a oni odwdzięczają mu się w różnoraki sposób oraz legitymizując jego wysoką pozycję. Był to typ relacji szeroko rozpowszechniony w PRL, gdzie oficjalnie, jak wiadomo, niewiele można było załatwić, więc ludzie musieli sobie radzić w inny sposób. Obecnie jest to system charakterystyczny, żeby daleko nie szukać, np. dla południowych Włoch, w których istotnym "regulatorem" życia publicznego jest mafia.
Zakładając, że wszystkie informacje podane przez "Rz" są prawdziwe, można stwierdzić, że w TVP mamy do czynienia z dużym potencjałem klientelizmu. To bowiem ludzie i ich mentalność, a nie zapisane w prawie procedury decydują o obliczu danej instytucji. Każdą procedurę można technicznie ominąć, pytanie tylko czy jest na to przyzwolenie innych. Jeśli Miter był przedstawiany jako "człowiek od Prezydenta", a nikt nie spytał bezczelnie swojego przełożonego: "No i co z tego?!", to znaczy, że takie przyzwolenie istnieje. Władze TVP bezproblemowo zgodziły się na przyjęcie do pracy rzekomego protegowanego Prezydenta, ale mając "we krwi" klientelistyczny zwyczaj poprosili o pewną drobną przysługę – sprawienie, żeby Jan Dworak "przestał sarkać". Co ciekawe, Prezydent RP formalnie nie ma prawa wywierać wpływu na szefa KRRiT, gdyż ta pozostaje niezależna. Władze TVP o tym doskonale wiedziały, ale mimo to o to poprosiły. Dlaczego? Bo przewidują, że tam też zadziała ten sam mechanizm klientelizmu. Istnieje niestety obawa, że przekonanie o istnieniu tego mechanizmu jest wdrukowane w głowy przedstawicieli nie tylko tej, ale także wielu innych instytucji publicznych.
Jesli zatem ktoś zarzuca ówczesnym władzom TVP brak profesjonalizmu lub skrajną naiwniość - pełna zgoda. Ale nieracjonalności tym ludziom już z całą pewnością zarzucić nie można. Zachowali się oni całkowicie racjonalnie, podtrzymując system klientelizmu tak przydatny przy załatwianiu tego typu spraw.
Warto także zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Taka informacja, dyskredytująca telewizję publiczną jawi się jako łakomy kąsek dla jej konkurencji, ot chociażby takiego TVN-u. Wydawać by się mogło, że jego flagowe "Fakty" zaprezentują długi materiał opisujący tę sprawę z charakterystycznym sarkastycznym komentarzem na koniec. Tymczasem w owym programie na ten temat całkowita cisza - zarówno w dniu publikacji (przed trzęsieniem ziemi w Japonii) jak i później. Dlaczego nie skorzystano z tak znakomitej okazji zmniejszenia wiarygodności konkurencji? Czy było to racjonalne? To już temat na zupełnie inną opowieść...
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/111100-potencjal-klientelizmu-w-tvp-to-zjawisko-polegajace-na-zaspokajaniu-obustronnnych-potrzeb-na-zasadzie-relacji-patron-klient
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.