Wniosek przyznania Andrzejowi Wajdzie orderu Orła Białego, który wpłynął do Kancelarii Prezydenta, uważam za bardzo słuszny. Jeśli moje zdanie w tej sprawie ma znaczenie dla Bronisława Komorowskiego, to zdecydowanie popieram. Liczy się bilans całego życia artysty, a ten jest dla nas Polaków  - bardzo pozytywny.

Andrzej Wajda jak żaden inny twórca kultury masowej, dodawał nam ducha w czasach komunistycznej okupacji kraju. Szedł na kompromisy z władzą nieukniknione, skoro chciał robić filmy ale jednocześnie podejmował najważniejsze tematy narodowe nie dając usnąć sumieniom choćby przez to, że prowokował polemiki. Zakres kompromisu zależał od siły nacisku władzy dysponującej pieniędzmi i policją. Nawet jeśli były to filmy zakłamane wobec faktów historycznych, to przecież nie tylko pożyteczne, ale także piękne.

W Polsce piękno i warsztat za mało się ceni, a za to przecenia politykę.

W kinie liczą się bardziej obrazy i emocje, niż wypowiadane słowa. Owszem, "Kanał" podważał sens powstania warszawskiego, ale zarazem gloryfikował bohaterstwo powstańców warszawskich, jeszcze niedawno opluwanych jako "zaplute karły reakcji" jako członkowie AK. "Popiół i diament" owszem, podważał sens walki - jak ich dziś nazywamy - "żołnierzy wyklętych" przyznając rację komunistom - ale tylko pozornie. Kto na prawdę ma rację przesądziła decyzja reżysera, żeby w roli Maćka Chełmickiego obsadzić Zbigniewa Cybulskiego. I co z tego, że towarzysz Szczuka miał na ekranie za sobą "obiektywną konieczność historyczną"? Przecież cała młodzież chciała być taka, jak "wyklęty" Maciek, a nie jak stary i brzydki Szczuka mowiący w dodatku z nieznośnym, teatralnym akcentem. Istotnym przekazem "Popiołu i diamentu" jest ujmujaca osobowość Cybulskiego, i zaangażowanie Maćka w sprawę szlachetną choć tragiczną, a nie polityczne deklaracje.

Nie będę bronił "Lotnej" z tym samym zapałem, ale proszę tylko zauważyć, gdzie bije serce reżysera - przecież po stronie tych pięknych polskich ułanów, polskiego sposobu życia, który owszem, nie mógł się oprzeć potędze hitlerowskiej. Taki jest sens cięcia szablą po niemieckim czołgu - to bolesna metafora a nie szyderstwo, ani tym bardziej opis historycznego faktu. Notomiast równie tragiczne co Lotna, ale znakomite "Wesele" powinniśmy dzisiaj oglądać na nowo i głęboko przemyśleć. Bo to Polska właśnie.

A "Człowiek z marmuru"? Przecież ten film przyczynił się w pewnej mierze do powstania Solidarności trzy lata później! Owszem, Wajdę bronił przewrotnie Putrament, że pracuje z pozycji marksistowskich, ale co z tego? W tamtym czasie to był dynamit podlożony pod "realny socjalizm" Władza przeraziła się tego filmu i słusznie. Zaś stary lis Putrament grał własną grę na dwie strony.

A "Ziemia obiecana"? To arcydzieło i akurat prawdziwe historycznie pokazując, jak bardzo polska mentalność nie przystaje do kapitalizmu i nowoczesności, dlatego w tym zakresie konieczne jest kierownictwo Żydów, choć wygląda paskudnie. Przecież to szczera prawda i z jaką maestrią pokazana!

A "Danton"?  Nie wiem, czy Andrzej Wajda robiąc ten film miał na myśli tylko katastrofę rewolucji francuskiej, co wzburzyło prezydenta Mitteranda. Ja tu widzę także archetyp sporu radykalizmu i pragmatyzmu, który u nas reprezentuje konflikt Lecha Wałęsy z Andrzejem Gwiazdą. Wałęsa to nasz Danton, który jednak nie poszedł na gilotynę, ale na kompromis z "l'ancien regime" i swoje wygrał. Zaś Gwiazda to Robespierre, który w sprzyjajacych warunkach postawiłby na placach miejskich gilotyny dla wrogów ludu. Bieżące zaangażowanie polityczne nie pozwala nam chłodno rozważyć dylematu - czy należało siadać do Okrągłego Stołu, czy robić rewolucję. Warto więc spojrzeć na ten wybór poprzez francuski materiał historyczny.

Ależ oczywiście, że Andrzej Wajda jest koniunkturalistą. Po Okrągłym Stole wyczuł, że władza przejdzie w ręce postkomuny i jej sojuszników z byłej opozycji demokratycznej. Nie tyle wpadł w ręce - czy można powiedzieć "łapy"? - Adama Michnika, który go skołował, ile dokonał roztropnego wyboru reżysera. Wajda dalej potrzebował od władzy  pieniędzy i przyzwolenia na filmy. Niestety, zaczął go opuszczać talent, libido i temperament. Ostatni jego film, który cenię to "Pan Tadeusz", ukoronowanie twórczości patriotycznej starego mistrza. "Katyń" jest knotem, ale chociaż przebił się do rosyjskiej telewizji no i jednak zdobył nominację do Oskara, dzięki - jak przypuszczam - lobbingowi przyjaciół Wajdy w Hollywood. Z niepokojem czekam na zapowiadany film o Wałęsie. Ale kto wie, czy spotkanie dwóch cyników o w gruncie rzeczy złotych sercach, czyli reżysera ze scenarzystą Januszem Głowackim - nie pokaże ciekawych rzeczy pod powierzchnią akcji, jak było w wypadku "Popiołu i diamentu".

Nie wspominam o filmach czysto psychologicznych ani o teatrze, gdzie dokonania Wajdy nie budzą politycznych kontrowersji. Chcę jedynie przekonać prawicową część opinii publicznej, że Wajdzie należy się Orzeł Biały mimo tych kontrowersji. To nie ma znaczenia, kogo dziś popiera politycznie Wajda. Najważniejsze, że jest wielkim artystą - nawet jeśli był, to jest - o ogromnych zasługach dla polskiej świadomości narodowej, czy był z nią w konflikcie, czy w konkubinacie.

Panie Andrzeju, jednak chylę czoła!