W piątek na twiterze Zbignew Hołdys oznajmił, że odchodzi z tygodnika "Wprost". Nie podał żadnego konkretnego powodu. Napisał tylko enigmatycznie, że "nie umie mysleć inaczej, niż myśli".

Okazało się, że powodem rezygnacji z pisania felietonów w tygodniku było odrzucenie tekstu Hołdysa przez naczelnego. Tytuł felietonu "Piramida zwierząt". A oto jego treść:

Uśmiechnięta twarz i rysujące się na niej wielkie samozadowolenie. Za chwilę z ust tej twarzy wyfrunie potęga intelektualna zmieszana z głosem o barwie łudząco przypominającej głos towarzysza Gomułki. Mój marszałek mojego sejmu, profesor i więzienny bohater, wypowie o swoim oponencie politycznym niezwykle ważne, przemyślane słowa: „Pana Macierewicza powinno się zawinąć w kaftan i na sygnale zawieźć do Tworek". Potem podniesione, rozradowane czoło w oczekiwaniu na oklaski telewidowni. Tak rodzi się gwiazdor.

Nieco wcześniej, a może ciut później, mój marszałek mojego sejmu odkrył dla siebie nową zabawkę na pulpicie stołu prezydialnego: klocek lego o nazwie „mute". Jak się go naciśnie – wyłącza sprzęt nagłośnieniowy i wówczas człowieka, który przemawia do reprezentacji narodu, nie słychać. Pstrykanie w klocek stało się nową procą pana marszałka, jego nowym kapslem do pstrykania, nowym scyzorykiem, kolorową zośką, piłką do nogi i nową gumą balonówą. Jako dziecko musiał płatać niesamowite figle.

W trakcie zabawy na mównicę wychodzi poseł, który rzuca propozycję, by mój marszałek samozapakował się w kaftan dla wariatów i udał się na konsultacje do psychiatry, którym jest minister obrony narodowej, pan Klich. Wtedy marszałek nagle sinieje na twarzy i strzela powietrzem niczym sędzia inkwizycji: „TO NIEBYWAŁE CHAMSTWO!".

Takiego mam marszałka.

Dalej Hołdys nawiązuje do znanej instalacji Katarzyny Kozyry, tytułowej piramidy zwierząt:

Tego dnia stał na szczycie piramidy ludzkiej, przypominającej słynną rzeźbę Katarzyny Kozyry Piramida zwierząt. Wypchany koń, na jego grzbiecie wypchany pies, na grzbiecie psa wypchany kot, a na grzbiecie kota wypchany kogut. Każde ze zwierząt Kozyry ma swoją rangę, nie jest wyszydzone, okaleczone, pokraczne, wszystkie są dumne, piękne, potrzebne światu. W piramidzie marszałka Niesiołowskiego on sam jest sterczącym na szczycie kogutem, poniżej w roli kota jest poseł Macierewicz, który połowę polskiego parlamentu wpisuje na listę zdrajców. Pan Macierewicz (jak trafnie powiedział o nim Janusz Głowacki „człowiek o łagodnym spojrzeniu Osamy Bin Ladena"), to jedyny obok mnie niedokończony absolwent liceum im. Frycza Modrzewskiego. Obaj wylecieliśmy ze szkoły w podobnym czasie. Wtedy był bohaterskim maturzystą z odwagą wielkiego opozycjonisty – dziś psychiatra i minister Klich twierdzi, że Macierewicz to zwykły tchórz , który zwiał z miejsca katastrofy smoleńskiej. Więc ustawmy grzbiet ministra Klicha tuż pod łapami posła Bin Ladena-Macierewicza. Minister Klich to mistrz nirwany. Pewnego dnia, gdy przegra wojnę, powie „To generałowie" i każe ich zdymisjonować.

Kolejny element piramidy to posłanka Beata Kempa, wyrażajaca - zdaniem artysty - "ducha polskiego parlamentaryzmu":

Minister Klich, chudy i lekki, ale zawsze zadbany, balansuje na najniższym grzbiecie – Beaty Kempy. Absolwentki wydziału administracji, choć wydawało się jej, że prawa. Kobiety która empirycznie dowiodła, że chamstwo jest w cenie. Właśnie ma zostać członkinią najwyższych władz PiS. Ona jest w tej piramidzie koniem-fundamentem.

Beata Kempa to postać szczególna. Dźwiga na sobie etos polskiego parlamentaryzmu. Jest jego aktualną emanacją, jego wizytówką i jego definicją. Można ją wozić po całym świecie i pokazywać – a to w amerykańskim kongresie, który potrafiłaby by wprowadzić w poważne wibracje, a to w brytyjskim parlamencie, gdzie jak mówi premier, to druga strona beczy jak barany i wówczas pasowałaby jak ulał. Można też ją zawieźć do Korei Południowej, gdzie od czasu do czasu panowie używają do perswazji karate. Jestem pewien, że wszędzie wzbudziłaby sensację.

Hołdys widzi w piramidzie jeszcze jedno zwierzątko, którego wszelako Kozyra w swojej instalacji nie umieściła. To mała dżdżownica o nazwisku Donald Tusk:

W polskiej narodowej piramidzie zwierzat brakuje mi jednego stworka: dżdżownicy. Powinna pełzać chytrze między piórami na grzbiecie koguta i nie dać się dziobnąć. Nazywa się Donald Tusk.

Tusk nie jest mężem stanu, choć niektórzy twierdzą, że jest. Gdyby nim był zaoferowałby Polsce rozwiązanie śmiałe i przecinające gangrenę. Rzuciłby na szalę cały swój autorytet, by pogodzić ludzi i zaoferować im lepsze jutro. Nie ujadałby na otaczającą go sforę, zająłby się nami - narodem. Przeforsowałby ordynację wyborczą, która dałaby szansę społeczeństwu na wygnanie z sejmu tego, co nas tak męczy, dusi i depcze. Przynajmniej spróbowałby.

Jeśli kogoś drażni wspomnienie o sejmie kontraktowym z komunistami, w którym naród mógł wybrać 100% niezależnych senatorów i „zaledwie" 35% niezależnych posłów, to przypominam: dzięki dzisiejszej ordynacji, na której od 20 lat buja się powyższa piramida, a której Tusk nie ma odwagi zmienić, czterech szefów dręczących nas partii - Kaczyński, Tusk, Napieralski i Pawlak - wytypuje nam posłów na kolejne duszne 4 lata. Ustawią nam ich na liście, rozdadzą jedynki i wręczą im fundusze na kampanię (z naszych pieniędzy), a innych zepchną na koniec i nie dadzą im ani grosza. Kogo wybierzemy?

Nie łudźmy się: w większości tych samych ludzi.

Dotąd sądzilismy, że ostre pióro, ciety dowcip i wyraziste poglądy to atuty felietonisty. Nie nam oceniać na ile te wymogi spełnia Zbigniew Hołdys. Ale - ujmijmy to tak - na tle tego, co prezentuje sobą tygodnik "Wprost" to i tak współtwórca "Perfectu" jawił się jako umysł niezależny i krytyczny.Bardzo ciekawy był jego wywiad z Janem Pospieszalskim. To była prawdziwa potyczka dwóch artystów, znajomych, którzy szczerze sobie pogadali o polityce po 10 kwietnia.

Ale żyjemy w czasach, w których zaostrza się walka klasowa i redaktor naczelny Tomasz Lis nie może dopuścić do żadnych "nacjonalistyczno-prawicowych odchyleń", dlatego Hołdysowi zrzucił tekst, który  nie mieścił się w linii pisma.

Z niecierpliwością wyczekujemy na najbliższy wstepniak naczelnego, który swego czasu porównywał wewnętrzną sytuację PiS-u do wielkiej stalinowskiej czystki lat'30. Ciekawe, jak wytłumaczy odejście swojego felietonisty?

Intryguje nas tylko, co też pierwszego dziennikarza III RP tak w tekście Hołdysa zdenerwowało?

 

Bar, źródło: twitter/pokazywarka.pl