66. rocznica wyzwolenia Auschwitz-Birkenau. Ale z przemówienia prezydenta RP nie dowiecie się, kto tę zbrodnię zaplanował i kto wykonał...

PAP
PAP

Mija 66 lat od wyzwolenia byłego niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Moment to szczególny, bo zbiega się z ofensywą propagandową, która ma obciążyć Polaków winą za Holokaust, przy jednoczesnym rozmyciu winy niemieckiej. Z jednej strony kolejne propagandowe dzieło Grossa, z drugiej mnożące się w zachodniej prasie określenia Auschwitz jako "polskiego obozu koncentracyjnego".

W uroczystościach w Auschwitz wziął udział - co jest już dobrą tradycją - prezydent Rzeczypospolitej, w tym roku po raz pierwszy Bronisław Komorowski. Niestety, z jego przemówienia świat nie miał szansy dowiedzieć się, kto właściwie zrobił Auschwitz i Birkenau:

Szanowny Panie Prezydencie, Drodzy Państwo,

Tu w Auschwitz-Birkenau chyba jak w żadnym innym miejscu jesteśmy tak boleśnie konfrontowani z koszmarem wojny, z pamięcią o koszmarze wojny. Tej wojny, która kosztowała przecież życie wielu milionów ludzi. Ale tu w Auschwitz, tu jak w soczewce skupia się i wiedza i pamięć o wszystkich straszliwych zbrodniach. To miejsce jest jednym z symboli dramatu jaki przeżył świat, którą przeżyła Europa, którą przeżyły narody, które musiały zmierzyć się z wielkim wyzwaniem jakie stanowiła fala nienawiści, fala nazizmu. To Auschwitz jest jednym z najboleśniejszych symboli Holokaustu, zagłady Żydów, zagłady Romów, Sinti. Tylko dlatego, że byli Żydami, Romami, Sinti. To Auschwitz-Birkenau jest w pamięci Polaków miejscem gdzie ginęli nie tylko Żydzi – obywatele państwa polskiego, bo byli Żydami, ale ginęli wszyscy, ginęli ci którzy mieli odwagę przeciwstawić się systemowi prawnemu tworzonemu w czasie wojny w warunkach państwa okupacyjnego. Zginęło tu przecież kilkadziesiąt tysięcy Polaków, ginęli Rosjanie jako jeńcy wojenni. A więc jest Auschwitz, Auschwitz-Birkenau symbolem straszliwych zbrodni.

W takim miejscu każdy z nas pewnie najchętniej by milczał, najchętniej by w ciszy modlił się po swojemu, w ciszy rozważał to wszystko, co jest ważne nie tylko dla poznania zbrodni, dla jej oceny, ale również dla rozważenia tego, gdzie są źródła takich strasznych czynów. Ale tu milczeć nie można, dlatego chciałem w sposób szczególny podziękować tym świadkom, ludziom, którzy ocaleli, przetrwali w warunkach tak straszliwej zbrodni, tak straszliwego zagrożenia, za to, że mieli przez kilkadziesiąt lat tak silną wolę, aby mówić, opowiadać, dawać świadectwo prawdzie, choć pewno dla nich ta pamięć jest najbardziej bolesna. Chcę także serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy są świadkami tamtych strasznych czasów, którzy zechcieli być także tutaj dzisiaj, razem z nami, razem z prezydentem Niemiec, razem z prezydentem Polski.

Chcę również podziękować młodym ludziom z Izraela, z Niemiec, z Polski, z wielu innych krajów, że tu w Auschwitz chcą się spotykać. Chcą się dowiadywać o tamtych strasznych czasach, ale chcą również szukać drogi do świata lepszego, mądrzejszego i piękniejszego. Tu trzeba mówić dlatego żebyśmy nie tylko pamiętali, nie tylko wiedzieli, ale trzeba mówić tak że dlatego aby w samym sobie wywołać głęboką refleksję, czy te same straszliwe mechanizmy zbrodni nie pulsują także dzisiaj jakimś życiem ukrytym w naszym współczesnym świecie.

Dlatego Auschwitz jako muzeum spełnia niezwykle ważną rolę. Ciszę się, że zbliżamy się do takiego momentu, że będzie można powiedzieć, że w sensie finansowym, w sensie organizacyjnym to miejsce będzie trwale zabezpieczone. Będzie trwale funkcjonowało nie tylko jako wielki wyrzut sumienia, nie tylko jako ta rozdrapywana rana, o której mówił Władysław Bartoszewski, ale także jako miejsce zbiorowej myśli o przyszłości świata, o przyszłości ludzkości. Chciałem młodym ludziom życzyć, aby nie stawali przed pytaniami, przed którymi stanęło tamte pokolenie, a także pokolenie zrodzone tuż po wojnie albo trochę później; obaj z panem prezydentem należymy właśnie do tego pokolenia; które rosło w cieniu wojny, w cieniu zbrodni, w cieniu straszliwej nienawiści. Chciałbym życzyć, żebyście nie rozważali tego dylematu, który był także udziałem mojego pokolenia prze lektury szkolne, przez rozmowy w domach rodzinnych, czy jeszcze świat może być światem dobrym, czy po tak straszliwej zbrodni może być jeszcze miejsce na poezję, na muzykę, czy może być miejsce na tworzenie filozofii.

Dzisiaj wszyscy wiemy, że tak. Że świat idzie swoją drogą pomimo tego strasznego doświadczenia. Ale musi być takie miejsce, i ono jest tu w Auschwitz, w którym cały czas trzeba pamiętać po to, aby przyszłość świata budować w oparciu o prawdę, która nawet jeśli jest straszliwie bolesna jest niezbędna do wiedzy o świecie, o nas samych. Chciałem podkreślić również to, że jestem tu dzisiaj z prezydentem Niemiec. To pierwsze chyba tego rodzaju wydarzenie, kiedy prezydenci Polski i Niemiec mogą być razem w tak niezwykłym miejscu. Chciałem powiedzieć, że to jest też sygnał tego, że świat idzie w stronę dobrą, że pomimo tego strasznego doświadczenia, po wielu, wielu latach, ale także i po wielu, wielu latach pracy jesteśmy bliżej tego żeby eliminować ze współczesności narodu, ze współczesności państw, ze współczesności świata te wszystkie straszne rzeczy, które obciążyły, zatruły jadem nienawiści, także bólem straszliwym co najmniej parę pokoleń w naszej części Europy. Dziękuję bardzo.

Jak widzimy, słowo "Niemcy" lub "niemiecki" nie padło ani razu... Padło za to raz słowo "nazizm", wpisane w enigmatyczną frazę "fala nazizmu". Kto zrobił Auschwitz, kiedy, w jakich okolicznościach - nie wiadomo.

Dla porównania - przemówienie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego wygłoszone podczas uroczystości 65. rocznicy wyzwolenia Auschwitz równo rok temu:

Panowie Premierzy,

Panowie Prezydenci,

Panie Przewodniczący Parlamentu Europejskiego,

ale przede wszystkim Panie i Panowie, którzy byli tutaj w innych okolicznościach przed 65 laty, kiedy 27 stycznia 1945 roku obóz został w końcu wyzwolony.

To dla Was i dla Waszych koleżanek i kolegów, którzy wtedy zginęli lub nie dożyli dnia dzisiejszego, jest ten dzień pamięci. Ale ten dzień ma także inne znaczenie.

Ludzie ludziom zgotowali ten los – tak brzmi motto książki, która ukazała się tuż po wojnie, Zofii Nałkowskiej, jednej z najwybitniejszych polskich pisarek. Ludzie ludziom... chociaż jedni z nich uważali się za nadludzi, a innych uważali za podludzi lub — o czym mówił przed chwilą pan redaktor Turski — zgoła nieludzi.

Wiem, że na ogół znają Państwo fakty, ale mimo wszystko kilka z nich przypomnę. 14 czerwca 1940 roku przywieziono tu pierwszych 728 więźniów. Tak się złożyło, że tego dnia nazistowskie Niemcy, a dokładniej ich wojska, zajęły Paryż. Ci pierwsi więźniowie to byli Polacy i pewna grupa polskich Żydów. W następnym roku, gdy więźniów było już znacznie więcej, o czym mówił pan minister Bartoszewski, przywieziono tutaj kilkanaście tysięcy jeńców z Armii Radzieckiej — 600 spośród nich i 250 Polaków stało się ofiarą owego eksperymentu, o którym też pan minister przed chwilą mówił. Dwa dni trwało ich mordowanie. Dokładnie dwa dni.

Mniej więcej w tym samym czasie w innym miejscu Polski, koło Łodzi, w Chełmie nad Nerem próbowano innej metody – duszono ludzi spalinami. Cyklon B okazał się jednak skuteczniejszy. I to on posłużył do wymordowania prawdopodobnie ponad miliona Żydów. Rachunki są różne — od około jednego miliona do milion 350 tysięcy. Ale w tym obozie zginęło również 75 tysięcy Polaków, 20 tysięcy Romów, których los miał być podobny do losu narodu żydowskiego, około 14 tysięcy radzieckich jeńców, przede wszystkim Rosjan, i kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli innych narodów — Francuzów, Belgów, Białorusinów i wielu innych. Z czego to wynikało? To wynikało ze zbrodni, którą zaplanowała i dokładnie zrealizowała III Rzesza Niemiecka. Pierwszych Żydów francuskich i słowackich przywieziono tutaj już na początku 1942 roku. Wiemy, że w pierwszej połowie 1942 roku dokonano pierwszych masowych mordów w komorach gazowych. W tym samym czasie rozpoczęto likwidację największego z gett w Europie – getta w Warszawie. To był środek wojny, ale mord trwał dalej.

W maju 1944 roku losy wojny są już dawno przesądzone, III Rzesza Niemiecka pokonana, a tu, w tym miejscu oddaje się do użytku nową bocznicę, żeby można było ludzi przewozić bezpośrednio pod krematoria. Dla mnie ten moment w historii to znak szaleństwa zbrodniarzy, szaleństwa zbrodni opartej o chorą nienawiść. Istotnie, Żydów mordowano tylko dlatego, że byli Żydami. Wielu innych zginęło także dlatego, że byli Polakami czy Rosjanami, Ukraińcami czy Białorusinami, ale tam nie było wyroku śmierci wydanego na cały naród, przynajmniej z tego, co wiemy. Można powiedzieć, że powojenne dziesięciolecia w historii Europy pozwoliły uznać, że szaleńcze ideologie zakończyły swą historię. Ale jak powiedział jeden z więźniów tego obozu, autor kilku książek, Primo Levi, jeżeli to się zdarzyło, to znaczy, że może się zdarzyć.

Powtarzam raz jeszcze: Europa, jak się wydaje, przezwyciężyła tego rodzaju tendencje, ale czy przezwyciężył je świat? Można powiedzieć zupełnie jasno: nie. Stąd potrzeba pamięci.

Jest dla mnie przedmiotem wielkiej satysfakcji, że mamy tutaj ponad 30 ministrów oświaty lub przedstawicieli ministrów edukacji, bowiem życząc wszystkim żyjącym 120 lat życia, musimy wiedzieć, że czas odejścia świadków nie jest już bardzo odległy. Pozostaje pamięć zapisana, nauczona, mówiona. Ta pamięć jest potrzebna po to, żeby uczynić wszystko, aby zbrodnie takie jak w Birkenau, jak w Auschwitz — ale przecież nie tylko tu, także w Treblince, w Chełmnie na Nerem, na Majdanku, w Mauthausen, w Buchenwaldzie — nie powtórzyły się więcej. Trzeba uczyć prawdy. Prawdy twardej, która może niektórym silnym i wpływowym w dzisiejszym świecie się nie podobać. Ale była to prawda. To, co stało się tutaj, to nie łańcuch kryminalnych czynów – to coś, co zostało zorganizowane przez państwo, przez ówczesne państwo niemieckie: III Rzeszę. I trzeba o tym pamiętać, bo nie zawsze ten, kto ma siłę, ma rację.

Szanowni Państwo!

Uznajmy, że ten Dzień Pamięci jest dniem pamięci ofiar tego obozu koncentracyjnego i zagłady, ale także wszystkich rozstrzelanych, powieszonych, zagłodzonych — bo komendant Höss tę metodę też stosował, tu najbardziej znaną ofiarą jest ksiądz katolicki, dziś święty Maksymilian Kolbe — tu i we wszystkich innych obozach, które istniały wtedy, a także i później.

Dziękuję bardzo.

I już nie komentujemy.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...