Otóż według informacji dziennikarza, "Rosja na razie deklaruje, że nie chce dyskutować na temat raportu MAK i polskich uwag". "Gazeta" dowiedziała się tego "ze źródeł dyplomatycznych" (naszym zdaniem Radosław Sikorski), które jednak zauważają "pewne oziębienie w relacjach" (mogli podać: "pewne niewielkie, zapewne przejściowe schłodzenie temperatury", byłaby pewność, że nie urazimy Rosji. Używanie słowa "Oziębienie" - może im się skojarzyć z zimną wojną!!! - mogą jednak odczytać jako działanie prowokacyjne).
Muszą państwo przyznać, że zauważenie "pewnego oziębienia" w takiej sytuacji jest dowodem wysokich umiejętności politycznych i dyplomatycznych.
Idźmy jednak dalej:
Według naszych informatorów w rozmowie z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem prezydent Bronisław Komorowski dał wyraźnie do zrozumienia, że strona polska chciałaby prowadzić rozmowy w sprawie raportu. - Miedwiediew odpowiedział, że ta sprawa jest w kompetencji odpowiednich organów i uważa ją za zakończoną - twierdzi nasze źródło.
A więc mamy prośbę naszego prezydenta, trochę post factum wybijaną na plan pierwszy w kontekście rozmowy telefonicznej z Miedwiediewem, która dotyczyła według Kremla przede wszystkim obchodów rocznicy 10/04. I mamy ordynarnie negatywną odpowiedź prezydenta Rosji, który "uważa sprawę za zakończoną". Co na to nasi? Ano dochodzą, dlaczego Moskwici się gniewają:
Strona polska uważa, że sposób opublikowania raportu (Rosjanie uprzedzili nas 24 godziny przed konferencją MAK) był odpowiedzią na wypowiedź Tuska, że "są po rosyjskiej stronie osoby, które chciałyby ukryć prawdę". Władimir Putin mógł odebrać to osobiście.
A więc, uff, jednak nasza wina, a nie konfrontacja. Jednak dobrze, że nasze działania zaplanowaliśmy tak, by nawet w gniewie nie urazić:
Odwołanie się do ICAO jest traktowane przez stronę polską jako ostateczność, a wniosek ma mieć charakter wyłącznie formalny.
Nam się wydawała, że ICAO ogłosiło iż sprawą i tak się nie zajmie, bo to był w jej ocenie "lot państwowy", a nie cywilny, ale może to i dobrze? Bo dzięki temu odwołując się do ICAO mamy pewność, że na pewno nie narobimy Rosji kłopotów!
W sumie do ewentualnych rozmów Polska chce powrócić po przygotowaniu i opublikowaniu naszego raportu. A więc po utrwaleniu wszystkich negatywnych faktów w oczach opinii światowej, i po potwierdzeniu naszej, przynajmniej mentalnej, podległości wobec Moskwy (skoro nasze władze łykają taką hańbę). Co więcej:
Według naszych informatorów z MSZ będziemy starali się wykazać, że mimo różnic w odbiorze raportu nie zależy nam na pogorszeniu relacji z Rosją.
- Polska ani Rosja nie mają żadnego interesu w tym, aby relacje ponownie były gorsze - to opinia ministra Radosława Sikorskiego.
Co więcej, wychodzi na to, że w sumie ograliśmy Rosjan:
- Można przyjąć hipotezę, że Rosja w przeddzień objęcia przez Polskę przewodnictwa UE zastanawia się, czy ocieplenie relacji z nami służy jej polityce. Polska w ostatnim czasie zyskała na znaczeniu, po odklejeniu jej antyrosyjskiej łatki. Teraz być może w Moskwie zastanawiają się, czy to dobrze, czy źle - twierdzi nasz rozmówca.
Można tylko zapytać: skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?
Nie będziemy pisali o honorze, bo chyba nie ma co, ale tak czysto pragmatycznie: jak ustępujesz i znów ustępujesz osiedlowemu osiłkowi, jak przepraszasz, że jesteś - to na pewno zrobi z ciebie ofiarę. Zwłaszcza, jeśli był w KGB.
Wychodzi na to, że oni już nie mogą tej "przyjaźni "przynajmniej zawiesić. Po prostu nie mogą.
Pat
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/109440-co-robi-polski-msz-po-mak-owskiej-hanbie-bedziemy-starali-sie-wykazac-ze-nie-zalezy-nam-na-pogorszeniu-relacji-z-rosja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.