Rokita wróci w barwach PiS? Dziś to tylko spekulacja "Super Expressu". Ale czy aż tak nieprawdopodobna?

fot. wPolityce.pl, kam
fot. wPolityce.pl, kam

Jak podał w aurze sensacji dzisiejszy "Super Express",  możliwy jest powrót Jana Rokity do polityki. I jego start w wyborach parlamentarnych z list Prawa i Sprawiedliwości.

Gazeta pisze:

Ale teraz, jak twierdzi jego żona, posłanka PiS, realny jest jego start w wyborach do sejmu z list partii Jarosława Kaczyńskiego (62 l.). Mimo że w swoim czasie krytykował nawet samego prezesa. - Kto się lubi, ten się czubi - usprawiedliwia Rokitę jego żona. - Politycy PiS mówią mi, abym pozdrowiła Jasia. Stwierdzają, że brakuje go w polityce - dodaje.

Szeregowi posłowie PiS może i tęsknią za Rokitą. A jak na tą współpracę zapatrują się władze Prawa i Sprawiedliwości? - Jesteśmy otwartą partią. Nie wykluczamy takiej współpracy - zapewnia nas poseł Joachim Brudziński (43 l.), przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS. Pewne jest też, że jeśli Jan Rokita wystartuje w wyborach do sejmu, jego żona natychmiast przerwie karierę na Wiejskiej. I znów zamienią się rolami.

Zapytaliśmy o te informacje dobrego znajomego Rokity z Krakowa:

Dziś to mało prawdopodobne, cała sprawa opiera się na wciąż powracającym marzeniach Nelly, która ma poczucie, że trzy lata temu swoim startem w wyborach wyeliminowała męża - powiedział nam. - On naprawdę ma głęboki wstręt do próbowania powtórnie sił w polityce, boi się porażki, falstartu. Ale co się stanie jutro pojutrze, nie wiem. W każdym razie żadnych ustaleń z nikim nie poczynił.


Nawet więcej.

Bogu dzięki, słabnie pamięć o polityku Janie Rokicie

- powiedział ostatnio on sam w wywiadzie dla krakowskiego dodatku do Wyborczej. Zachwalał w nim  swoją żonę jako posłankę. Dopiero co wyjechał do Paryża, stamtąd uda się przeczekiwać zimę na Sycylii. Może sobie na pozwolić jako wykładowca akademicki (politologia na UJ i w Collegium Ignatianum) ma teraz ferie.

A równocześnie dzieje relacji między Jarosławem Kaczyńskim i Janem Rokitą to historia przyciągania i odpychania. Do roku 2005 byli wrogami, ale stopniowo łagodzącymi swój konflikt. Po zerwaniu rokowań PO z PiS, Rokita na przemian atakował partyjnych przeciwników, to znów wysyłał sygnały, że zależy mu na odbudowie przerwanej u startu koalicji. Był zarazem coraz bardziej marginalizowany przez Donalda Tuska. W 2007 roku rozeszły się nawet pogłoski, że wejdzie do PiS-owskiego rządu. Janusz Kaczmarek opowiadał potem, że kiedy został szefem MSWiA, prezes powiedział mu, że to stanowisko zasadniczo czeka na Rokitę - jeśli ten tylko zechce.

On jednak, po pojawieniu się żony na listach PiS, wycofał się w ogóle z polityki. Niektórzy uważali to za honorowe wybrnięcie z sytuacji: miał w krakowskiej PO coraz potężniejszych wrogów wspieranych z zewnątrz przez Grzegorza Schetynę, a być może i Donalda Tuska.   Udzielał z rzadka wywiadów manifestując niezadowolenie z nowej linii Platformy - porzucającej generalnie dzieło naprawy państwa, potem pisał w tym duchu do "Dziennika", z którego zniknął jednak, jak wielu autorów, po przekształceniu gazety w "Dziennik Gazetę Prawną".

Najbliżej porozumienia z PiS było znowu po katastrofie smoleńskiej. Rokita udzielił wówczas słynnego wywiadu do "Tygodnika Powszechnego", w którym proklamował powstanie mitu Lecha Kaczyńskiego. Nie poparł jednak otwarcie Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Ale pozostając formalnie członkiem PO, głosował podobno właśnie na niego.

Nawiązanie współpracy byłoby trudne - czy dawny numer "dwa" w PO zaakceptowałby miejsce w szeregu? Z Kaczyńskim łączy go od lat przekonanie, że reforma państwa jest ważna, ale pomysły, jak to zrobić, mieli często oddzielne. Z drugiej strony jednak Rokita nie jest też zainteresowany akcesem do PJN - to podobnie jak w przypadku Dorna kwestia pokoleniowa. Rokita to jeden z historycznych już liderów, nie chce więc iść pod komendę ludzi młodszych od siebie.

Dla PiS pozyskanie go byłoby podważeniem twierdzenia, że w tej partii nie ma ciekawych postaci. Stąd zachęcająca  wypowiedź Brudzińskiego. Ale też nie wiadomo, czy ambitny ekspolityk nie przyniósłby ze sobą do nowego ugrupowania skaz wizerunkowych - mocno zaszkodziła mu zwłaszcza historia awantury w samolocie Lufthansy. Zarazem bronił go wówczas PiS, a nie macierzysta partia.

A więc jak będzie? Choć dziś Rokita naprawdę nie chce, wszystko jeszcze może się zdarzyć.

poz

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych