„Incydent" gen. Cieniucha i „wizyta" ambasadora Rosji. Szokujące słowa generała; słowa, które padły w obecności członków rodzin ofiar 10/04

W środę 22 grudnia 2010 roku na wigilijnym spotkaniu 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (specpułk obsługujący premiera, prezydenta i innych VIP-ów) zaproszony tam gen. Mieczysław Cieniuch, po katastrofie smoleńskiej mianowany w miejsce gen. Franciszka Gągora szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w swoim przemówieniu określił tragedię pod Smoleńskiem 10 ub. r. jako ... „przykry incydent"!!! Ta skandaliczna, pełna nonszalancji  i arogancji wypowiedź przyjęta została z oburzeniem, zwłaszcza przez obecnych tam członków rodzin ofiar katastrofy samolotu Tu-154.

Cieniuch powiedział to, co mu w sercu gra. Ale język lekceważenia tej największej narodowej tragedii Polski i Polaków po II Wojnie Światowej (jak w specjalnej uchwale stwierdził w kwietniu 2010 Sejm RP) jest udziałem nie tylko i nie głównie szefa Sztabu Generalnego WP. Posłuchajmy niektórych przedstawicieli rządu i głównej partii rządzącej. Ci ludzie na każdym kroku robią wiele, aby przyzwyczajać opinię publiczną do lekceważenia i minimalizowania tego, co stało się 9 miesięcy temu. Przykładem tego jest chociażby ostatnia wypowiedź prezydenta Komorowskiego, który winę za katastrofę zwalił faktycznie na polskich pilotów.

Dla wielu szokująca również była obecność na tym spotkaniu ambasadora Rosji. W sytuacji gdy Rosjanie robią wszystko, aby maksymalnie utrudnić śledztwo w sprawie tragedii smoleńskiej, niszczą wrak samolotu, nie oddają czarnych skrzynek, usiłują zrzucić odpowiedzialność wyłącznie na Polaków, moskiewski dyplomata pasował tam jak Piłat w Credo.

P.S. Panie Generale, incydent to jest jak zderzą się dwa samochody na drodze, ale jeśli będą w nim choćby lekko ranni, to już jest wypadek. Nie mówiąc o 96 ofiarach śmiertelnych. Jak powiem to otwartym tekstem i drukowanymi literami, to może Pan Generał w końcu to zrozumie.

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...