Po sześciu latach od wylewu Józefa Gruszki pamięta o nim niewielu partyjnych kolegów

Był przewodniczącym komisji śledczej ds. Orlenu. Niespodziewanie dostał wylewu. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. On jednak żyje i poddaje się długotrwałemu procesowi rehabilitacji. Dziś jednak jego losem interesuje się niewielu kolegów z ław sejmowych.

Józef Gruszka jako poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego w Sejmie IV kadencji był członkiem Komisji ds. Służb Specjalnych, a także członkiem Komisji Finansów Publicznych. O pośle zrobiło się głośno po kontrowersyjnym aresztowaniu jednego z jego asystentów społecznych pod zarzutem szpiegostwa (mężczyznę uniewinniono w kwietniu 2007 roku). Następnie poseł Józef Gruszka od lipca 2004 do kwietnia 2005 był przewodniczącym komisji śledczej ds. Orlenu. Właśnie w kwietniu 2005 roku Józef Gruszka doznał wylewu i na ponad rok trafił do szpitala. Przeszedł skomplikowaną operację neurochirurgiczną i przez kilka miesięcy utrzymywany był w stanie śpiączki farmakologicznej. Ze względu na fakt, że wylew posła miał miejsce w trakcie kierowania przez niego komisją śledczą, sprawą zajęła się prokuratura. Z jej ustaleń wynika jednak, że wylew spowodowały naturalne zmiany chorobowe związane z nadciśnieniem. Ostatecznie wykluczono także pojawiające się spekulacje, że poseł mógł zostać otruty preparatem, którego użycie powoduje wzrost ciśnienia tętniczego.

Wszyscy byliśmy zszokowali, mąż wyjeżdżał z domu zdrowy, zadowolony. A dostaliśmy informację, że mąż zasłabł, nie odzyskuje przytomności. Lekarze mówili, że nie ma żadnej nadziei, nie wyjdzie z tego. A mimo wszystko, jest jak jest. Jest kontakt, rozmawiamy, prawie usiądzie sam – opowiadała żona byłego posła Halina Gruszka w nowym programie Tomasza Sekielskiego „Czarno na białym".

Dziś Józef Gruszka dzięki, jak sam to określa, „morderczej" rehabilitacji jest w stanie komunikować się z rodziną. W rozmowie z Tomaszem Sekielskim przyznaje, że pamięta komisję śledczą i przebieg choroby. Józef Gruszka zapewnia, że nadal interesuje się polityką i chciałby jeszcze kiedyś wrócić do Sejmu.

Żona polityka ma jednak największy żal do dawnych kolegów męża z Sejmu i z Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy najwyraźniej o nim zapomnieli.

Z komisji Orlenu do nas nie zadzwonił nikt poza Giertychem. Przykro. Mąż był przewodniczącym, należałoby zapytać, zadzwonić. Waldemar Pawlak odwiedził nas w Wigilię 2008, Kalinowski odwiedził nas raz w Katowicach, z rejonu czasem wpadają – przyznaje z rozgoryczeniem Halina Gruszka.

Pytani o to, czy odwiedzają swojego kolegę politycy często odpowiadali wymijająco:

Stanisław Żelichowski (PSL):
No dochodzi do siebie, pomagamy mu również z klubu na rehabilitację. W ubiegłym tygodniu była delegacja grupowa do pana posła Gruszki. Ja nie byłem, nie mogę wszędzie być. Ale złożyłem osobiście panu posłowi Gruszce życzenia. - stwierdził poseł PSL.

Janusz Piechociński (PSL):
Nie chcemy robić, żeby stu posłów, działaczy PSL-u zakłócało mir domowy, wiec robi to dwóch, trzech kolegów. My też jesteśmy ludźmi i naprawdę i w biedzie i sukcesach potrafimy być razem. - przyznał poseł PSL i zapewnił, że widział Józefa Gruszkę „2-3 lata temu".

Konstanty Miodowicz (PO):
Jeżeli mamy jako posłowie jakikolwiek szacunek do tych obowiązków, jakie wyborcy na nas nałożyli, powinniśmy się  bardzo starannie zajmować losem tych, którzy mandat poselski swego czasu wykonywali. - oświadczył polityk i jednocześnie przyznał, że nie kontaktował się ostatnio z Józefem Gruszką, ale wie, że dochodzi on do zdrowia.

Andrzej Celiński (SLD):
Ja w komisji byłem źle traktowany przez posła Gruszkę. Niesprawiedliwie i niezgodnie z regulaminem niekiedy, natomiast chyba każdego normalnego człowieka taka rzecz potrząsa – stwierdził polityk SLD i oświadczył, że był kiedyś w miejscowości, w której mieszka Józef Gruszka i rozmawiał nawet z jego wnukiem, jednak „nie śmiał wejść".

Źródło: TVN24/inf. Własna
pedro

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...