Wybory wiosną? Miller: Nie. "Polska prezydencja będzie dla Tuska okazją do pokazania się na tle europejskiej śmietanki"

Wypadające jesienią 2011 roku wybory do Sejmu i Senatu to jednocześnie środek polskiej (półrocznej) prezydencji w Unii Europejskiej.  Ma się ona zacząć w czerwcu. Czy więc możliwe jest  - logiczne przecież - przesunięcie wyborów na termin wiosenny i uniknięcie kampanii w środku tak ważnego międzynarodowego wydarzenia?

Bardzo w to wątpię. Polska prezydencja w UE w drugiej połowie przyszłego roku będzie świetną okazją dla Donalda Tuska i PO do pokazania się na tle europejskiej śmietanki zjeżdżającej do Warszawy. W dodatku za darmo i poza wyborczym czasem antenowym

- uważa były premier, polityk SLD, Leszek Miller.

W swoim komentarzu w "Super Expressie" polityk lewicy pyta też, dlaczego premier Tusk miałby skracać kadencję, skoro "uśmiechy i poklepywanie po plecach zawsze robią dobre wrażenie na wyborcach"? Na dodatek jego zdaniem spekulacje o rosnącej pozycji nowych ugrupowań można "włożyć między bajki".

Miller krytykuje też krytyków SLD i jego szefa Grzegorza Napieralskiego:

Partie niespiesznie szykują się do startu, a wraz z nimi różni obserwatorzy, analitycy i zawistnicy. Jeden z nich, Marcin Król nie ukrywa swojej niechęci do SLD. Nie lubi tej partii, bo Sojusz nie walczy, a "bez walki lewica nie istnieje". Walka nie zawsze musi być mądra - wyjaśnia mądrze Król - ale musi być wyrazista i stanowcza. A SLD nawet strajku nie potrafi urządzić.

Królowi pomyliła się partia polityczna ze związkami zawodowymi, ale co tam. Sojusz mógłby przecież zorganizować strajk swoich posłów w Sejmie i w ten sposób zainicjować rewolucję. Bez niej będzie trwał w milczeniu, bezradności i bezmyślności. Najlepiej, gdyby SLD przestał w ogóle istnieć, bo blokuje rozwój innych partii lewicowych, które mogłyby coś rewolucyjnego zdziałać. Ponieważ nie zamierza popełnić samobójstwa, jest zwyczajnym szkodnikiem - stwierdza z niesmakiem Marcin Król.

Obrywa się też Markowi Borowskiemu, którego były premier szczerze nie znosi za zorganizowany pod koniec 2004 roku rozłam w SLD i utworzenie Socjaldemokracji RP.

Problem w tym, że grupa Borowskiego nie ma wyborców, a nieliczni jej członkowie, którzy chcą coś znaczyć, muszą startować w barwach SLD. Przekonała się o tym Jolanta Banach, która wprosiła się na listę Sojuszu i jest radną w Gdańsku. Po zdobyciu mandatu jak zwykle pogryzła wyciągniętą do niej rękę. - Kierownictwo SLD przyjęło zawodną strategię - oświadczyła radna Banach - zmierzającą głównie do utrwalenia hegemonicznej pozycji Sojuszu po lewej stronie. Napieralski wyczerpał już cały zasób wdzięku osobistego, a poza tym iluż wyborców można pozyskiwać wciąż w ten sposób?

Według Leszka Millera SLD ma przed sobą świetlaną przyszłość, bo według niedawnego badania CBOS 37 proc. Polaków wskazało SLD jako drugie po PO ugrupowanie reprezentujące najlepiej ich poglądy i interesy.

Badania badaniami, ale dla lewicowej niszy dalej miły jest pogląd, że Sojusz wybierany jest przez nieporozumienie i w ogóle pochodzi z nieprawego łoża. Współbrzmi z nim inny - że "SLD wolno mniej". Jeśli tylko Napieralski nie zejdzie z obranej drogi i nie bacząc na przeróżne zawistne lamenty dalej będzie budował siłę SLD, powrót do świetności jego partii jest możliwy, a dla Polski wręcz konieczny

- konkluduje Miller.

 

wu-ka, źródło: Super Express

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych