Marek Magierowski rozjeżdża prof. Romana Kuźniara...cytatem Radka Sikorskiego

PAP
PAP

Prof. Roman Kuźniar ("Rz", 13.12.2010):

Wizyta prezydenta Komorowskiego w Stanach Zjednoczonych wypadła lepiej, niż można było oczekiwać. Gospodarze stworzyli dobry klimat, a prezydent Obama był świetnie przygotowany i poświęcił na rozmowę z polską delegacją ponaddwukrotnie więcej czasu, niż było przewidziane. Była to z pewnością najbardziej udana wizyta polskiego prezydenta w USA w ostatniej dekadzie. (...) Prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński podczas swoich podróży do Stanów Zjednoczonych zajmowali się głównie nakłanianiem Amerykanów do zniesienia obowiązku wizowego. Robili to w sposób, który nie tylko nie przynosił efektów, ale budził niekiedy zażenowanie.

Marek Magierowski ("Rz", 14.12.2010):

Trudno było oczekiwać innej oceny tej wizyty od człowieka, który, jak mniemam, sam do niej prezydenta RP przygotowywał. Zaskakuje jednak ton, z jakim ważny urzędnik państwowy traktuje poprzedników swojego obecnego szefa. (...) Jest to krytyka o tyle dziwna, iż sam Barack Obama podczas konferencji prasowej przypomniał, iż prezydent Komorowski "poruszył kwestię wiz bardzo stanowczo" ("... raised this issue robustly"). A Komorowski natychmiast wyraził mu za to wdzięczność: "Miło mi, że prezydent Obama potwierdził, iż rozmowa na ten temat była". Nie bardzo rozumiem, na czym miał polegać "żenujący" charakter rozmów prowadzonych przez poprzednich prezydentów. Ja z historii polsko-amerykańskich negocjacji na temat wiz przypominam sobie tylko jedną żenującą sytuację: w marcu 2008 r., tuż przed swoją wyprawą do USA, premier Donald Tusk zapowiedział, iż nie poruszy tego problemu w trakcie spotkania z George'em W. Bushem. Jak bardzo musiał być skonfundowany, gdy Bush na konferencji prasowej wypalił, że rozmawiał z Tuskiem... o wizach.

Prof. Roman Kuźniar:

Prezydent Obama czuł się wyraźnie zakłopotany i podjął zobowiązanie, że za jego prezydentury ten reżim zniknie. Po raz pierwszy prezydent nie kluczył w tej sprawie, nie zasłaniał się Kongresem, tylko złożył jednoznaczną deklarację.

Marek Magierowski:

Po pierwsze: Obama wyraźnie tłumaczył, że "musi współdziałać z Kongresem, by zmienić prawo, ponieważ obecne nie pozwala mu jako prezydentowi na podejmowanie w tej kwestii wiążących decyzji" (zapis wideo z konferencji jest dostępny na oficjalnym kanale Białego Domu w portalu YouTube).

Po drugie: Obama nie podjął żadnego "zobowiązania" ani nie złożył "jednoznacznej deklaracji". Stwierdził jedynie: "Chcę z tej sprawy uczynić priorytet swojej administracji i załatwić ją w miarę szybko. Oczekuję, że problem ten zostanie rozwiązany jeszcze za mojej prezydentury".

Jako prawnik i doświadczony polityk Obama wie, jak ogromna jest różnica między "oczekuję" a "obiecuję". Co ciekawe, w trzystronicowym wspólnym oświadczeniu prezydentów USA i Polski wydanym po wizycie nie ma najmniejszej wzmianki o wizach, co może oznaczać, że oficjalnie obecna administracja nie tylko niczego nie obiecuje, ale chyba też za bardzo nie oczekuje.

Owszem, Kwaśniewski i Kaczyński także nie doprowadzili do zniesienia wiz, ale przynajmniej nie naginali rzeczywistości. Gdy Lech Kaczyński spotykał się w lipcu 2007 roku z George'em W. Bushem, amerykański prezydent stwierdził, że "będzie kontynuował prace z Kongresem, aby zmienić prawo, tak aby było można doprowadzić" [do zniesienia wiz]. Powiedział więc niemal słowo w słowo to, co usłyszeliśmy w ubiegłym tygodniu z ust Obamy. Wówczas jednak Kaczyński nie obwieszczał buńczucznie, że oto Bush "złożył jednoznaczną deklarację", lecz przytomnie zauważył: "Sprawa wiz jest na dobrej drodze, choć to w dużym stopniu zależy od Kongresu. A proces legislacyjny w USA jest trudny i długi".

Prof. Roman Kuźniar:

W ostatnich latach rozmowy polsko-amerykańskie koncentrowały się na wizach i współpracy wojskowej, zwłaszcza udziale naszych żołnierzy w operacjach USA. To się teraz zmienia. Polska pracuje nad rozwijaniem współpracy gospodarczej i międzyludzkiej. Otwierają się perspektywy amerykańskich inwestycji w polski sektor energetyczny. Chodzi tu zarówno o wydobycie gazu łupkowego, energię atomową, jak i o technologie związane z czystą energią. Bronisław Komorowski zachęcał stronę amerykańską do udziału w przetargach.

Marek Magierowski cytuje Radka Sikorskiego:

Doradcy prezydenta można by zadedykować fragment tekstu, jaki ukazał się w tygodniku "Wprost" w 2002 roku, po wizycie Aleksandra Kwaśniewskiego w Waszyngtonie: "Mamy nadzieję, że dzięki decyzjom Busha i Kwaśniewskiego wzrosną inwestycje amerykańskie w Polsce i obniży się bezrobocie. To mit z epoki centralnego planowania i central handlu zagranicznego. Prezydent USA ma taką samą władzę nad tym, gdzie General Motors postawi fabrykę samochodów, jak prezydent Polski nad tym, gdzie Ursus sprzeda traktory. Przepis na zwiększenie inwestycji amerykańskich istnieje i jest banalny. Kapitał amerykański przyjdzie tam, gdzie są dobre warunki do rozwoju przedsiębiorczości, przede wszystkim rodzimej".

Wyjątkowo trafne spostrzeżenie publicysty podpisanego pod tamtym artykułem jako "Radek Sikorski".

 

ab, źródło: "Rz"

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...