Warzecha po wyborach: ogólny klincz, sukces (jednak) Bieleckiego i skutki fatalnych rządów PO

fot. PAP
fot. PAP

Najtrudniej orzec, czy szklanka jest do połowy pełna czy pusta. Część komentatorów, przyglądając się wynikom głosowania zwłaszcza do sejmików wojewódzkich orzekła, że PiS odniósł zwycięstwo wbrew sondażowym zapowiedziom, a PO odnotowała słaby wynik. Część twierdzi, że przecież PiS przegrał, więc nie ma o czym mówić.

Po pierwsze – 27 proc. wobec 33 proc. to jednak obiektywna przegrana. Gdyby te wyniki przełożyć na wybory parlamentarne, PiS musiałby mieć bardzo silnego koalicjanta, aby być w stanie utworzyć rząd, co raczej nie byłoby możliwe. Zdolność koalicyjna PiS jest dzisiaj bliska zeru. 27 proc. to także wyraźnie mniej niż osiągnął PiS w roku 2007 (32 proc.). PO zanotowała jednak znacznie większy spadek w stosunku do swojego wyniku parlamentarnego: z 41 do 33 proc. Jednak to wciąż ona – gdyby wynik przełożyć na wybory parlamentarne – tworzyłaby rząd. Czyli PiS znów nie miałby ani kawałka realnej władzy. (Bardzo zresztą możliwe, że tak właśnie będzie w większości sejmików.)

Trzeba wprawdzie wziąć pod uwagę kilka poprawek. Pierwsza: wybory lokalne nie mobilizują elektoratu tak jak parlamentarne. Elektorat PiS jest z natury rzeczy bardziej zdyscyplinowany niż elektorat PO, pobudzany do głosowania sztucznie tworzonym strachem przed powrotem PiS do władzy. Innymi słowy – w tych wyborach PiS miał pod tym względem łatwiej. Przed wyborami parlamentarnymi łatwiej zadziałać na wyobraźnię odbiorców. Sejm jest organem, którego wpływ na sytuację polityczną kraju łatwiej sobie wyobrazić niż wpływ sejmików wojewódzkich.

Druga: Platforma rządzi państwem fatalnie i skutki tych rządów ludzie już na różne sposoby odczuwają. Mimo to wciąż ta partia dostaje 33 proc. głosów. Z drugiej strony może jednak liczyć na olbrzymie medialne wsparcie. Być może należy uznać, że te dwa czynniki w jakimś stopniu się równoważą.

Trzecia: Jarosław Kaczyński oznajmił, że przegrana PiS to skutek działań rozłamowców. To wygodne: mieć na kogo zrzucić winę za kolejną (trzecią z rzędu) przegraną. Trudno jednak taką tezę zaakceptować. Inicjatywa Joanny Kluzik-Rostkowskiej jest na rynku politycznym od dwóch tygodni i nie przedstawiła w tych wyborach żadnej alternatywy. O momencie usunięcia liderki nowego ruchu z partii zadecydował sam Kaczyński. Jeśli zamieszanie związane z sytuacją wewnątrz PiS miało jakiś wpływ na wynik, to zapewne w granicach statystycznego błędu. To oczywiście tylko założenie, którego nie sposób zweryfikować.

W sumie wynik mówi nam jedno: zakleszczenie dwóch głównych partii trwa. Mapa wyników wyborów do sejmików pokazuje bardzo wyraźne pęknięcie. Ale przełomu nie ma, partia Kaczyńskiego jest nadal w defensywie i nie zmienią tego żadne zaklęcia jej zwolenników. Przegrana to przegrana, a w tym wypadku nie można nawet mówić o niewielkiej różnicy.

Drugi wątek to wyniki w dwóch dużych miastach. Łódź: tam kandydat PiS Witold Waszczykowski poniósł klęskę, zajmując słabe, trzecie miejsce. Stało się to w mieście, gdzie zaledwie kilka tygodni wcześniej ofiarą politycznego mordu padła osoba związana z PiS. Oczywiście tu znów trzeba brać pod uwagę kilka dodatkowych czynników. Organizacja PiS jest w Łodzi bardzo słaba, zaś Witold Waszczykowski mógł być postrzegany jako spadochroniarz, nie mający z tym miastem nic wspólnego, a wyznaczenie takiego kandydata jest zwykle przez mieszkańców postrzegane jako wyraz arogancji. Jednak znaczną rolę mógł odegrać fakt, że Waszczykowski był kandydatem, reprezentującym w pełni obowiązującą w PiS linię.

Z drugiej strony jest Warszawa, miasto obecnie wręcz obsesyjnie antypisowskie. W stolicy Czesław Bielecki zdobył 24 proc. głosów, przeskakując znacząco sondaże, przy bardzo krótkiej kampanii, którą rozpoczynał ze znacznie niższego poziomu. Ten wynik to ogromny sukces, gdy wziąć pod uwagę, jaką przewagą medialną dysponowała Hanna Gronkiewicz-Waltz (w stolicy czynnik niższej mobilizacji zwolenników PO nie działał na korzyść Bieleckiego; tu mobilizacja zwolenników PO jest zawsze wysoka). Tyle że Czesław Bielecki był w swojej kampanii wszystkim tym, czym obecny PiS być nie chce: inteligentem z własnym dorobkiem, mocną pozycją zawodową, konkretnym, wyważonym, konsekwentnym. Pokazał, co mógłby ugrać PiS nawet w stolicy, gdyby poszedł tą drogą.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych