Blumsztajn po 11 listopada: "Wymyśliliśmy scenariusz, który prowadzi donikąd"

PAP
PAP

Strona internetowa www.marszniepodległosci.pl publikuje ciekawą "wypowiedź Seweryna Blumsztajna z wewnętrznej dyskusji nt. Marszu Niepodległości", która odbyła się w niedzielę w klubie "Nowy wspaniały świat" prowadzonym w Warszawie przez radykalnie lewicową Krytykę Polityczną. Czy to relacja prawdziwa? Jak sprawdziliśmy taka dyskusja rzeczywiście się odbyła. Tak wygląda zaproszenie:

14 listopada: Debata „Co się wydarzyło 11 listopada?"
O antyfaszystowskich manifestacjach, blokadach i granicach wolności. W dyskusji udział wezmą przedstawiciele Porozumienia 11 listopada (m.in. Magda Quandil, Piotr Karwowski, Krzysztof Izdebski), a także m.in. Halina Bortnowska i Seweryn Blumsztajn. Prowadzenie: Monika Kłosowska (Porozumienie 11 listopada) 14 listopada, niedziela, godz. 17.00, Nowy Wspaniały Świat

Poniżej więc wypowiedź redaktora Seweryna Blumsztajna, który jest prominentnym redaktorem "Gazety Wyborczej,  zamieszczamy. Warto dodać, o czym wielokrotnie pisaliśmy wPolityce.pl, że "Wyborcza" aktywnie włączyła się w namawianie do sprzeciwu wobec marszu, rozdawała gwizdki, a zdaniem rzecznika rządu Pawła Grasia odpowiada za podgrzewanie atmosfery przed marszem.

Dzień dobry, nazywam się Seweryn Blumsztajn i jestem wynalazcą gwizdków, i chcę powiedzieć, że – tzn. ja byłem inicjatorem tego spotkania gdyż to co najważniejsze, to zawsze mówić, co na przyszłość – to co powiedziała Halina Bortnowska. Chcę też powiedzieć, że ja wymyśliłem te gwizdki dlatego, że Gazeta [Wyborcza] nie mogła być oczywiście członkiem Porozumienia [11 listopada] – po pierwsze dlatego, że nikt nam tego nie zaproponował, ale to nie o to chodzi, chodzi o to, że myśmy nie mogli jednak nawoływać do naruszania prawa, a blokada jest naruszeniem prawa. My uważamy, że wolno w ten sposób naruszać prawo jeśli się nie stosuje przemocy i jeśli się jest gotowym ponieść konsekwencje – grzywien, czy usunięcia przez policję, czy coś takiego.

Natomiast my oczywiście jesteśmy oskarżani o wywołanie zamieszek, ale to normalne, tak musiało być. Ja tylko chcę powiedzieć, że wymyśliłem te gwizdki dlatego, że jestem przekonany – tak zawsze w praktyce różnych działań, które w życiu robiłem – żeby dawać ludziom takie zadania, które oni mogą wykonać. Bo gwizdek był czymś... nie proponowałem udziału w blokadzie, która jest poziomem zaangażowania fizycznego i jakiegokolwiek innego zupełnie innym – natomiast proponowałem im formę protestu dostępną dla każdego i bezpieczną dla każdego.

To dla mnie jest bardzo ważne, bo ja – myśląc o tym co się wtedy wydarzyło – usiłuje pomyśleć co do przodu i wyznaczyć granice. Trochę taki sam problem jak tu zaproponowała Halina Bortnowska.

Po pierwsze, podobnie jak ona, chcę powiedzieć, zapytać: co za rok? Bo ja mam wrażenie, że mam swoje zasługi w mobilizacji ludzi na tę manifestację – to ja wam przyprowadziłem ludzi spoza waszego środowiska, po prostu. I tylko chcę powiedzieć, że jakkolwiek nie znoszę kiedy ludzie po tym mieście maszerują pod sztandarem ONR-u, to chcę wam powiedzieć, że bardzo trudno sobie wyobrazić przyszły rok, i następny rok, i następny rok, bo scenariusz jest dość jasny: to znaczy, w przyszłym roku zmobilizujemy więcej ludzi, oni też więcej ludzi; może być i też trochę bardziej krwawo, i tak dalej. Chciałem wam uświadomić, że tak naprawdę scenariusz, który myśmy wszyscy razem wymyślili tutaj jest scenariuszem, który nie prowadzi donikąd.

I w związku z tym trzeba myśleć o innym scenariuszu. Cel tej koalicji, który polega na tym, żeby zablokować fizycznie ONR-wców, w tym sensie, nie prowadzi daleko. Tym bardziej, że oni – jednym z sukcesów tej blokady – jest to, że oni przyjęli pewną poprawność polityczną. I właściwie dla mnie tak naprawdę, jeśliby oni jeszcze się nazywali np. „Marsz niepodległości stowarzyszenia krótko ostrzyżonych", to ja już w ogóle nie mam żadnego powodu, żeby protestować przeciwko temu marszowi. Nie wznoszą rasistowskich haseł, idą z polskimi flagami – proszę bardzo. Dla mnie tą granicą jest odwoływanie się do pewnej tradycji, która jest tradycją antysemicką, rasistowską i ksenofobiczną, i która powinna być po prostu zakazana. To jest pierwsze pytanie, które wam chciałem postawić.

Drugie pytanie wynika jakby z tego niezwykłego coście zrobili, co jest chyba przygodą w historii wszystkich lewicowych środowisk – czymś niezwykle trudnym, mianowicie – żeście się tak szeroko wszyscy dogadali, znaczy że wyznaczyliście granice, które was łączą, to znaczy – to co was łączy – nie zaglądając we wszystkie różnice. Szczerze mówiąc to jest bardzo trudne, ale jednocześnie bardzo łatwe jeśli ma się wroga, który tym razem był jasno określony – wydarzenie, itd.

Tylko, że ja – nie wiem czy to jest dobre pytanie, nie wiem czy nie jest pytaniem destrukcyjnym – ale jednak chciałbym zadać pytanie o granice koalicji. Chciałbym je zadać dlatego, że tam byłem i uważam, że trzeba określić granice – jeśli już narodowcy mogli powiedzieć: czegoś nam nie wolno, to my też możemy coś powiedzieć – to my też możemy narzucić sobie pewną poprawność. W każdym razie możemy narzucić sobie coś takiego, jak sądzę, żeby nie obrażać, nie odstraszać ludzi, którzy przychodzą manifestować z nami.

Pierwsza taka granica jest to granica języka. Ja przez ten mikrofon słyszałem mowę nienawiści. Oczywiście nikt nie kontrolował tych ludzi, którzy tam mówili. Ale ja tam słyszałem, najbardziej charakterystyczny moment to było o tych szczurach, które zeszły na dół schodami i idą dołem. Ale były tam inne takie momenty, i to było bardzo bolesne, bo jest to jednak jakieś przybliżanie się do naszych przeciwników.

Ten język nienawiści jest jakimś problemem i on drąży nas, bo jeśli subtelny analityk polityczny używa potem w swoim artykule tytułu „wypierdolić z miasta", to jest ten sam język – to znaczy żeśmy się zarazili, zaraziliśmy się. Wszystko jedno czy to jest opis czy nie, naraziłeś się [kierowane do Michała Sutowskiego]. Ja mam sam wyrzuty sumienia, czy nie przekroczyłem... publikując swój tekst „wygwiżdżmy ich z miasta"... czy ja nie przekroczyłem tej granicy.

Druga sprawa to jest co z symbolami. Różne tam były rzeczy, które mogły różnych razić. Mój przyjaciel powiedział mi – może to nie prawda, może ktoś potwierdzi – że widział, że była tam flaga z sierpem i młotem. Ja jej nie widziałem. Ja tylko chciałem powiedzieć, że jeżeliby była, to trzeba sobie zdać sprawę – to jest, ja mówię, próbuję dotykać różnych granic, które musimy sobie wyznaczyć – otóż gdyby była – to chciałem powiedzieć wam – w moim przekonaniu jest wielu ludzi, spotkałem wielu ludzi, którzy taką flagę spokojnie by podnieśli. Otóż jest to flaga znacznie bardziej zbrodnicza niż ONR-u. I uważam, że tego nie wolno, po prostu. Tego nie wolno. Pod sierpem i młotem zamordowano miliony ludzi.

I chcę powiedzieć przy okazji, przy tych symbolach, co jest dla mnie... a może nie – to później.

Nie określę tych wszystkich granic. Zwracam uwagę wam na to, gdzie musimy być,  jak musimy kombinować, jak musimy się samoograniczać, gdzie musimy wyznaczać sobie granice.

Następna sprawa w tej całej akcji, która mnie strasznie zafrapowała, kto jest naszym sojusznikiem a kto przeciwnikiem. Właściwie jeszcze można by nazwać inaczej – właściwie dla kogo my to robimy, dla kogo walczymy. Dla mnie taką charakterystyczną sytuacją było to, kiedy ten fantastyczny pochód – napisałem w Gazecie [Wyborczej] potem, że to była scena symboliczna, gdyż Krakowskie Przedmieście było terytorium ONR-u, żyd w jarmułce nie miał się tam prawa pokazać i nagle tym Krakowskim Przedmieściem idzie 2-3 tysiące ludzi i niesie wielki transparent „faszyzm nie przejdzie", to była scena symboliczna – i ten cały pochód, nie wiem kto to prowadził, po prostu dzielnie skręcił przy Koperniku w Oboźną. Dlaczego skręcił w Oboźną? Dlatego, żeby jeszcze raz zablokować ONR.

Inaczej mówiąc – już po odniesieniu sukcesu – bo kiedy oni zostali wypuszczeni przez policję tam dołem – to wiadomo było żeśmy wygrali – ludzie, którzy prowadzili tę manifestację wybrali, że się spotkamy z nimi jeszcze raz, na dole, a przecież mieliśmy do przejścia jeszcze cały Nowy Świat i tysiące ludzi, którzy mogli to zobaczyć. Ja się obawiam, że dla wielu z nas, dla wielu ludzi z tej koalicji ważniejsze jest żeby się napieprzać z tymi neofaszystami, niż żeby kierować swój message do wszystkich innych ludzi. Ja wam chciałem uświadomić, że w tym społeczeństwie będzie zawsze 15-20%, może 10%, ludzi o takich poglądach jak narodowcy. Dla wielu środowisk nie ma innego pomysłu, nie może być – na razie, przynajmniej – pomysłu na jakiś sposób integracji z narodem, ze społeczeństwem, odnalezienia się. Nie przypadkiem ta kultura dominuje na stadionach. Musimy pamiętać, że tak zawsze będzie. Inaczej mówiąc – można do nich w różny sposób docierać, ale na pewno nie w taki sposób, że się im blokuje manifestacje. ...

Natomiast jeśli chcemy walczyć z faszyzmem to musimy dotrzeć do tych wszystkich innych, którzy mają to gdzieś, którzy uważają to za margines, którzy obudzą się za parę lat ... jeśli nie wyjdą z nami na tę manifestację, czy na jakąś formę protestu. To oni są naszym celem, to o nich chodzi, a nie o to żeby się napieprzać z tymi bandziorami. Jeżeli o tym nie będziemy pamiętali to przegramy wszystko... wszystko... bo to nie o to chodzi.

Kolejna sprawa – akceptacja przemocy. Była o tym zgoda, chociaż wydaje mi się, że w tych punktach pierwszy raz słyszę ... nie ma nic o przemocy. Wiecie, jak było się na tej manifestacji, to były takie momenty, że się nie wiedziało, czy stoisz wśród kiboli, czy wśród antify. Siły postępu wyglądały dość podobnie do sił zła. Ja – znów odniosę się do Haliny Bortnowskiej – nie jestem tak ... jak ona – chociaż jestem przeciwko używaniu przemocy, to ta cała teoria, koncepcja działania non-violence ma sens i skuteczność, kiedy stosujemy ją głównie wobec sił państwa, a najlepiej jeszcze przy kamerach. Bo wtedy tworzymy taką moralną presję, przed którą państwo, nawet totalitarne państwo, się często cofa. Ale jak ma się naprzeciwko – jak biegnie na ciebie kilkudziesięciu kiboli, z którymi nie możesz podialogować, to możesz albo uciekać albo się bronić. I oczywiście ja widziałem ... jak chłopcy z antify lecieli nas bronić. ... Ja im byłem wdzięczny, ale chciałem wam uświadomić – ja nie wiem nic o antifie, bardzo mało wiem, to są dla mnie po prostu dzieci – ale chciałem was uświadomić, że jak się zbiera ludzi, kształtuje ludzi do bicia innych, a po to się zbiera antifę, to z tego mogą być bardzo niedobre rzeczy. To jest bardzo niebezpieczne.

Ja bym bardzo się chciał spotkać z ludźmi z antify osobiście, oczywiście bez kamer i aparatów, bo oni są zasłonięci. Ale ja bym chciał powiedzieć, że antifa jest dla mnie jakimś problemem. Tym bardziej, że w tak zwanych środowiskach lewicowych, w moim przekonaniu jest dość powszechna akceptacja tak zwanego rewolucyjnego terroru. Otóż ja się na to natykałem – mówiono mi na spotkaniach: czego ty właściwie chcesz, dlaczego terror Czerwonych Brygad nie był uzasadniony? ...

Ja uważam, że akceptacja tego typu działań wiąże się z czymś – czym chciałbym zakończyć zresztą – z taką dość fundamentalną sprawą, która dotyczy tej młodej polskiej lewicy. Otóż – chciałbym się cofnąć parę lat do tyłu – jedną z podstawowych mądrości – właściwie jedyną, którą myśmy mieli w '68 roku, to była taka mądrość, że cała nasza lewicowość zaczynała się od studiowania przypadków GUŁAG-ów radzieckich. Myśmy uważali się za ludzi lewicy, ale dla nas jednym z fundamentalnych doświadczeń lewicy było to, że ruch wywodzący się z lewicy wybudował sowieckie łagry, zamordował miliony ludzi.

Ja coraz częściej słyszę, że młodzi ludzie uważający się za lewicowych, biorą w nawias całe doświadczenie totalitarnego komunizmu. Taka postawa jest może łatwiejsza do akceptacji we Francji na przykład, gdzie nie było tego doświadczenia. Ale w Polsce o tym zapominać nie można. Etos nowoczesnej lewicy musi być zbudowany też wokół tego doświadczenia co lewica potrafi wyprodukować. Bez tego będziemy, będziecie tylko jakimiś małymi sekciarskimi grupami.

To tyle, dziękuje.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...

Redaktor Naczelna: Marzena Nykiel

Zespół: Krzysztof Bałękowski, Wojciech Biedroń, Adam Kacprzak, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Tomasz Karpowicz, Kamil Kwiatek, Aleksander Majewski, Adam Stankiewicz, Weronika Tomaszewska, Anna Wiejak.

Autorzy: Łukasz Adamski, Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Górny, Edyta Hołdyńska, Jerzy Jachowicz, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło.

Używasz przestarzałej wersji przeglądarki Internet Explorer posiadającej ograniczoną funkcjonalność i luki bezpieczeństwa. Tracisz możliwość skorzystania z pełnych możliwości serwisu.

Zaktualizuj przeglądarkę lub skorzystaj z alternatywnej.