PiS trochę zdemolują, sami za wiele nie zwojują

Michał Kamiński, nowa ofiara kaczyzmu
Michał Kamiński, nowa ofiara kaczyzmu

Zacznę od uwagi generalnej: nic strasznego by się nie stało, a nawet trochę dobra mogłoby się dokonać, gdyby projekt pod roboczymi nazwami "PiS-light" i "SLM" (Spinki, Liberałowie, Muzealnicy) się powiódł. Stworzenie umiarkowanej formacji liberalno-konserwatywnej, usadowionej pomiędzy PO a PiS, odwołującej się jednakowoż do postulaty polityki aktywnej i potrzeby reform państwa to idea sensowna. Niezależnie od tego kto ją tworzy. I jak widać z reakcji polityków Platformy Obywatelskiej, coraz ostrzej wyszydzających powstające środowisko, groźna także dla monopolu ekipy Donalda Tuska. Słychać to także w wypowiedziach publicystów od lat związanych ideowo z PO. Tomasz Lis, dziennikarz wyjątkowo bliski emocjonalnie Platformie, mówił ironicznie ale i oskarżycielsko w piątkowym poranku TOK FM:

Ale gdzie była ich autorefleksja, kiedy my, w tym studiu, wskazywaliśmy na błędy tej partii? Czy może oni wtedy wszystkie manewry prezesa nie tylko popierali, ale wręcz wymyślali?

A więc - powtórzę - jest i szansa i miejsce na nowy projekt. Ale to jak się kreatorzy nowego bytu do tego zabierają, zapiera dech w piersiach poziomem amatorszczyzny. I braku rozsądku politycznego, oderwania od realiów. Bo co robią rozłamowcy? Gdzie kierują ostrze swojego ataku? Na partię w której tkwili spokojnie przez wiele lat, której sporo zawdzięczają, za poparcie której jej wyborcy i działacze od lat płacą dużą cenę. Emocjonalną, a czasem i życiową, bo wsparcie projektu IV RP rzadko bywało drogą do wielkiej kariery. Zazwyczaj oznaczało kłopoty.

Kiedyś Leszek Miller powiedział w rozmowie ze mną:

Gdyby Marek Borowski po dokonaniu rozłamu w SLD sformułował pozytywną ofertę, a nie skupiał się na ataku na mnie, dzisiaj mógłby być liderem silnej formacji lewicowej. Ale on atakował, mocniej i mocniej i ciężko za to zapłacił.

Dziś SLM popełnia ten sam błąd. Bezrefleksyjnie wsiada na wózek podstawiany przez kolegów dziennikarzy z mediów wspierających z całych sił Platformę Obywatelską. Podstawiają ten wózek wszelako pod jednym warunkiem: że opowiedzą coś ciekawego o PiS i Jarosławie Kaczyńskim. I opowiadają. Nie wszyscy, bo na przykład frakcja muzealników zachowuje tu więcej odpowiedzialności i powagi. Ale już Marek Migalski cały swój talent blogowy wkłada od tygodni w wyszydzanie Kaczyńskiego, którym kilkanaście i kilka miesięcy temu zachwycał się mocniej niż ktokolwiek. Michał Kamiński zaś (jak to spin doctorzy na całym świecie) znany dotychczas raczej ze skuteczności w operowaniu narzędziami technologii politycznej niż moralnego wzburzenia się, urządza w TVN show w stylu taśm Beger.

Nie będę kablem i nie będę donosicielem

- opowiada szeroko, rozedrgany, rozgorączkowany. O czym tak naprawdę? O ofercie od jakiegoś działacza z PiS żeby opowiedział o czym rozmawiają rozłamowcy. No naprawdę, tej zbrodni Kaczyńskiemu nie da się wybaczyć. Co zaraz, także na zaprzyjaźnionej antenie TVN,  podkreśla Joanna Kluzik-Rostkowska, lider nowego środowiska, z pełną powagą, choć zdyszanym głosem. I dodaje, że wie kto do Kamińskiego dzwonił, ale nie powie. Słusznie,słusznie.  Sprawa nadaje się zapewne na inny, nie medialny, trybunał.

Oczywiście, rozumiem poczucie krzywdy u niektórych działaczy PiS. Naturalne rozgoryczenie pcha ich w kierunku coraz ostrzejszej krytyki Kaczyńskiego. I choć nie mówią prawdy gdy twierdzą, że żadnej gry o władzę w PiS nie toczyli, to faktycznie, powody wyrzucenia niektórych, ataków personalnych, czasem niegodnych, osobistych, trudne są do zrozumienia. Ale skoro sami zarzucają liderowi brak racjonalności, to można by od nich wymagać jej minimum. I konsekwencji. A więc budowania czegoś nowego nie poprzez wskakiwanie na falę nienawiści do PiS, ale podania wyborcom oferty pozytywnej - oferty konkurencyjnej przede wszystkim wobec rządzących. I opartej nie na totalnym i agresywnym zanegowaniu dorobku PiS, ale propozycji lepszej realizacji programu tej partii. Inaczej zarzut koniunkturalizmu ciśnie się na usta.

To jednak droga trudniejsza.  Wybierają więc tę łatwiejszą. Że nieskuteczną? O tym przekonają się, kiedy media wycisną z nich już wszystko co chcą i co wymyślą na temat Kaczyńskiego (czy ktoś z nich nie był aby podsłuchiwany? Warto pogrzebać w pamięci, komisja do spraw nacisków czeka...), a następnie porzucą jak wytłoczyny po produkcji nalewki wiśniowej. Tak jak porzuciły Kazimierza Marcinkiewicza czy Ludwika Dorna (choć ten ostatni zdaje się zrozumiał  teraz ten błąd).

Jak na razie, biorąc po uwagę wydarzenia ostatnich dni,  los i skutek działań kręgu Kluzik-Rostkowskiej wydaje się przewidywalny: PiS trochę zdemolują, sami za wiele nie zwojują.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych