Pokonała w tym wyścigu między innymi Jerzego Buzka, doradcę premiera twórcę Przeglądu Politycznego Wojciecha Dudę i legendarnego byłego szefa Wolnej Europy Zdzisława Najdera. Wczoraj na Zamku Królewskim w Warszawie  wręczono nagrodę imienia Jerzego Giedroycia Agnieszce Romaszewskiej-Guzy, szefowej telewizji Biełsat. Nagrodę przyznaje co roku dziennik Rzeczpospolita tym, którzy "przyczynili się do umacniania polskiej racji stanu". Decyduje bardzo pluralistyczna kapituła, w skład której wchodzą poprzedni laureaci oraz inne osoby z różnych środowisk. Wręczał nagrodę naczelny tej gazety Paweł Lisicki.

Na uroczystości laudację na cześć Agnieszki Romaszewskiej wygłosił Czesław Bielecki, członek kapituły i kandydat na prezydenta Warszawy.

Można zmieniać poglądy, ale nie zasady

- ten cytat z Jerzego Giedroycia, twórcy i naczelnego paryskiej Kultury, stał się mottem całego wystąpienia. Zdaniem Bieleckiego ta maksyma pasuje jak ulał do Romaszewskiej. Córki pary opozycjonistów z czasów PRL senatora Zbigniewa i Zofii Romaszewskiej, którą zamykano na 24 godziny, kiedy była jeszcze w liceum. Osoby, która będąc prawie 20 lat, choć z przerwami, dziennikarką TVP, starała się pośród zmieniający się ekip realizować swoje pasje, ale i zasady. Opowiadać telewidzom o naszych wschodnich sąsiadach. A przy tym niesłychanie zdroworozsądkowej umiarkowanej komentatorki naszej rzeczywistości. Zwolenniczki projektu IV RP, ale wystrzegającej się fanatyzmu i uprzedzeń. Wiecznie zdziwionej, że ludzie w polityce zamiast argumentami miotają epitetami. Możemy czytać jej wypowiedzi na naszym portalu.

Ta laureatka szczególnie mocno pasowała do patrona nagrody księcia Jerzego Giedroycia, który przez dziesięciolecia PRL na emigracji zmieniał nastawienie Polaków: z tęsknoty do odzyskania naszych wschodnich ziem w myśl o pojednaniu ze wschodnimi sąsiadami: Ukraińcami, Białorusinami i Litwinami. Aż wreszcie stał się patronem tak zwanej "polityki wschodniej", która w III RP połączyła, choć w różnych wariantach tak różnych ludzi jak Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński. Ta polityka bywa dziś podważana w imię pragmatyzmu. Ale poza pytaniem, czy nie jest to pragmatyzm zbyt ciasny, nieprzewidujący, warto zadać pytanie inne: czy polityka narodu powinna być wyłącznie pragmatyczna. Czy nie warto czasem sięgnąć po wykpione tyle razy formułki "Za wolność naszą i waszą"? Czy w polityce zagranicznej nie warto choć czasami stosować zasad moralnych? Takich przykazań jak to które wzywa ludzi do solidarności.

Przywiązana jak mało kto do tradycji solidarnościowej Romaszewska-Guzy świetnie to rozumie. Jest od 2007 roku szefową instytucji, która próbuje nieść sąsiedniemu narodowi wolność. W swoim wystąpieniu nie tylko wskazała na swój zespół jako współlaureatów, ale przypomniała o dziesiątkach bezimiennych Białorusinów, którzy w swoim kraju, w Mińsku, rodzinnym mieście Giedroycia, w półkonspiracji zbierają informację, robią zdjęcia, przeprowadzają wywiady. My też o nich pamiętajmy.