Końca nie widać

Jakichkolwiek łamańców byśmy nie dokonywali, nie uda nam się uciec od pełnego goryczy krzyku, że po raz pierwszy od 20 lat w Polsce doszło do zabójstwa na tle politycznym.

Taki był motyw działania owego zbrodniczego narwańca z Częstochowy. Tak jak w innych przypadkach mówimy o zbrodni na tle etnicznym, religijnym czy rodzinnym. Sprawcą tragedii do jakiej doszło w biurze poselskim w Łodzi, był niewątpliwie człowiek niezrównoważony. W potocznym znaczeniu nawet szalony. Co nie znaczy niepoczytalny. Nie rozpoznający skutków i znaczenia swych czynów. Będzie więc prawdopodobnie odpowiadał przed sądem. Za zbrodnię. Bo zabójstwo z premedytacją jest zbrodnią. Dlaczego z premedytacją? Przyszedł do lokalu poselskiego, uzbrojony w mały arsenał. Skrupulatnie i metodycznie przygotował się do tego, by użyć przemocy, jako głównego narzędzia swojej akcji. A gdy uzna to za właściwe - rozsiewać nawet wokół siebie śmierć. Prawdopodobnie działał jednocześnie pod wpływem silnego wzburzenia emocjonalnego. Ktoś obserwując go z zewnątrz mógł, odnieść wrażenie, że działa na zimno. Ale to złudzenie. Jestem przekonany, że w jego duszy, w jego myślach płonął ogień. Przerodzony w mściwego demona. Pogromcę zła. Ten ogień kiedyś zaczął się w nim tlić. Ktoś musiał go jednakże podsycać.

Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS wskazują z imienia i nazwiska tych, którzy nie tylko go podsycali, ale którzy dorzucali drew do ognia. Bez większych trudności takie zachowania, takie słowa, które upewniały owego szaleńca w słuszności obranej drogi swego działania dadzą się odnaleźć. Ale przecież zachętą dla jego ataku mogły być również słowa Jarosława Kaczyńskiego, że nie będzie rozmawiał z Bronisławem Komorowskim, bo to nie jego prezydent.

Dziś w obliczu tragedii Donald Tusk nawołuje do otrzeźwienia obydwu skłóconych obozów politycznych. Wzywa do głębokiej i poważnej refleksji nad Polską. To dobrze, że przywódca rządzącej partii zdobył się na takie słowa. Tyle tylko, że ten apel jest mocno spóźniony. Sprawy zaszły za daleko. Fala wrogości wobec przeciwników politycznych zdążyła się rozlać szeroką rzeką i umocnić koryto swego biegu. Zniszczyła poczucie tolerancji na ludzkie słabości. Dokonuje ciągłych wyłomów w normach moralnych, obyczajowych i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Już, ku mej rozpaczy i bezsilności, ledwie kilka godzin po dramacie, słyszę znajomy złowieszczy glos: - Jarosław Kaczyński odprawia już swój diaboliczny taniec nad zwłokami zmarłego.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...