Widz ogłupiany potrójnie. Rysuje Zawistowski

Rys. Rafał Zawistowski, "PLURALIZM"
Rys. Rafał Zawistowski, "PLURALIZM"

Materiał, który wyprodukowała dla wczorajszych „Faktów" TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska, to podręcznikowy przykład łamania reguł reporterskiej pracy, a także ogłupiania odbiorcy. Portal wPolityce.pl napisał już o jednym aspekcie sprawy: rzekomo wygłoszonych przez Jarosława Kaczyńskiego słowach o „prawdziwych Polakach", które w rzeczywistości nigdy nie padły, ale to na nich oparła Kolenda-Zaleska swoją relację. Następnie TVN musiał się z tego twierdzenia rakiem wycofać, tłumacząc się dość mętnie „słabą jakością nagrania", ale przeprosiny ze strony autorki materiału nie padły.

Jednak nie tylko o tę jedną rzecz chodzi. Przypomnijmy sobie, jak był skonstruowany materiał, umieszczony przecież w serwisie informacyjnym, a więc takim, gdzie zasadniczą treścią powinna być informacja, a nie komentarz. Już od pierwszych słów mamy jednak do czynienia z czymś innym – z wygłaszanymi w charakterystycznym, pompatyczno-grafomańskim stylu komentarzami, natychmiast ustawiającymi odbiorcę w odpowiedni sposób wobec bohaterów materiału:

Z jednej strony jest modlitwa i skupienie, z drugiej agresja i przepychanki, z jednej znicze, z drugiej płonące pochodnie (pochodnie stały się zresztą jakimś wydumanym symbolem autorytarnych tendencji; to tak, jakby powiedzieć, że autostrady są świadectwem zwycięstwa nazizmu, bo budował je Hitler – Ł.W.), z jednej religijne pieśni, z drugiej – ostre słowa.

Dalej Kolenda-Zaleska „cytuje" słowa Jarosława Kaczyńskiego, które faktycznie nigdy nie padły.

W dalszym ciągu materiału pojawia się trzech komentatorów: Michał Głowiński, Marcin Król i Stefan Chwin. Wszyscy oni reprezentują podobne poglądy, podobne środowisko i z góry wiadomo, jaki będzie ich komentarz, przy czym sam siebie przechodzi prof. Głowiński, konstruując jakieś szaleńcze analogie z nazistowskimi Niemcami.

Oczywiście każda z tych osób ma prawo mieć swój pogląd i swoje sympatie polityczne. Swoje poglądy i sympatie ma także prawo mieć autorka materiału. Jest tylko jeden problem: materiał informacyjny nie powinien tak wyglądać. Owszem, komentatorzy w materiałach informacyjnych się pojawiają. Czy powinni – to inna sprawa. Powiedzmy, że pełnią taką funkcję, jak gościnni komentatorzy w gazecie. Tylko że – zwłaszcza w przypadku spraw kontrowersyjnych – widz powinien rozumieć, że wśród autorytetów (bo komentatorzy tak są prezentowani i oddziałują na odbiorców „z autorytetu") zdania są podzielone. Szczególnie że w przypadku demonstracji na Krakowskim nie było trudno znaleźć osoby, które miałyby opinię zgoła przeciwną niż pokazane: choćby prof. Andrzej Nowak, prof. Zdzisław Krasnodębski, prof. Andrzej Zybertowicz, prof. Barbara Fedyszak-Radziejowska. Kolenda-Zaleska świetnie o tym wie i nie miałaby najmniejszych problemów, aby do którejś z tych osób dotrzeć.

Odbiorca materiału „Faktów" był więc ogłupiany potrójnie. W pierwszej warstwie – przez narrację autorki, która w istocie nie miała treści informacyjnej, ale służyła wyrobieniu odpowiedniego nastawienia u widza. Po drugie – przez oparcie materiału i rozmów z autorytetami na nieprawdziwym cytacie. Po trzecie – przez dobór owych autorytetów, co miało sprawiać wrażenie, że nie ma wśród osób znanych, z tytułami naukowymi, nikogo, kto mógłby tę sprawę widzieć i komentować odmiennie.

Nie wiem, jak czuje się ze swoim dokonaniem Kolenda-Zaleska. Z mojego punktu widzenia materiał z wczorajszych „Faktów" doszczętnie ją kompromituje.

Ale zamiast skupiać się na personaliach, warto skoncentrować się na poważnym pytaniu, które z całej tej sytuacji wynika. Kiedy po obejrzeniu wczorajszych „Faktów" umieściłem swój komentarz do całej sytuacji na Twitterze, natychmiast odezwało się kilka osób, które przywołały od dawna funkcjonujący pogląd, iż media prywatne mogą robić, co chcą, dlatego właśnie, że są prywatne. Czy zatem mogą?

Pozornie jest to pogląd liberalny, ale tylko pozornie. Prawdziwy liberalizm bowiem nie zakłada kompletnej dowolności. Nie oznacza np., że prywatny przedsiębiorca może swoich odbiorców oszukiwać i kantować, nawet jeśli nie łamie przy tym prawa. Dobrym przykładem takich działań jest postępowanie wielu banków, które prawa na pewno nie łamią, ale nie są przykładami ani solidności, ani rzetelności, ani dobrych praktyk. I to jest wypaczanie liberalizmu.

TVN zachowuje się podobnie. Tworzy pozory rzetelności, pozoruje program informacyjny i takiż materiał, podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z politycznym komentarzem. Odbiorca nie ma świadomości, że dostaje coś innego niż to, co „zamówił", gdyż większość odbiorców nie jest wystarczająco odporna na podobne zabiegi. Mamy więc do czynienia z ukrywaniem rzeczywistej natury przekazu i to z całą pewnością nie jest w porządku. Jeżeli ktoś uważa, że bycie prywatnym medium daje do tego prawo, to konsekwentnie powinien twierdzić, że McDonald's ma prawo ukrywać wartości odżywcze swoich produktów, piekarze mają prawo sprzedawać nam dmuchaną watę jako chleb, a właściciele stacji benzynowych mogą dolewać do benzyny wody.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...