Ciągnęło wilka do lasu. Ciekawa książka Migalskiego niepolityka

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Dostawszy do ręki tę niedużą książeczkę z twarzami Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska na okładce przekonamy się szybko, że historia musiała się potoczyć tak jak się potoczyła.

"Nieudana rewolucja. Nieudana Restauracja" Marka Migalskiego wydana przez  wydawnictwo "Czerwone i Czarne" powstała (poza zakończeniem) jeszcze przed smoleńską katastrofą, a więc przed prezydencką kampanią lidera PiS, a tym bardziej przed konfliktem, ktory nastapił potem. A jednak Migalski, choć napisał przede wszystkim wielki hymn na cześć projektu IV RP, z jego ideą wzmocnienia państwa i asertywnej polityki zagranicznej, zawarł w książce, wśród wielu pochwał, mocno krytyczne opinie o Jarosławie Kaczyńskim. Jego politycznym stylu i jego skuteczności. Pisał to już jako polityk wysłany do Strasburga z listy PiS.

"Walczył o IV RP jak lew, ale walczył nieudolnie", oceniał już wiele miesięcy temu prezesa PiS dokładnie tymi słowami europoseł tej partii. Pośród morza komplementów znalazły się też krwiste złośliwości. Wypominając na przykład Kaczyńskiemu błędną politykę kadrową polegającą między innymi na wydobywaniu z różnych zakamarków ludzi starego systemu typu Kryże czy Kaczmarek, porównał go do Hermanna Goeringa z jego maksymą: "kto jest Żydem (w moim resorcie) decyduję ja".

Wątpliwe aby Kaczyński był zachwycony podobnymi opiniami. Więcej, wątpliwe aby puścił je płazem. Możliwe, że gdyby nie ostatnia kampania, Migalski nie zostałby za książkę rozliczony tak szybko jak za list otwarty - dotyczy ona w końcu rozrachunków bez mała już historycznych i tylko marginalnie czasów po roku 2007. Ale z pewnością żelazny lider szukałby pretekstu do rozprawy z niepokornym politologiem.

W książce narrator Migalski występuje właśnie jako politolog (czy bez mała historyk ostatnich lat) a nie jako polityk i propagandzista kogokolwiek. Za klęskę idei koalicji PO-PiS obwinia w większym stopniu Tuska i Platformę, ale pokazuje też udział w tej operacji Jarosława Kaczyńskiego. Co więcej, ubolewając nad znaczeniem tego fiaska dla Polski (była to jego zdaniem szansa na zmiany przeprowadzone pod osłoną na poły mainstreamowych liberałów), uznaje jednocześnie, że obie partie - PO i PiS - zachowywały się w tamtym momencie właściwie racjonalnie. Działały bowiem zgodnie z własnym, może wąskim, ale żywotnym interesem polaryzując scenę i biorąc z niej ile tylko się da.

Nie brakuje w książce myśli precyzyjnych i ciekawych. Na przykład wbrew własnym poglądom ekonomicznym Migalski uznaje za błąd Jarosława Kaczyńskiego liberalną politykę finansową i ekonomiczną uosabianą przez Zytę Gilowską. Trochę zresztą ów liberalizm przecenia, ale używa jako symbolu spektakularnej do dziś kwestii stawek podatkowych. Zdaniem autora lider PiS nikogo tym nie pozyskał, w szczególności elit gospodarczych, a zraził sobie dużą grupę wyborców wierzących w schemat Polski solidarnej. Inne zarzuty wobec rządów PiS są czasem standardowe, czasem zaskakujące: nadmierny radykalizm, zwłaszcza w słowach, a równocześnie niekonsekwencja w działaniu. No i analizowana pod wieloma kątami koalicja z Samoobroną i LPR, która jest nie tyle sukcesem bądź porażka, co raczej skutkiem innych decyzji i manewrów.

Oczywiście w zasadnicznych sprawach Migalski stoi całkowicie po stronie Kaczyńskiego. Cóż stąd, skoro dla lidera PiS 5 procent różnic ważniejsza jest od 95 procent zbieżności w ocenach. Lista oskarżeń wobec Tuska jest w każdym razie w książce dużo dłuższa i mocniejsza: to w ujęciu Migalskiego inteligentny,  obdarzony intuicją polityk, ale też słaby człowiek szukający porozumienia z establishmentem. Choć zmuszony, głównie dla własnej korzyści, do slalomów między imitowaniem i zaprzeczaniem IV RP. Stąd zresztą tytuł: i rewolucja Kaczyńskiego, i restauracja Tuska okazują się w ostateczności połowiczne, niepełne. Jak wszystko w Polsce.

Niektóre hipotezy "fruwającego ornitologa" wydają mi się zbyt proste, podporządkowane efektownej poincie. Można się z nim zgodzić: gdyby Donald Tusk wygrał w 2005 roku wybory prezydenckie, rząd PO-PiS prawdopodobnie by powstał. Czy jednak rzeczywiście, jak twierdzi Migalski, silna ekipa Rokity-Kaczyńskiego przetrwałaby cztery lata dokonując dogłębnej przebudowy państwa i życia społecznego? Może tak, a może nie. Tusk, choć około roku 2005 zręcznie dął w trąbę odnowy, nigdy nie miał przekonania do jakichkolwiek dalej idących reform. Tym różnił się od Jana Rokity. Gdy zaś dodać naturalne sprzeczności interesów i temperamenty liderów obu partii, można by się spodziewać raczej rozpadu PO-PiS po roku, dwóch. Co nie zmienia faktu, że dokonania tego krótszego okresu mogłyby być interesujące.

Ciekawe, jak bardzo pesymistyczny jest dopisany zaraz po prezydenckich wyborach finał książki. Migalski właściwie po części podważa swoje własne wcześniejsze uwagi o połowiczności całego starcia.

Kaczyński i Tusk są dziś albo bezideowymi więźniami macherów od PR (to Tusk), albo rozgoryczonymi strażnikami odchodzących impoderabiliów (Kaczyński). Nic nie wskazuje na to aby tych dwóch polityków zdecydowało się nas wyrwać z chocholego tańca. Tusk tego nie chce. Kaczyński - nie potrafi

- wydaje werdykt. Jednak natura nie znosi próżni. W wytworzoną przez obu przywódców próżnię wchodzi zdaniem Migalskiego nowy gracz: prezydent Bronisław Komorowski.

Choć był antykomunistą i działaczem opozycji, dzisiaj Komorowski jest inkarnacją postkomunizmu

- to właściwie finał całej książki.

Ciekawe, świeże, pobudzające do dyskusji. Aczkolwiek widać, jak pochopna była decyzja Migalskiego aby rozstać się ze światem metapolityki, recenzowania innych, na rzecz świata polityki realnej. Często przecież jałowej i zniechęcającej. To pierwsze kusiło go nadal i pociągało, a zwłaszcza w Polsce bardzo trudno to łączyć z tym drugim.

Piotr Zaremba

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...