"Gazeta Wyborcza" zamieszcza na drugiej stronie relację swojego korespondenta z Moskwy zatytułowaną "Putin zły na Michnika". A w niej opis "spięcia", do jakiego miało dojść na weekendowym spotkaniu Klubu Wałdajskiego w Soczi pomiędzy premierem Rosji i redaktorem naczelnym "GW".

"Starli się o Michaiła Chodorkowskiego" - pisze "Wyborcza", i relacjonuje:

"Krótki dialog Władimira Putina z Adamem Michnikiem jest od poniedziałku jednym z najgoręcej dyskutowanych w Rosji doniesień w mediach. Opowiedziały o tym niemal wszystkie niezależne radia, napisały gazety. Wczorajszy "Moskowskij Komsomolec"
tytułuje relację: "Putin dał członkom klubu dyskusyjnego możliwość zadania podstępnych pytań". Dziennik "Wiedomosti" ocenia, że Michnik "wytrącił Putina z równowagi". W czasie kolacji z Putinem Michnik nawiązał do dwóch spraw, które od dawna zajmują opinię publiczną w Rosji i za granicą. Przypominając, że prezydent Dmitrij Miedwiediew mówił kiedyś o królującym w Rosji "nihilizmie prawnym", Michnik zapytał, czy za przejaw tego właśnie nihilizmu nie należy uznać sprawy Chodorkowskiego i konfliktu o las w Chimkach."

Dziennik wyjaśnia, że las w podmoskiewskich Chimkach - mimo protestów mieszkańców i ekologów - wycina się pod budowę autostrady, ponieważ "ziemię wzdłuż wytyczonej trasy wykupili związani z władzą biznesmeni".

"Nie możemy zacytować odpowiedzi premiera Rosji na pytanie naczelnego "Gazety", bo na stronie internetowej Putina opublikowano tylko część stenogramu ze spotkania w Soczi, ale tej akurat wymiany zdań - nie. Rosyjskie media przekazują ją więc, powołując się na relacje uczestników spotkania, w tym Michnika. Putin - jak powtarzają gazety i agencje - słysząc pytanie, "zmienił się na twarzy" i zirytowany odparł, że Chodorkowski "ma krew na rękach", a jego sprawę "powinno się zostawić niezależnym sądom" - pisze Wacław Radziwinowicz.

I dodaje: "Gdyby do takiej wymiany zdań doszło w innym kraju, wielkiego szumu by nie było. W Polsce prezydentów i premierów często po niewygodnym pytaniu ponoszą emocje. Ale nie w Rosji."

Ciekawy jest także następujący fragment: "Przed udziałem w spotkaniach z
przywódcami rosyjskimi, takich jak posiedzenia Klubu Wałdajskiego, przestrzegała w sobotę na łamach "Gazety" Lilia Szewcowa, znany politolog i polityk liberalny. Według niej zachodni goście (nazwała ich szyderczo za Leninem "pożytecznymi idiotami"), podejmując dialog z przywódcami łamiącymi prawa człowieka i nieprzestrzegającymi konstytucji, legitymizują władzę i sprawiają, że świat przymyka oko na to, co się dzieje w Rosji."

I na drugą nóżkę: "Jednak - o czym świadczy także zainteresowanie rosyjskich
mediów incydentem w Soczi - rozmowy przywódców Rosji z zagranicznymi
dziennikarzami i ekspertami stają się tam źródłem informacji i zapalnikiem debat, do
których inaczej by nie doszło."

Pod artykułem informacja, iż "Klub Wałdajski założyło w 2004 r. kilka rosyjskich
mediów i think-tanków bliskich Putinowi. Klub co roku zaprasza do Rosji na spotkania z najwyższej rangi politykami i biznesmenami grupę zajmujących się Rosją zachodnich
dziennikarzy, analityków i byłych polityków".

Nas zaciekawiła informacja, że Adam Michnik spotyka się z Putinem w ramach jakiegoś dziwnego klubu. Czy tego typu spotkania są częste? Co z nich wynika? I czy dowiedzielibyśmy się o wizycie Michnika u Putina, gdyby nie przeciek do rosyjskich mediów o "spięciu" między Putinem a polskiem Redaktorem?

W depeszy PAP z 6 września o spotkaniu Klubu Wałdajskiego nie ma wzmianki o obecności Adama Michnika, jest jedynie informacja o "ponad 100 ekspertach z kilkunastu krajów, w tym z Polski".

Ciekawe, czy w Soczi rozmawiano także o akcji zapalania zniczy Sowietom 8 maja czy też o pomyśle budowy pomnika Bolszewikom w Ossowie. Oba pomysły "GW" wspiera z całych sił.

Prej