Ratujmy historię! List Piotra Zaremby do Prezydenta Rzeczypospolitej. „Nie jest jeszcze za późno”

Rekonstrukcja powstańczej poczty polowej, Warszawa, sierpień 2010. Fot. wPolityce.pl, kam
Rekonstrukcja powstańczej poczty polowej, Warszawa, sierpień 2010. Fot. wPolityce.pl, kam

Szanowny Panie Prezydencie,

Jest Pan historykiem - sądząc z Pańskich wypowiedzi nie tylko z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Jako polityk wiele razy podkreślał Pan rolę historii w kształtowaniu obywatelskiej  świadomości i poczucia narodowej wspólnoty. Tak się też składa, że historycy stoją dziś na czele wielu ważnych instytucji państwowych. Absolwent historii jest premierem, marszałkiem Sejmu i Senatu.

Równocześnie w zeszłym roku weszła w życie z woli „rządu historyków” bardzo radykalna reforma programów nauczania w szkołach ponadpodstawowych. Przewiduje ona w szczególności gruntowną zmianę charakteru edukacji w liceach ogólnokształcących. Od tej pory tylko pierwsza klasa licealna będzie służyła dokończeniu ogólnych programów nauczania wszystkich przedmiotów. Klasa druga i trzecia zmieni się w dużej mierze - z pewnymi wyjątkami - w kurs przygotowawczy do egzaminów maturalnych.

Niesie to ze sobą to liczne konsekwencje. Bardzo młodzi ludzie, w wieku 16 (a po planowanym przesunięciu granicy wieku szkolnego - 15) lat muszą podejmować zasadnicze dla siebie życiowe decyzje. Nawet premier Tusk powątpiewał początkowo, czy taka wczesna specjalizacja jest zasadna. Potem jednak pozostawił reformę całkowicie w geście minister Katarzyny Hall, z wykształcenia matematyczki. Rzecznicy tej reformy bronią jej w ten sposób: szkoły są coraz bardziej masowe, nie sposób uczyć bez końca wszystkiego. Minister Boni w przypływie szczerości podał jednak inny motyw: młodzi ludzie muszą jak najwcześniej wybrać zawód aby pracować na nasze emerytury.

Mnie ten pragmatyzm odrzuca. Ale nawet gdyby ogólna filozofia była słuszna, to przecież wiemy, że historia to przedmiot szczególny. Ważny dla wychowania patriotycznego i obywatelskiego. Tymczasem po wejściu w życie zmiany, pełny kurs tego przedmiotu każdy młody Polak przejdzie przez trzy klasy gimnazjum i pierwszą klasę liceum. Potem -  pomijając uczniów zdających humanistyczne matury - w drugiej i trzeciej klasie liceum czeka go już tylko blok wybranych zagadnień. Jest on tak skonstruowany, że  jeden nauczyciel może się zająć dziejami zrywów patriotycznych w XIX i XX wieku, inny przykładowo - problemem równouprawnienia kobiet i zmianami w modelu rodziny. Oznacza to, że znaczną większość zagadnień, postaci i zdarzeń, także tych najistotniejszych dla narodowej i obywatelskiej tożsamości, młodzi Polacy będą poznawali po raz ostatni w szkole daleko przed progiem  dorosłości: w wieku 13, 14 czy 15 lat. O historii starożytnej usłyszą być może po raz ostatni jako trzynastolatkowie. O Piłsudskim, powstaniu warszawskim, instalowaniu w Polsce komunizmu - w wieku lat 16 (a w przyszłości jeszcze wcześniej, pamiętajmy o planowanym przesunięciu granicy wieku o rok).

Ja to postrzegam jako groźną abdykację, jako radykalne ograniczenie funkcji edukacyjnej, a w gruncie rzeczy i wychowawczej,  szkoły. Nie dlatego, że sam kończyłem historię. Dlatego, że jestem Polakiem i obywatelem - swojego państwa, Europy, świata. Jeśli obecnie szkoła nie radzi sobie z przekazywaniem słuchaczom podstaw ogólnej wiedzy humanistycznej, odpowiedzią powinno być jej doskonalenie a nie redukowanie godzin nauczania i obniżanie wymagań. Mam też nieodparte wrażenie, że tak rewolucyjne zmiany zostały przyjęte bez fundamentalnej politycznej debaty. Minister Hall jest energiczna, chce się jej coś robić, inaczej niż wielu innym ministrom. Ale działa w społecznej próżni biorąc niedoinformowanie i bierność opinii publicznej za przyzwolenie. Dyskusja odbywała się do tej pory  jedynie w gronie  specjalistów od szkolnictwa, tak zwanych edukatorów. Nawet wielu nauczycieli skarżyło się, że konsultacje zarządzone przez resort edukacji były pospieszne i pozorne. Tymczasem to jest zmiana dotycząca tak naprawdę każdego Polaka. Pytanie o rolę historii w nauczaniu nie jest pytaniem eksperckim czy technicznym.

Przed rokiem grupa polonistów i historyków prosiła ministerstwo, aby raz jeszcze przemyślało przynajmniej ten jeden element reformy. Byli wśród nich ludzie różnych przekonań - od Andrzeja Nowaka po Andrzeja Paczkowskiego. Zostali wysłuchani, ale skończyło się na ogólnych obietnicach. Nic z tym nie zrobiono. W tej sytuacji na początku nowego roku szkolnego proszę Pana Prezydenta, aby wykorzystał swój wpływ na rząd i partię rządzącą dla zainicjowania takiej dyskusji. Nie jest jeszcze za późno - nowy cykl nauczania nie wyszedł poza drugą klasę gimnazjum. Lepiej wycofać się zawczasu z błędnej decyzji niż brnąć w nią w imię podtrzymywania prestiżu twórców reformy. Pan Prezydent może się okazać właściwą osobą, aby postawić pytanie o sens takiej zmiany.

Z poważaniem Piotr Zaremba

 

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...